13 maja 2012

XLIX.


Stawiając pierwsze kroki za bramą szkoły nie mogła przestać myśleć o pani Tereni. Starsza kobieta wywoływała w niej jedynie pozytywne wspomnienia. Niestety, od razu kiedy zaczęła myśleć o staruszce, do głowy napłynęły jej inne myśli. Boleśniejsze. Z każdym krokiem była bliżej domu, zarazem z każdym krokiem była dalej od Giru. Pani Terenia niestety przypominała jej także o nim.
- Jak mogłeś… - powiedziała do siebie, ściskając mocniej rękojeść smyczy w dłoni, która zbielała od siły. Karo niespokojnie odwrócił łeb, żeby spojrzeć na dziewczynę.
Myśli Magdy krążyły wielkim kołem od Pani Tereni, poprzez Dawida, Anię, czy ojca. Przed nią jeszcze dwadzieścia minut drogi.
Szła ulicą, nie zważając na nadjeżdżające samochody. Karo również się nie obawiał, ciągnął smycz i właścicielkę we wszystkich kierunkach. Dźwięki ostrzegawczych klaksonów rozlegały się po ulicy. Niektórzy kierowcy byli wstrząśnięci, inni przerażeni, ale większość nie zwracała na nią uwagi. Kilka minut od domu coś przykuło uwagę Kara.
Pies zaczął ciągnąć Magdę za sobą. Mało ostrożnie wbiegł na środek ulicy, powodując przerażenie w oczach nadjeżdżających z naprzeciwka kierowców. Oba samochody jechały z nadmierną prędkością, żeby szybciej dotrzeć do celu, ale teraz, z piskiem opon, próbują opanować swoje auta. Dziewczyna nie zwróciła uwagi na samochody, które mogły ich potrącić, ale coś w głowie mówiło jej, że uczucie lęku, jakie wywołała wraz z psem wchodząc prawie pod koła. Samochody z gracją słoni minęły się, zapominając po kilku chwilach o dziewczynie.
Przeszli na drugą stronę ulicy. Karo rzucił się pędem w zarośla, które kłębiły się metrami od ulicy. Magda puściła smycz. Pies, kiedy tylko poczuł zwalniającą smycz gnał przed siebie, ile sił w łapach. Wpadł pomiędzy oset, a róże, ale nie robiło mu to większej różnicy. Gnał, jakby zobaczył najpiękniejszą i najsmaczniejszą kość na świecie. Dziewczyna podeszła pod mur zarośli, przysiadła na poboczu i spokojnie czekała na towarzysza.
Karo, przebijając się dalej, raniąc sobie boki i pysk o ostre kolce krzewów przedostał się w końcu do rzeczy, która tak przykuła jego uwagę. Szczeknął raz, po czym wziął zdobycz do pyska i zawrócił. Szedł o wiele ostrożniej. Przedmiot wisiał mu z obu stron łba, przez co często zahaczał się o kolce róż. Magda, słysząc podchodzącego psa wstała, otrzepała spodnie i już chciała zawołać psa do siebie, kiedy ujrzała rzecz w jego pysku.
- Puść to! – wrzasnęła o wiele za głośno. – Zostaw to natychmiast!
Pies jednak nie reagował. Podszedł powoli bliżej, kładąc przedmiot u stóp dziewczyny. Usiadł, dumny z siebie przed nią i szczeknął. Magda cofnęła się o krok nie wiedząc, co ma zrobić.
Przed dziewczyną leżała gnijąca, prawie naga do kości ręka. Ludzka ręka. Magdzie zbierało się na wymioty. Uczucie, którym napełniła teraz głowę rozwiało wszelkie myśli. Pani Terenia, ojciec, Giru, Ania… To już dla niej nieważne.
- Zabierz to! – Krzyknęła, zasłaniając przedramieniem usta i nos. – Zabieraj to gówno!
Karo patrzył na nią pytającym wzrokiem. Wstał i przyczłapał do dziewczyny. Krew dawno zaschła mu na sierści tworząc twardy, szkarłatny pancerz w miejscach, gdzie rany były większe. Dziewczyna nie chciała go dotknąć. Smycz wisiała luźno po lewej stronie zwierzęcia. Karo warknął i chwycił zdobyć, puszczając się pędem w stronę domu. Magda stała jak wmurowana patrząc, jak jej pies biegnie, po czym znika za zakrętem.
Pokaże to ojcu, pomyślała. Karo na pewno idzie pokazać to ojcu…
Po kilku długich sekundach biegiem puściła się do domu. Biegła dobrych parę minut męcząc się za zakrętem, gdzie zniknął Karo. Prosta droga na domu. Droga przez mękę.
Doszła do domu z niespokojnym oddechem. Ojciec siedział na schodach przed drzwiami frontowymi. Głaskał psa, który z wywalonym jęzorem patrzył na zdobycz.
- Chyba musisz mi coś wyjaśnić, młoda panno… - powiedział poważnie wstając.
- Ojcze, nie wiem co myślisz, ale… - urwała. Zaplątała się we własnych myślach.
- Niech cię to nie obchodzi. – Głos Artura stawał się coraz poważniejszy. Magda obawiała się najgorszego. – Pokaż mi, gdzie to znalazł.
Po krótkiej chwili zastanowienia zgodziła się zaprowadzić ojca w miejsce, gdzie wszystkie myśli zaczęły się plątać, a rozsądek schował się wśród krzewów róż i ostu.

1 komentarz: