Od początku czuła, że coś jest nie tak.
Ojciec przecież nigdy wcześniej nie uderzył. Nawet, w formie żartu. Czuła, że
coś jest nie tak. Do tego ten pies…
- Dlaczego… Dlaczego to zrobiłeś? –
zapytała, cofając rękę od instrumentu.
- Ja nic nie zrobiłem! – wrzasnął, nie
patrząc na córkę. – Po prostu go nie dotykaj. Nie masz prawa.
Czuła się zagubiona. Nie chciała owijać w
bawełnę, więc spytała ojca wprost:
- Czy wolisz bardziej towarzystwo tego
instrumentu, niż moje? – czekała na odpowiedź. Minęło kilka sekund, które dla
Magdy dłużyły się niesamowicie. – Odpowiedz! – powiedziała głośniej i bardziej
stanowczo.
Reakcja Artura była natychmiastowa.
Zamachnął się tak mocno, że dwie rany, jakie Magda miała na twarzy otworzyły
się i znów pociekła z nich ciepła, cierpka, czerwona krew. Dziewczyna zawyła z
bólu. Przy uderzeniu cofnęła się o kilka kroków, zamknęła oczy. Potknęła się o
leżący na ziemi koc, który ojciec musiał porzucić, przy wielkim zafascynowaniu
pianinem, po czym wywróciła się, padając plecami wprost na kant kanapy. Niby
była tam poduszka, ale dotkliwie odczuła deskę, która znajdowała się pod
poduszkami. Będzie siniak, pomyślała.
Powoli wstała i spojrzała na ojca. On tylko się zaśmiał i wrócił do pianina.
- Ono jest dla ciebie całym światem?! Co ci
odbiło, OJCZE! – bardzo mocno nacisnęła na ostatnie słowo zdania. Myślałam, że
może Artur jest w jakimś transie, że może coś się stało. Może się obudzi, jak
dotrze do niego, co zrobił.
- Oczywiście, że tak. Myślisz, że po co
sprzedałem to, co było w twojej szafie? Wszystkie graty poszły na to piękne
cacko. Czy to nie uczciwa wymiana? – mówił jak psychopata.
- KIM TY JESTEŚ?! – wrzasnęła i pobiegła do
pokoju.
Po wbiegnięciu po schodach zauważyła, że
Karo skomli przy kojcu. Podbiegła najpierw do niego. Nie mogła patrzeć, jak
jakiekolwiek zwierze się marnuje. Wzięła malucha na ręce.
- Spokojnie, przejdzie mu. – przy
pochylaniu się musiała mocno zacisnąć zęby, żeby nie było słychać, jak bardzo
cierpi. Karo grzecznie dał się podnieść i mocno wtulił łeb w jej pierś. Chociaż ty mnie rozumiesz, pomyślała.
Weszła do swojego pokoju i usiadła w kącie, na poduszkach. Obok leżał koc
zwinięty na kształt kojca, tam właśnie położyła Kara. Oparł głową o bok
zrolowanego koca i patrzył czarnymi oczyma wprost na dziewczynę.
Magda rozsiadła się wygodnie w kącie. W
końcu poczuła ulgę. Nagle przypomniało jej się, co powiedział ojciec. Pianino…
Szafa… Jej rzeczy… Pospiesznie wstała i podbiegła do szafy. Nie zwracała uwagi
już ani na ból pleców, ani na krew, która nadal małymi, ciepłymi stróżkami
płynęła jej po twarzy. Otworzyła drzwi i to, co zobaczyła, przeraziło ją. Nie
było tam nic z pamiątek po koncertach, nie było jej ulubionej kurtki skórzanej,
ani nawet zrolowanego plakatu Iron Maiden, który ostatnio kupiła, ale nie miała
kiedy go zawiesić. Wszystko zniknęło. Ogromna fala gniewu spłynęła na
dziewczynę. Chciała wrzeszczeć. Powydzierać się na ojca, który zrobił jej takie
świństwo. Obróciła się w kierunku drzwi, żeby podejść do schodów i zapytać
dlaczego on to zrobił, ale coś jej nie pasowało. W pokoju brakowało jeszcze
jednej, bardzo ważnej rzeczy – gitary.
- Nie wierzę… - powiedziała do siebie,
padając na kolana. Pal licho pamiątki i plakaty. Nie ma gitary. Nie ma tego, co
kochała. Czuła, że cały jej świat zaczyna powoli się zawalać. Spuściła głowę na
dół, patrzyła teraz w podłogę. – Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – powtarzała.
Nie mogła w to uwierzyć. Po chwili jednak żal i rozpacz ustąpiły miejsca
gniewowi, który powtórnie zawitał do jej głowy. – Ojcze! – wrzasnęła wstając.
Podbiegła do barierki przy schodach. – Dlaczego to zrobiłeś!?
- Co zrobiłem? – powiedział, odwracając się
w jej stronę. Teraz wydawał się innym człowiekiem. Był spokojny, zmartwiony
zachowaniem córki.
- Sprzedałeś to, na czym mi zależało!
Dlaczego sprzedałeś gitarę i to MOJĄ gitarę, skoro masz swoją i dlaczego NIC mi
o tym nie powiedziałeś! Dlaczego sprzedałeś pamiątki, dlaczego jesteś moim
ojcem! – zdenerwowana i gniewna zeszła szybko po schodach, nie mogąc uwierzyć,
że ten człowiek jest jej ojcem – Czy to nic dla ciebie nie znaczy?!
- Ja… Ja nie sprzedałem gitary. Dlaczego
miałby to robić? – powiedział dość spokojnie Artur. Jego ton wskazywał na to,
że rzeczywiście nic o tym nie wie.
Dobrze
udaje,
pomyślała.
- Nie mogę ci już ufać. W ciągu jednego
dnia zawiodłeś mnie na całej linii! – mówiła Magda, już trochę ciszej. – Nie
ufam ci. – Artur wyciągnął dłoń w jej stronę, ale ona szybko ją odepchnęła od
siebie. – Nie dotykaj mnie! – wrzasnęła i wybiegła z domu. Mały Karo,
przypatrujący się wszystkiemu ze szczytu schodów, zbiegł na dół i wybiegł za
nią na ulicę.
- Ja… Ja nic nie zrobiłem… - głos Artura
zaczął się załamywać. – O kurwa, co ja zrobiłem…
Magda nie chciała już wracać do tego
kłamliwego człowieka. Nie dość, że udawał, że nic się nie stało, to jeszcze
podważył wszystko, co chciał kształtować od kiedy umarła Lilianna. Obiecał, że
będą ćwiczyć codziennie po szkole grę. Obiecał… To słowo straciło na swojej
wartości w jej oczach.
Biegła przed siebie kilometry od domu.
Nawet nie zauważyła, że dobiegła do lasu, który był ponad 6 kilometrów od jej
domu. Dopiero teraz zauważyła, że Karo stara się ją dogonić, ale nie udawało mu
się to. Zatrzymała się, zdyszana i poczekała na pieska.
- Mam ciebie, to mi wystarczy… -
powiedziała, głaszcząc psa. Szli potem jeszcze 30 minut, po czym usiedli pod
wysokim świerkiem w cieniu lasu, który przygrywał im smętnie szum liści i
igliwia…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz