13 maja 2012

XLIV.


Od początku czuła, że coś jest nie tak. Ojciec przecież nigdy wcześniej nie uderzył. Nawet, w formie żartu. Czuła, że coś jest nie tak. Do tego ten pies…
- Dlaczego… Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała, cofając rękę od instrumentu.
- Ja nic nie zrobiłem! – wrzasnął, nie patrząc na córkę. – Po prostu go nie dotykaj. Nie masz prawa.
Czuła się zagubiona. Nie chciała owijać w bawełnę, więc spytała ojca wprost:
- Czy wolisz bardziej towarzystwo tego instrumentu, niż moje? – czekała na odpowiedź. Minęło kilka sekund, które dla Magdy dłużyły się niesamowicie. – Odpowiedz! – powiedziała głośniej i bardziej stanowczo.
Reakcja Artura była natychmiastowa. Zamachnął się tak mocno, że dwie rany, jakie Magda miała na twarzy otworzyły się i znów pociekła z nich ciepła, cierpka, czerwona krew. Dziewczyna zawyła z bólu. Przy uderzeniu cofnęła się o kilka kroków, zamknęła oczy. Potknęła się o leżący na ziemi koc, który ojciec musiał porzucić, przy wielkim zafascynowaniu pianinem, po czym wywróciła się, padając plecami wprost na kant kanapy. Niby była tam poduszka, ale dotkliwie odczuła deskę, która znajdowała się pod poduszkami. Będzie siniak, pomyślała. Powoli wstała i spojrzała na ojca. On tylko się zaśmiał i wrócił do pianina.
- Ono jest dla ciebie całym światem?! Co ci odbiło, OJCZE! – bardzo mocno nacisnęła na ostatnie słowo zdania. Myślałam, że może Artur jest w jakimś transie, że może coś się stało. Może się obudzi, jak dotrze do niego, co zrobił.
- Oczywiście, że tak. Myślisz, że po co sprzedałem to, co było w twojej szafie? Wszystkie graty poszły na to piękne cacko. Czy to nie uczciwa wymiana? – mówił jak psychopata.
- KIM TY JESTEŚ?! – wrzasnęła i pobiegła do pokoju.
Po wbiegnięciu po schodach zauważyła, że Karo skomli przy kojcu. Podbiegła najpierw do niego. Nie mogła patrzeć, jak jakiekolwiek zwierze się marnuje. Wzięła malucha na ręce.
- Spokojnie, przejdzie mu. – przy pochylaniu się musiała mocno zacisnąć zęby, żeby nie było słychać, jak bardzo cierpi. Karo grzecznie dał się podnieść i mocno wtulił łeb w jej pierś. Chociaż ty mnie rozumiesz, pomyślała. Weszła do swojego pokoju i usiadła w kącie, na poduszkach. Obok leżał koc zwinięty na kształt kojca, tam właśnie położyła Kara. Oparł głową o bok zrolowanego koca i patrzył czarnymi oczyma wprost na dziewczynę.
Magda rozsiadła się wygodnie w kącie. W końcu poczuła ulgę. Nagle przypomniało jej się, co powiedział ojciec. Pianino… Szafa… Jej rzeczy… Pospiesznie wstała i podbiegła do szafy. Nie zwracała uwagi już ani na ból pleców, ani na krew, która nadal małymi, ciepłymi stróżkami płynęła jej po twarzy. Otworzyła drzwi i to, co zobaczyła, przeraziło ją. Nie było tam nic z pamiątek po koncertach, nie było jej ulubionej kurtki skórzanej, ani nawet zrolowanego plakatu Iron Maiden, który ostatnio kupiła, ale nie miała kiedy go zawiesić. Wszystko zniknęło. Ogromna fala gniewu spłynęła na dziewczynę. Chciała wrzeszczeć. Powydzierać się na ojca, który zrobił jej takie świństwo. Obróciła się w kierunku drzwi, żeby podejść do schodów i zapytać dlaczego on to zrobił, ale coś jej nie pasowało. W pokoju brakowało jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy – gitary.
- Nie wierzę… - powiedziała do siebie, padając na kolana. Pal licho pamiątki i plakaty. Nie ma gitary. Nie ma tego, co kochała. Czuła, że cały jej świat zaczyna powoli się zawalać. Spuściła głowę na dół, patrzyła teraz w podłogę. – Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – powtarzała. Nie mogła w to uwierzyć. Po chwili jednak żal i rozpacz ustąpiły miejsca gniewowi, który powtórnie zawitał do jej głowy. – Ojcze! – wrzasnęła wstając. Podbiegła do barierki przy schodach. – Dlaczego to zrobiłeś!?
- Co zrobiłem? – powiedział, odwracając się w jej stronę. Teraz wydawał się innym człowiekiem. Był spokojny, zmartwiony zachowaniem córki.
- Sprzedałeś to, na czym mi zależało! Dlaczego sprzedałeś gitarę i to MOJĄ gitarę, skoro masz swoją i dlaczego NIC mi o tym nie powiedziałeś! Dlaczego sprzedałeś pamiątki, dlaczego jesteś moim ojcem! – zdenerwowana i gniewna zeszła szybko po schodach, nie mogąc uwierzyć, że ten człowiek jest jej ojcem – Czy to nic dla ciebie nie znaczy?!
- Ja… Ja nie sprzedałem gitary. Dlaczego miałby to robić? – powiedział dość spokojnie Artur. Jego ton wskazywał na to, że rzeczywiście nic o tym nie wie.
Dobrze udaje, pomyślała.
- Nie mogę ci już ufać. W ciągu jednego dnia zawiodłeś mnie na całej linii! – mówiła Magda, już trochę ciszej. – Nie ufam ci. – Artur wyciągnął dłoń w jej stronę, ale ona szybko ją odepchnęła od siebie. – Nie dotykaj mnie! – wrzasnęła i wybiegła z domu. Mały Karo, przypatrujący się wszystkiemu ze szczytu schodów, zbiegł na dół i wybiegł za nią na ulicę.
- Ja… Ja nic nie zrobiłem… - głos Artura zaczął się załamywać. – O kurwa, co ja zrobiłem…
Magda nie chciała już wracać do tego kłamliwego człowieka. Nie dość, że udawał, że nic się nie stało, to jeszcze podważył wszystko, co chciał kształtować od kiedy umarła Lilianna. Obiecał, że będą ćwiczyć codziennie po szkole grę. Obiecał… To słowo straciło na swojej wartości w jej oczach.
Biegła przed siebie kilometry od domu. Nawet nie zauważyła, że dobiegła do lasu, który był ponad 6 kilometrów od jej domu. Dopiero teraz zauważyła, że Karo stara się ją dogonić, ale nie udawało mu się to. Zatrzymała się, zdyszana i poczekała na pieska.
- Mam ciebie, to mi wystarczy… - powiedziała, głaszcząc psa. Szli potem jeszcze 30 minut, po czym usiedli pod wysokim świerkiem w cieniu lasu, który przygrywał im smętnie szum liści i igliwia…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz