13 maja 2012

XXVI.


  Piękny biały wilk zeskoczył od mnie. Podszedł dość powoli, jakby się obawiał, że coś mu zrobię. Wszystkie wilki, które były wokół mnie pochyliły głowy, gdy ich, z tego co zauważyłam, wódz podszedł do mnie bliżej. Był naprawdę ogromnym wilkiem. Śnieżnobiałe futro aż prosiło się o chwałę. Skaza, którą nosił na oku jeszcze dodawała mu uroku.
     - Jestem Krazow. Witaj na Wielkich Krach Lodowych. Po tych wszystkich krwawiących ranach widzę, że nie tylko jesteś od nas, ale i jesteś naprawdę wyjątkowa.
     - Ja? Wyjątkowa? Ależ nie - powiedziałam cicho. - Jestem... Nie wiem. W tamtym świecie nazywali mnie Nyuu, ale Satoshi powiedział, że to nie moje imię.
     - Mówi prawdę. My, wilki z Lodu, nigdy nie kłamiemy. Nie potrzebna nam władza nad światem, jak Kraigowi. To dupek. Nie zasługuje, żeby taka piękna wilczyca stała po jego stronie.
     - Dzięki za twe słowa - rzekłam podnosząc dumnie głowę. - Panie, a wiesz może...
     - Nie ma `panie`. Jestem Krazow. Zwracaj się po imieniu - uśmiechnął się, a promień słońca odbił się od jego śnieżnobiałych kłów.
     - Krazowie... Wiesz może coś o mnie? Nie wiem, co się działo przez ten cały czas, jak leżałam uderzona przez kamień. Nie pamiętam nic, co było wcześniej, ani kim jestem, ani skąd jestem. Nic, pustka kompletna. Ani przez mgłę... - spojrzałam Krazowi w oczy.
   Biła z nich ogromna potęga. Były one czarne, ale gdy tylko promień słońca padł na tęczówkę, mieniła się ona wręcz na zielono. Piękne oczy, pomyślałam. Ktoś z takimi oczami musi być wielki i potężny. Ta kraina jest w dobrych łapach.
     - Opowiem ci wszystko Ayano. Tak, jesteś Ayano, ale nie zdziw się, jak będą do ciebie mówili inaczej. Każdy myśli teraz, że jesteś tą, która zaginęła. A miała wiele imion. Najczęściej jednak mówiono na nią Chinmoku. I tak się mogą do ciebie zwracać.
     - Dlaczego właśnie Chinmoku? Przecież to oznacza...
     - Tak - przerywając mi znowu. - Ciszę. Wiem. Ona taka była. Cicha, skryta. Ale już jej nie ma.
   Zapanowała dziwna cisza. Nie wiedziałam, co się stało z Chinmoku, ale skoro uważał, że jestem do niej podobna, to może znaczę coś więcej dla tego świata?
   Gdy tylko skończyłam zdanie w myślach, zza Krazowa wyłonił się Satoshi. Był dość smutny, ale promieniował czymś, co nadawało godny wyraz jego ciału.
     - Przepraszam cię Chinmoku, że porwałem cię z Krainy Cienia, ale nie przetrwałabyś tam długo.
   Mówił bardzo spokojnie. Dało się wyczuć u niego w głosie ogromną opiekuńczość.
   Nagle pojawiła mi się w głowie myśl. Poznam własną historię i może będę żyła z tego, co moja imienniczka? Ale to przecież ja jestem do niej podobna, a nie ona do mnie.
   Dziwne myśli miałam w głowie, ale musiałam zapomnieć o tym, bo nagle wszyscy nadstawiliśmy uszu.
   Zza horyzontu niosło się wycie o pomoc. Zaatakowano nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz