Szłam wykończona
podróżą. Łapy same się pode mną uginały. W końcu padłam ze zmęczenia. Ocknęłam
się w jaskini starej wilczycy.
- Jak się tu znalazłam? - zapytałam nerwowa.
- Opadłaś z sił i przeciągnęłam Cię do mojej nory. - odparła nieznajoma.
- Dziękuję Ci. A kim w ogóle jesteś?
- Nazywam się Nalda. - odparła spokojnie. - A Ty?
- Ja jestem Cień. - mruknęłam. - Dlaczego nie mogę ruszać łapami?
- Dałam Ci lek własnej roboty. Nie będziesz mogła się ruszyć jeszcze jakiś czas, ale za to wrócisz szybciej do zdrowia...
- Ale ja muszę iść dalej! - przerwałam jej.
- Spokojnie. Na razie to nie masz siły nawet powalić małego jelonka... Nic nie upolujesz i zdechniesz z głodu! - warknęła.
Zrozumiałam, że mówi bardzo poważnie.
- Ehh... Dobrze. A co to w ogóle za lek? - zapytałam niepewnie.
- Jest to pradawna mikstura przekazywana z pokolenia na pokolenie. Niestety ja nikomu jej nie przekaże, bo nie mam już nikogo. Wszyscy odeszli... - zaczęła szlochać.
- Naldo, nie płacz, proszę... Jeżeli Ci to pomoże to możesz mi opowiedzieć co się stało.
- A jesteś na to gotowa? - spytała podnosząc łeb.
Patrzyła na mnie jak na swoją ostatnią deskę ratunku. Było widać, że bardzo potrzebuje się komuś wypłakać. Odpowiedziałam bardzo pewnie.
- Między innymi po to tu jestem - uśmiechnęłam się.
Nalda odwzajemniła mi to tym samym. Otarła łzę i zaczęła:
- Byłam wilczycą alfa...
Gdy tylko zaczęła mówić zamknęłam oczy, żeby wczuć się w jej sytuację. Chciałam jak najbardziej ją zrozumieć.
- Miałam stado włożone z pięciu wilków, czterech wilczyc i trzech młodych. Żyło nam się po prostu jak w raju. Mieliśmy wszystko, wodę, zwierzynę i mnóstwo miejsca. Nawet inne watahy się nas bały, bo byliśmy zorganizowaną i tolerancyjną grupą. Słuchaliśmy się wzajemnie. Było wspaniale, ale pewnego pięknego dnia napadli na nas oni... - zamilkła.
- Kto? Kto był taki zły i na Was napadł?
- K... Kłu... - nie mogła się wysłowić.
Zapadła cisza. Trwała kilka minut, ale Nalda w końcu wykrztusiła:
- Kłusownicy!
Otworzyłam oczy z niedowierzaniem.
- Jak to?! Co oni tu robili?
- Szukali i znaleźli... Szukali Akity... Już go tu nie ma. - wymawiając imię wilka, Nalda zamknęła oczy i odwróciła łeb. Nic to nie dało, bo i tak było widać srebrno-kryształowe łzy. Znów zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam pytać kim dla Niej był Akita. Nie miałam zamiaru spowodować tego, żeby Nalda przypomniała sobie coś czego nie chciała. Jak zechce to powie. Otarła szybko łzy i wróciła do rozmowy.
- Na czym skończyłam? - zapytała. Widać było, że zgubiła się w temacie.
- Wspomniałaś imię Akity. - odpowiedziałam trochę niepewnie.
- Ah tak. - zaczęła szybko i pewnie. - Akita był wilkiem alfa i moim partnerem. Właśnie dzięki niemu byliśmy takim silnym stadem. Ale wracając...
Opowiedziała mi wszystko ze wszystkimi szczegółami. Nie mogłam uwierzyć, że miała takiego pecha w ciągu jednego dnia. Dnia tego pamiętnego bowiem wybito jej całą rodzinę. Zestrzeliwano każdego aż doszło do Akity. Potem ze wszystkich wilków, wilczyc i młodych brano skórę, mięso i futro. Łzy same cisnęły się do oczu. Wiedziałam co znaczy stracić rodzinę. Wiem też co znaczy samotność. Jestem raczej samotnicą. Nalda bardzo dobrze znała swoich bliskich. Kochała ich. Później musiała patrzeć na ich śmierć.
- A czemu Tobie nic nie zrobili Naldo? - spytałam bardzo niepewnie.
- Bo... - znów zapadła cisza. - Stwierdzili, że ja im się na nic nie przydam, dlatego że moje futro było czarne, a oni potrzebowali tylko złoto-brązowe.
Rzeczywiście. było inne. Piękna czerń mieniła jej się na grzbiecie. Z jej opowiadania wynikało, że wszyscy mieli inne futro on niej.
- Przecież ja tez mam czarne futro... - pomyślałam.
- Ale to wcale nie czyni Cię nietykalną. - odpowiedziała mi.
Zdziwiona zapytałam:
- Ty... Ty czytasz w moich myślach?
- Tak. I to jest moje przekleństwo. - znów smutno opuściła oczy. - Wilki nie powinny nieć takich - zawahała się - umiejętności.
Znów zapadła cisza. Nie mogłam zrozumieć czemu Nalda mówi, że ta umiejętność jest jej przekleństwem. Po kilku chwilach poczułam, że krew znów płynie w łapach.
- Nareszcie czuję łapy - westchnęłam zadowolona - Więc może pójdziesz ze mną? - zapytałam.
- A dokąd zmierzasz? - niepewnie spytała.
- Właściwie to szukam miejsca dla siebie. Może będę musiała przejść kilometry, może mile, żeby znaleźć swoją przystań. - dumnie powiedziałam.
Widać było, że nie bardzo podobał jej się ten pomysł.
- Nie mogę. Zostanę tu z duszami moich bliskich. Tu się urodziłam i tu chcę umrzeć. - także bardzo dumnie powiedziała podnosząc świecące jak świeczki oczy.
- Rozumiem Cię.
Nie mogłam jej przecież zabronić szczęścia.
- Jak się tu znalazłam? - zapytałam nerwowa.
- Opadłaś z sił i przeciągnęłam Cię do mojej nory. - odparła nieznajoma.
- Dziękuję Ci. A kim w ogóle jesteś?
- Nazywam się Nalda. - odparła spokojnie. - A Ty?
- Ja jestem Cień. - mruknęłam. - Dlaczego nie mogę ruszać łapami?
- Dałam Ci lek własnej roboty. Nie będziesz mogła się ruszyć jeszcze jakiś czas, ale za to wrócisz szybciej do zdrowia...
- Ale ja muszę iść dalej! - przerwałam jej.
- Spokojnie. Na razie to nie masz siły nawet powalić małego jelonka... Nic nie upolujesz i zdechniesz z głodu! - warknęła.
Zrozumiałam, że mówi bardzo poważnie.
- Ehh... Dobrze. A co to w ogóle za lek? - zapytałam niepewnie.
- Jest to pradawna mikstura przekazywana z pokolenia na pokolenie. Niestety ja nikomu jej nie przekaże, bo nie mam już nikogo. Wszyscy odeszli... - zaczęła szlochać.
- Naldo, nie płacz, proszę... Jeżeli Ci to pomoże to możesz mi opowiedzieć co się stało.
- A jesteś na to gotowa? - spytała podnosząc łeb.
Patrzyła na mnie jak na swoją ostatnią deskę ratunku. Było widać, że bardzo potrzebuje się komuś wypłakać. Odpowiedziałam bardzo pewnie.
- Między innymi po to tu jestem - uśmiechnęłam się.
Nalda odwzajemniła mi to tym samym. Otarła łzę i zaczęła:
- Byłam wilczycą alfa...
Gdy tylko zaczęła mówić zamknęłam oczy, żeby wczuć się w jej sytuację. Chciałam jak najbardziej ją zrozumieć.
- Miałam stado włożone z pięciu wilków, czterech wilczyc i trzech młodych. Żyło nam się po prostu jak w raju. Mieliśmy wszystko, wodę, zwierzynę i mnóstwo miejsca. Nawet inne watahy się nas bały, bo byliśmy zorganizowaną i tolerancyjną grupą. Słuchaliśmy się wzajemnie. Było wspaniale, ale pewnego pięknego dnia napadli na nas oni... - zamilkła.
- Kto? Kto był taki zły i na Was napadł?
- K... Kłu... - nie mogła się wysłowić.
Zapadła cisza. Trwała kilka minut, ale Nalda w końcu wykrztusiła:
- Kłusownicy!
Otworzyłam oczy z niedowierzaniem.
- Jak to?! Co oni tu robili?
- Szukali i znaleźli... Szukali Akity... Już go tu nie ma. - wymawiając imię wilka, Nalda zamknęła oczy i odwróciła łeb. Nic to nie dało, bo i tak było widać srebrno-kryształowe łzy. Znów zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam pytać kim dla Niej był Akita. Nie miałam zamiaru spowodować tego, żeby Nalda przypomniała sobie coś czego nie chciała. Jak zechce to powie. Otarła szybko łzy i wróciła do rozmowy.
- Na czym skończyłam? - zapytała. Widać było, że zgubiła się w temacie.
- Wspomniałaś imię Akity. - odpowiedziałam trochę niepewnie.
- Ah tak. - zaczęła szybko i pewnie. - Akita był wilkiem alfa i moim partnerem. Właśnie dzięki niemu byliśmy takim silnym stadem. Ale wracając...
Opowiedziała mi wszystko ze wszystkimi szczegółami. Nie mogłam uwierzyć, że miała takiego pecha w ciągu jednego dnia. Dnia tego pamiętnego bowiem wybito jej całą rodzinę. Zestrzeliwano każdego aż doszło do Akity. Potem ze wszystkich wilków, wilczyc i młodych brano skórę, mięso i futro. Łzy same cisnęły się do oczu. Wiedziałam co znaczy stracić rodzinę. Wiem też co znaczy samotność. Jestem raczej samotnicą. Nalda bardzo dobrze znała swoich bliskich. Kochała ich. Później musiała patrzeć na ich śmierć.
- A czemu Tobie nic nie zrobili Naldo? - spytałam bardzo niepewnie.
- Bo... - znów zapadła cisza. - Stwierdzili, że ja im się na nic nie przydam, dlatego że moje futro było czarne, a oni potrzebowali tylko złoto-brązowe.
Rzeczywiście. było inne. Piękna czerń mieniła jej się na grzbiecie. Z jej opowiadania wynikało, że wszyscy mieli inne futro on niej.
- Przecież ja tez mam czarne futro... - pomyślałam.
- Ale to wcale nie czyni Cię nietykalną. - odpowiedziała mi.
Zdziwiona zapytałam:
- Ty... Ty czytasz w moich myślach?
- Tak. I to jest moje przekleństwo. - znów smutno opuściła oczy. - Wilki nie powinny nieć takich - zawahała się - umiejętności.
Znów zapadła cisza. Nie mogłam zrozumieć czemu Nalda mówi, że ta umiejętność jest jej przekleństwem. Po kilku chwilach poczułam, że krew znów płynie w łapach.
- Nareszcie czuję łapy - westchnęłam zadowolona - Więc może pójdziesz ze mną? - zapytałam.
- A dokąd zmierzasz? - niepewnie spytała.
- Właściwie to szukam miejsca dla siebie. Może będę musiała przejść kilometry, może mile, żeby znaleźć swoją przystań. - dumnie powiedziałam.
Widać było, że nie bardzo podobał jej się ten pomysł.
- Nie mogę. Zostanę tu z duszami moich bliskich. Tu się urodziłam i tu chcę umrzeć. - także bardzo dumnie powiedziała podnosząc świecące jak świeczki oczy.
- Rozumiem Cię.
Nie mogłam jej przecież zabronić szczęścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz