1 maja 2013

LII.


Karo biegł co sił, żeby być jak najszybciej w domu swojej pani. Droga nie była skomplikowana, więc wiedział, że się nie zgubi. Zaczęło się ściemniać, latarnie na ulicach zabłysnęły miękkim, żółtym światłem. Pies zauważył, że do jego domu pozostało jedynie parędziesiąt metrów. Zwolnił kroku, po chwili się zatrzymał i patrzył prosto w okno na piętrze, gdzie sypialnię miała Magda.
Dom w promieniach wieczornego słońca wydawał się większy i bardziej masywny. Szare ściany poczerniały, cienie przy oknach zaczęły się powoli powiększać. Świat już wie, pomyślał Karo. Powoli zaczął zbliżać się do drzwi. Wiedział, że właściciele jeszcze nie śpią, więc może wpuszczą go do domu.
Do drzwi pozostało mu kilka kroków. Usiadł na pierwszym ze stopni schodów i głośno szczeknął. Nie usłyszał żadnych kroków, więc zawył głośno i położył łeb tak, że gdyby ktoś wyszedł z domu, miałby go pod nogami. Po chwili słyszał podniesione głosy, stłumione przez drzwi.
- … to na pewno Karo! – krzyknęła dziewczyna, której głos znał doskonale. Podniósł uszy, żeby słyszeć wyraźniej.
- Na pewno nie. Od uciekł od nas, zrozum to… - głos Artura także poznał bez najmniejszego problemu.
Karo podniósł głowę, szczeknął donośnie. Teraz wiedział, że obie osoby, które tak bardzo kochał, są tuż za drzwiami. Po chwili usłyszał szybkie kroki w jego stronę. Podniósł uszy, nasłuchiwał. Nagle klamka w drzwiach opadła w dół, najwyraźniej pod ciężarem czyjeś ręki. Karo wstał, zaczął machać ogonem. Drzwi otworzyły się powoli na szerokość dłoni. W szparze ukazała się twarz dziewczyny.
- Karo! – krzyknęła, otwierając drzwi na oścież. – Wróciłeś! – Dziewczyna rzuciła się na niego, przytulając mocno do piersi. Karo poczuł, że jego sierść zaczyna się robić wilgotna za uchem. Dziewczyna płakała. – Już myślałam, że... Do mnie... nie wrócisz. – mówiła zapłakana.
Magda nie zauważyła, że za nią stoi Artur z otwartymi ustami. Karo szczeknął, trącił ostrożnie dziewczyną, żeby się odwróciła.
- Mówiłam ci tato, że wróci – mówiła przez łzy, głaszcząc psa.
- Nie wierzyłem w to… Nie wierzę, że… - podszedł do psa, delikatnie dotknął głowy psa i zastygł.
- Tato, co ci jest? – spojrzała na ojca podejrzliwie. Wstała z kolan, otrzepała je i stanęła obok psa. – Tato, możemy go wpuścić z powrotem do domu? Proszę…
- Dobrze kochanie. – Głos ojca dziewczyny nie wskazywał na to, że podoba mu się ten pomysł. Dziewczyna doskonale to wyczuła, ale wolała to przemilczeć. Cieszyła się, że Karo znów jest obok niej. Magda chwyciła Kara za obrożę i ostrożnie wprowadziła do domu.

Na dworze zapadł już mrok. Lampka, którą zamontował Artur nad drzwiami frontowymi zaczęła migotać. Nikt tego nie zauważył, ale Karo nagle postawił uszy.
- Spokojnie piesku – powiedziała Magda – zaraz dam ci jeść i idziemy spać. Pewnie chcesz się położyć, co? – Głaskała Kara. Po chwili poszła do kuchni nałożyć mu jedzenia. W tym czasie pies poszedł do Artura.
Kiedy tylko podszedł do pokoju mężczyzny położył agresywnie uszy i zaczął warczeć. Delikatnie trącił uchylone drzwi do pokoju ojca Magdy. Kiedy zobaczył to, co się dzieje w środku, krew w nim zamarła.
Pokój wyglądał jak zwykłe biuro. Jedno okno, wychodzące na ulice, przed nim biurko z  komputerem i masą papierów. Na lewej ścianie ogromna biblioteczka z książkami najróżniejszych gatunków, segregatorami z napisem „WAŻNE” oraz „DOKUMENTY”. Po prawej stronie, wisząca półka z nagrodami z pracy, pucharami golfowymi oraz zdjęciem Magdy i Lilianny, kiedy jeszcze była z nimi. Na samym środku siedział Artur na swoim ulubionym, obrotowym krześle. Karo wiedział, że jest tam ktoś jeszcze. Tuż przy nim, za drzwiami stała postać, której spojrzenie dobrze znał. Czarownica wyszła zza swojej zasłony i zaśmiała się okrutnie.
- Wiedziałam, że w końcu się dowiesz, że jestem w tej rodzinie już od dawna… - zachichotała.
Karo szczeknął, żeby zwrócić uwagę właścicielki. Słyszał, jak powiedziała, że zaraz będzie miał pełną miseczkę.
Nie o to mi chodziło, pomyślał. Owczarek nie wiedział, że ma biec po dziewczynę, żeby na siłę ją zaciągnąć do pokoju ojca, czy zająć się czarownicą. Wybór należał tylko do niego.