Dzwonek. Pół klasy
tylko przyszło. Magda rozejrzała się, nie zobaczyła nikogo znajomego, prócz
Giru, który siedział obok niej.
- Co się dzieje? –
spytała cicho chłopaka, który uważał i uważnie słuchał każdego jej słowa.
- Co masz na myśli?
– spojrzał jej w oczy.
- Noo… Nikogo
znajomego, a przecież wiedzą, że się wrzesień zaczął, to chyba logiczne. – popatrzyła
na niego i przysunęła się bliżej. Czuła się dość nieswojo, więc przytuliła się
do niego. Dawid oczywiście lubił czuć ją tak blisko siebie. Objął ją mocno i
nie chciał puścić.
W tym momencie z
sali wyszła nauczycielka. Krótkie czerwono-bordowe włosy opadały na wiotkie
ramiona chemiczki. Ubrana była jak zwykle w czarne kozaki, w nich czarne
legginsy, a wyżej to tradycyjnie różowawa koszulka, a na niej czarny sweterek.
Oto w czym chodziła profesor Kasia B. do szkoły. Pierwsze, co zrobiła, to
spojrzała na Magdę i Dawida. Oboje, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
odwrócili głowy w jej stronę, po czym tylko było słychać jej skrzeczący głos:
- Do klasy zapraszam
waszą dwójkę. – po czym wróciła do sali. Było to miejsce, gdzie profesorka
spędzała najwięcej czasu. Drugim jej ulubionym miejscem była łazienka. Tylko
wtedy zabierała swoje zacne cztery litery z klasy, przechodziła calutki
korytarz, żeby potem pędem pognać do sali chemicznej, gdzie zostawiała
wszystko. Cały swój dobytek. Torebkę, kluczę i komórkę. Dla niej, to cały
świat.
- O co chodzi? –
powiedział cicho Dawid, wstając i pomagając podnieść się na nogi Magdzie. –
Pewnie znowu ma dla nas jakieś głupie warsztaty chemiczne. – zaśmiał się i
chwycił ją za rękę. Poszedł pierwszy i przekroczył próg klasy. Sala wyglądała
tak, jak przed wakacjami. Błękitna farba odpadała ze ścian, a dwa rzędy sześciu
3-osobowych ławek stały tak, jakby nikt ich nie ruszał. Dawid poczuł się jak w
muzeum. Nie puszczając dłoni Magdy zatrzymał się przed biurkiem na
podwyższeniu. Spoglądał teraz na nauczycielkę z dołu w tle mając zieloną
tablicę, którą miała za głową. Nie zwrócił uwagi na to, że w drugiej ławce ktoś
siedzi. Magda jednak nie była tak `ślepa`. Zauważyła, że dziewczyna w koszulce
Metallicy patrzy prosto na nią. Już otwierała usta, żeby zapytać profesorki kto
to jest, ale ona ją uprzedziła:
- To Ania –
powiedziała spokojnie swoim skrzeczącym głosem. – Od dziś jest z wami w klasie,
a jako, że słuchacie tego samego… - ściszyła głos -…chłamu, to…
- Przepraszam
bardzo! – odezwała się Magda, wyraźnie zdenerwowana tym, co nauczycielka
powiedziała. – Metallica nie jest chłamem, a jak pani ma jakiś problem, to może
nie tu i nie przy nas? – puściła rękę Dawida i weszła na podwyższenie, gdzie
stało biurko. Popatrzyła jej prosto w twarz, widać było, że profesorka żałuje,
że to powiedziała. – Proszę o jedno, teraz tylko o jedno, żadnego obrażania
muzyki w moim towarzystwie, tak? – nauczycielka speszona pokiwała głową.
Rozumiała, że źle zrobiła mówiąc Magdzie, że słucha `chłamu`. Wiedziała
przecież, że jej rodzice grają na instrumentach, znają się na tym, a co za tym
idzie – ona też.
- Dobrze, pomińmy.
To Ania –wróciła do tematu – jest tu nowa i macie się nią zająć i tyle. Weźcie
ją teraz na koniec przerwy, bo ja mam tu coś ważnego do zrobienia. – pokazała
ręką na stos papierów, po czym usiadła na swoim zielonym krześle.
Dawid i Magda
spojrzeli po sobie, a potem na Anię. Dziewczyna uśmiechnęła się i wstała z
miejsca. Zabrała plecak i podeszła do nich.
- Dzięki –
powiedziała cicho i w trójkę wyszli na przerwę.
- Nie masz za co –
odezwał się chłopak – Magda jest dość wrażliwa na tym punkcie, bo jej rodzice
są muzykami. – nie wspomniał specjalnie o nieżyjącej matce, bo to nie jego
interes, żeby wprowadzać Anię do życia jego miłości. `Moja miłość` - tego
określenia używał, jak szedł gdzieś sam, bez Magdy, a chciał coś o niej
powiedzieć.
- Rozumiem. –
odpowiedziała grzecznie Ania. – Twoi rodzicie muzykami? Ostro! – radośnie teraz
zwróciła się do Magdy.
- Teraz już tylko
jedno, bo drugiego już tu nie ma. – odpowiedziała spokojnie, lekko się
uśmiechając.
- Oj, nie
wiedziałam…
- Wiem o tym –
poklepała ją po ramieniu Magda, po czym rozległ się dzwonek.
Wszyscy weszli do
klasy, pozajmowali miejsca. Ania, Magda i Dawid weszli jako ostatni i została
dla nich tylko jedna, ostatnia ławka pod oknem. Ulubione miejsce chłopaka,
bowiem uwielbiał patrzyć na boisko, na którym jest drzewo, pod którym poznał, a
raczej pierwszy raz odezwał się do Magdy. Lekcja była nudna. Profesorka
przedstawiała im Przedmiotowy System Oceniania, potem początki chemii – alkany.
Całej trójce zaczęło się to nudzić, więc Dawid zapoczątkował pisanie liściku.
Obok siedziała Magda, a potem Ania. Obie wiedziały, co trzeba z tym robić.
Jak tam? (:
Chemia, znowu nie uwazasz…
a
dobrze, a u was?
Aniu, powiesz nam cos o sobie? Nie wytrzymam do przerwy jak
mi nie powiesz!
Uwazaj na niego, bo to prawda…
hmm,
cóz moge powiedziec. jezdze konno i kocham to robic. jestem z wami w klasie i
to jua dla mnie cos… nikt wczesniej mnie tak nie przygarnał od razu…
Cieszymy sie! I to tak powaznie, bo…
Musiał skończyć i
schować kartkę, bo Profesor Katarzyna zaczęła przechadzać się po klasie, czy uczniowie
pracują. Dawid schował kartkę w ostatniej chwili. Nauczycielka zatrzymała się
przy ich ławce i spytała:
- Początek roku, a
wy już musicie robić z siebie klaunów? – klasa zaśmiała się.
- Nie, pani
profesor, nie robimy z siebie tego, co nam pani zarzuca. – powiedziała ostro
Magda, której nie było może w kaszę dmuchać.
- Nic nie robimy, a
pani się czepia – wtórował jej Dawid.
Tylko Ania siedziała
cicho.
- Dobrze więc –
odezwała się po krótkim namyśle nauczycielka – wy dwoje zostaniecie, musimy
sobie porozmawiać na temat waszego zachowania, a ty, młoda panno – patrzyła
teraz bezpośrednio na Magdę – to, że twoja matka nie żyje, to nie znaczy, że
jesteś bezkarna.
Magda zbladła. Nie
wiedziała, co ma powiedzieć. Jej największy sekret wydała osoba, która powinna
trzymać go za zębami, jak własny.
- Jak pani śmie… -
powiedziała gniewnie, odkopnęła krzesło, spakowała się i wyszła. Była wściekła,
że profesorka powiedziała to na głos i do tego na forum klasy. Trzasnęła
drzwiami na koniec i zbiegła schodami na dół, z drugiego na pierwsze piętro,
potem na parter i w końcu potarła do piwnicy. Odgłos jej kroków rozchodził się
po pustych korytarzach szkoły bardzo wyraźnie. Na ostatnim stopniu pech chciał,
że potknęła się na ostatnim stopniu o wystający pręt i spadła prosto na twarz.
Od razu poczuła, że po jej twarzy spływa ciepła ciesz. Krew, pomyślała, wstając
powoli i wycierając ręką twarz. Spojrzała na dłoń – nie myliła się. Ciemno
czerwona ciecz była teraz wszędzie. Zalewała jej oczy, spływała po policzkach,
miała ją również na rękach, tak samo, jak na ziemi został ślad. Nie spodziewała
się, że nie będzie po tym śladu. Wiedziała doskonale, że blizny zostaną, ale
nie zamierzała nic z tym robić. Poszła więc pod swoją szafkę, usiadła
naprzeciwko niej i wyciągnęła z kieszeni chusteczkę. Miała szczęście, że w
trakcie i po pierwszej lekcji nie ma jeszcze sprzątaczek, bo od razu kazałyby
jej iść do pielęgniarki. Nie znosiła do niej chodzić. Była dla niej niemiła i
patrzyła jak na dziwoląga. Po każdej jej wizycie u pani Malwiny, wychodziła
smutna i roztrzęsiona. Mówiła jej o chorobach, jakie jej zmarła matka mogła jej
dać. Nigdy jednak nie poszła z tym do nikogo – wstydziła się.
Nagle słyszy, że ktoś zamyka drzwi z potężnym
hukiem, który rozległ się w szkole. Dawid, pomyślała. Nie zamierzała się ruszać
z miejsca. Jeśli, to rzeczywiście on, to dobrze wiedział, gdzie teraz jest
Magda. Dziewczyna wytężała słuch. Raz, dwa, trzy… Trzy pary kroków? Coś tu nie
gra. Powoli wstała, zostawiając plecak i bluzę na miejscu, na które chciała
zaraz wrócić, ale zobaczyła, że trzy osoby idą w jej stronę. Dawid, Ania i… Kto
to był? Wyrzuciła zakrwawione chusteczkę do kosza i wróciła szybko na swoje
miejsce. Wyciągnęła kolejną, żeby wytrzeć krew, która cały czas płynnie leciała
jej z ran. Już miała przysunąć ją do twarzy, kiedy Dawid z ogromną szybkością
się na nią rzucił.
- Nie słuchaj tej
suki. – mówił, przytulając Magdę mocno do siebie – Wiesz, że ona ma na bani,
więc… - spojrzał na twarz dziewczyny – Matko! Co ci się stało?! – wykrzyknął.
Za nim pojawiła się Ania i..
- Kim jesteś? –
powiedziała spokojnie Magda, spoglądając na chłopaka.
- Malko. Mówią mi
Malko. Jestem w waszej klasie.
- Spóźniłeś się, nie
dostrzegłam cię wcześniej.
- To prawda.
Przeszedłem na biol-chem i od tego roku jestem z wami. – klęknął przy Magdzie.
– Pokaż no… - wziął od niej chusteczkę i odsunął barkiem Dawida. Ten stracił
równowagę i upadł na plecy.
- Uważaj, łamago! –
krzyknął, podnosząc się z ziemi.
- Zamknij się. –
odwarknął mu Malko, po czym całą uwagę skierował na dziewczynę. Ania stała jak
wryta, ale teraz podeszła do Dawida, pomagając mu wstać.
- Odwal się, w ogóle
nie wiem, dlaczego ona kazała ci iść z nami! – krzyczał i wyrywał się,
zdenerwowany.
- Ja wiem. –
powiedziała Magda, spokojnie wstając i kładąc glana na barku Malko. – Dlaczego,
psie jeden, jej na to pozwoliłeś?! – popchnęła nogę, po czym chłopak wylądował
na ziemi. – Wiesz, że cię nie znoszę, twojej matki też! Znam go – zwróciła się
do reszty – To syn naszej `kochanej` pani profesor od chemii. Kabel i konfident,
jakich mało. Do tego, wie o mnie wszystko. Ma w pokoju moje zdjęcia z wakacji,
wyjazdów i przerw. To maniak. – jej noga przygniatała teraz mocno jego brzuch
do ziemi. Nie czuła, żeby robiła mu tym krzywdę, bo w jego oczach było widać
tylko obłęd.
- Jesteś pojebany! –
powiedział Dawid, wyrwał się od Ani, po czym rzucił się z pięściami na Malko. –
Zginiesz! Zabiję cię, szmato! – darł się w niebogłosy, a echo roznosiło się po
cichej szkole.
- Przestań, szkoda
nerwów na niego. On już wie, co mu grozi. I wie, co zrobił.
Ania i Dawid nie
wiedzieli o co chodzi. Spojrzeli tylko po sobie, a potem na Magdę, ale jej oczy
nic nie zdradzały, były po prostu puste.
- Idziemy stąd,
zostawcie go tu. – powiedziała Magda ściągając glan z brzucha Malko. Wzięła
swoje rzeczy – bluzę i plecak z ziemi i poszła do schodów. – No chodźcie. –
odwróciła się mówiąc do wciąż skamieniałych towarzyszy. Po chwili ocknęli się i
podbiegli do Magdy.
- Nadal krwawisz –
powiedział cicho Dawid, chwytając ją za rękę. Puściła go szybko. Weszli już na
pierwsze parter.
- Wy idźcie na
lekcje, a ja spadam do domu. Z taką twarzą będę musiała iść do Malwiny, a nie
chcę. Przyjdźcie do mnie po szkole, jak chcecie. – uśmiechnęła się. Jedna ranka
na jej twarzy pękła i znowu popłynęła krew. – Nic mi nie będzie. – przytuliła
najpierw Dawida, potem Anię, odwróciła się i poszła do domu.
- Oby jej się nic
nie stało… - powiedział Dawid, wzdychając. Przytulił Anię i oboje wrócili na
lekcje, jakby nigdy nic. Obojgu dzień strasznie się dłużył.