Stawiając
pierwsze kroki za bramą szkoły nie mogła przestać myśleć o pani Tereni. Starsza
kobieta wywoływała w niej jedynie pozytywne wspomnienia. Niestety, od razu
kiedy zaczęła myśleć o staruszce, do głowy napłynęły jej inne myśli.
Boleśniejsze. Z każdym krokiem była bliżej domu, zarazem z każdym krokiem była
dalej od Giru. Pani Terenia niestety przypominała jej także o nim.
-
Jak mogłeś… - powiedziała do siebie, ściskając mocniej rękojeść smyczy w dłoni,
która zbielała od siły. Karo niespokojnie odwrócił łeb, żeby spojrzeć na
dziewczynę.
Myśli
Magdy krążyły wielkim kołem od Pani Tereni, poprzez Dawida, Anię, czy ojca.
Przed nią jeszcze dwadzieścia minut drogi.
Szła
ulicą, nie zważając na nadjeżdżające samochody. Karo również się nie obawiał,
ciągnął smycz i właścicielkę we wszystkich kierunkach. Dźwięki ostrzegawczych
klaksonów rozlegały się po ulicy. Niektórzy kierowcy byli wstrząśnięci, inni
przerażeni, ale większość nie zwracała na nią uwagi. Kilka minut od domu coś
przykuło uwagę Kara.
Pies
zaczął ciągnąć Magdę za sobą. Mało ostrożnie wbiegł na środek ulicy, powodując
przerażenie w oczach nadjeżdżających z naprzeciwka kierowców. Oba samochody
jechały z nadmierną prędkością, żeby szybciej dotrzeć do celu, ale teraz, z
piskiem opon, próbują opanować swoje auta. Dziewczyna nie zwróciła uwagi na
samochody, które mogły ich potrącić, ale coś w głowie mówiło jej, że uczucie
lęku, jakie wywołała wraz z psem wchodząc prawie pod koła. Samochody z gracją
słoni minęły się, zapominając po kilku chwilach o dziewczynie.
Przeszli
na drugą stronę ulicy. Karo rzucił się pędem w zarośla, które kłębiły się
metrami od ulicy. Magda puściła smycz. Pies, kiedy tylko poczuł zwalniającą
smycz gnał przed siebie, ile sił w łapach. Wpadł pomiędzy oset, a róże, ale nie
robiło mu to większej różnicy. Gnał, jakby zobaczył najpiękniejszą i
najsmaczniejszą kość na świecie. Dziewczyna podeszła pod mur zarośli,
przysiadła na poboczu i spokojnie czekała na towarzysza.
Karo,
przebijając się dalej, raniąc sobie boki i pysk o ostre kolce krzewów
przedostał się w końcu do rzeczy, która tak przykuła jego uwagę. Szczeknął raz,
po czym wziął zdobycz do pyska i zawrócił. Szedł o wiele ostrożniej. Przedmiot
wisiał mu z obu stron łba, przez co często zahaczał się o kolce róż. Magda,
słysząc podchodzącego psa wstała, otrzepała spodnie i już chciała zawołać psa
do siebie, kiedy ujrzała rzecz w jego pysku.
-
Puść to! – wrzasnęła o wiele za głośno. – Zostaw to natychmiast!
Pies
jednak nie reagował. Podszedł powoli bliżej, kładąc przedmiot u stóp
dziewczyny. Usiadł, dumny z siebie przed nią i szczeknął. Magda cofnęła się o
krok nie wiedząc, co ma zrobić.
Przed
dziewczyną leżała gnijąca, prawie naga do kości ręka. Ludzka ręka. Magdzie
zbierało się na wymioty. Uczucie, którym napełniła teraz głowę rozwiało wszelkie
myśli. Pani Terenia, ojciec, Giru, Ania… To już dla niej nieważne.
-
Zabierz to! – Krzyknęła, zasłaniając przedramieniem usta i nos. – Zabieraj to
gówno!
Karo
patrzył na nią pytającym wzrokiem. Wstał i przyczłapał do dziewczyny. Krew
dawno zaschła mu na sierści tworząc twardy, szkarłatny pancerz w miejscach,
gdzie rany były większe. Dziewczyna nie chciała go dotknąć. Smycz wisiała luźno
po lewej stronie zwierzęcia. Karo warknął i chwycił zdobyć, puszczając się
pędem w stronę domu. Magda stała jak wmurowana patrząc, jak jej pies biegnie,
po czym znika za zakrętem.
Pokaże to ojcu, pomyślała. Karo na pewno idzie pokazać to ojcu…
Po
kilku długich sekundach biegiem puściła się do domu. Biegła dobrych parę minut
męcząc się za zakrętem, gdzie zniknął Karo. Prosta
droga na domu. Droga przez mękę.
Doszła
do domu z niespokojnym oddechem. Ojciec siedział na schodach przed drzwiami
frontowymi. Głaskał psa, który z wywalonym jęzorem patrzył na zdobycz.
-
Chyba musisz mi coś wyjaśnić, młoda panno… - powiedział poważnie wstając.
-
Ojcze, nie wiem co myślisz, ale… - urwała. Zaplątała się we własnych myślach.
-
Niech cię to nie obchodzi. – Głos Artura stawał się coraz poważniejszy. Magda
obawiała się najgorszego. – Pokaż mi, gdzie to znalazł.
Po
krótkiej chwili zastanowienia zgodziła się zaprowadzić ojca w miejsce, gdzie
wszystkie myśli zaczęły się plątać, a rozsądek schował się wśród krzewów róż i
ostu.
Nowy mam.
OdpowiedzUsuń