13 maja 2012

XLII.


Dzwonek. Pół klasy tylko przyszło. Magda rozejrzała się, nie zobaczyła nikogo znajomego, prócz Giru, który siedział obok niej.
- Co się dzieje? – spytała cicho chłopaka, który uważał i uważnie słuchał każdego jej słowa.
- Co masz na myśli? – spojrzał jej w oczy.
- Noo… Nikogo znajomego, a przecież wiedzą, że się wrzesień zaczął, to chyba logiczne. – popatrzyła na niego i przysunęła się bliżej. Czuła się dość nieswojo, więc przytuliła się do niego. Dawid oczywiście lubił czuć ją tak blisko siebie. Objął ją mocno i nie chciał puścić.
W tym momencie z sali wyszła nauczycielka. Krótkie czerwono-bordowe włosy opadały na wiotkie ramiona chemiczki. Ubrana była jak zwykle w czarne kozaki, w nich czarne legginsy, a wyżej to tradycyjnie różowawa koszulka, a na niej czarny sweterek. Oto w czym chodziła profesor Kasia B. do szkoły. Pierwsze, co zrobiła, to spojrzała na Magdę i Dawida. Oboje, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odwrócili głowy w jej stronę, po czym tylko było słychać jej skrzeczący głos:
- Do klasy zapraszam waszą dwójkę. – po czym wróciła do sali. Było to miejsce, gdzie profesorka spędzała najwięcej czasu. Drugim jej ulubionym miejscem była łazienka. Tylko wtedy zabierała swoje zacne cztery litery z klasy, przechodziła calutki korytarz, żeby potem pędem pognać do sali chemicznej, gdzie zostawiała wszystko. Cały swój dobytek. Torebkę, kluczę i komórkę. Dla niej, to cały świat.
- O co chodzi? – powiedział cicho Dawid, wstając i pomagając podnieść się na nogi Magdzie. – Pewnie znowu ma dla nas jakieś głupie warsztaty chemiczne. – zaśmiał się i chwycił ją za rękę. Poszedł pierwszy i przekroczył próg klasy. Sala wyglądała tak, jak przed wakacjami. Błękitna farba odpadała ze ścian, a dwa rzędy sześciu 3-osobowych ławek stały tak, jakby nikt ich nie ruszał. Dawid poczuł się jak w muzeum. Nie puszczając dłoni Magdy zatrzymał się przed biurkiem na podwyższeniu. Spoglądał teraz na nauczycielkę z dołu w tle mając zieloną tablicę, którą miała za głową. Nie zwrócił uwagi na to, że w drugiej ławce ktoś siedzi. Magda jednak nie była tak `ślepa`. Zauważyła, że dziewczyna w koszulce Metallicy patrzy prosto na nią. Już otwierała usta, żeby zapytać profesorki kto to jest, ale ona ją uprzedziła:
- To Ania – powiedziała spokojnie swoim skrzeczącym głosem. – Od dziś jest z wami w klasie, a jako, że słuchacie tego samego… - ściszyła głos -…chłamu, to…
- Przepraszam bardzo! – odezwała się Magda, wyraźnie zdenerwowana tym, co nauczycielka powiedziała. – Metallica nie jest chłamem, a jak pani ma jakiś problem, to może nie tu i nie przy nas? – puściła rękę Dawida i weszła na podwyższenie, gdzie stało biurko. Popatrzyła jej prosto w twarz, widać było, że profesorka żałuje, że to powiedziała. – Proszę o jedno, teraz tylko o jedno, żadnego obrażania muzyki w moim towarzystwie, tak? – nauczycielka speszona pokiwała głową. Rozumiała, że źle zrobiła mówiąc Magdzie, że słucha `chłamu`. Wiedziała przecież, że jej rodzice grają na instrumentach, znają się na tym, a co za tym idzie – ona też.
- Dobrze, pomińmy. To Ania –wróciła do tematu – jest tu nowa i macie się nią zająć i tyle. Weźcie ją teraz na koniec przerwy, bo ja mam tu coś ważnego do zrobienia. – pokazała ręką na stos papierów, po czym usiadła na swoim zielonym krześle.
Dawid i Magda spojrzeli po sobie, a potem na Anię. Dziewczyna uśmiechnęła się i wstała z miejsca. Zabrała plecak i podeszła do nich.
- Dzięki – powiedziała cicho i w trójkę wyszli na przerwę.
- Nie masz za co – odezwał się chłopak – Magda jest dość wrażliwa na tym punkcie, bo jej rodzice są muzykami. – nie wspomniał specjalnie o nieżyjącej matce, bo to nie jego interes, żeby wprowadzać Anię do życia jego miłości. `Moja miłość` - tego określenia używał, jak szedł gdzieś sam, bez Magdy, a chciał coś o niej powiedzieć.
- Rozumiem. – odpowiedziała grzecznie Ania. – Twoi rodzicie muzykami? Ostro! – radośnie teraz zwróciła się do Magdy.
- Teraz już tylko jedno, bo drugiego już tu nie ma. – odpowiedziała spokojnie, lekko się uśmiechając.
- Oj, nie wiedziałam…
- Wiem o tym – poklepała ją po ramieniu Magda, po czym rozległ się dzwonek.
Wszyscy weszli do klasy, pozajmowali miejsca. Ania, Magda i Dawid weszli jako ostatni i została dla nich tylko jedna, ostatnia ławka pod oknem. Ulubione miejsce chłopaka, bowiem uwielbiał patrzyć na boisko, na którym jest drzewo, pod którym poznał, a raczej pierwszy raz odezwał się do Magdy. Lekcja była nudna. Profesorka przedstawiała im Przedmiotowy System Oceniania, potem początki chemii – alkany. Całej trójce zaczęło się to nudzić, więc Dawid zapoczątkował pisanie liściku. Obok siedziała Magda, a potem Ania. Obie wiedziały, co trzeba z tym robić.
Jak tam? (:
Chemia, znowu nie uwazasz…
a dobrze, a u was?
Aniu, powiesz nam cos o sobie? Nie wytrzymam do przerwy jak mi nie powiesz!
Uwazaj na niego, bo to prawda…
hmm, cóz moge powiedziec. jezdze konno i kocham to robic. jestem z wami w klasie i to jua dla mnie cos… nikt wczesniej mnie tak nie przygarnał od razu…
Cieszymy sie! I to tak powaznie, bo…
Musiał skończyć i schować kartkę, bo Profesor Katarzyna zaczęła przechadzać się po klasie, czy uczniowie pracują. Dawid schował kartkę w ostatniej chwili. Nauczycielka zatrzymała się przy ich ławce i spytała:
- Początek roku, a wy już musicie robić z siebie klaunów? – klasa zaśmiała się.
- Nie, pani profesor, nie robimy z siebie tego, co nam pani zarzuca. – powiedziała ostro Magda, której nie było może w kaszę dmuchać.
- Nic nie robimy, a pani się czepia – wtórował jej Dawid.
Tylko Ania siedziała cicho.
- Dobrze więc – odezwała się po krótkim namyśle nauczycielka – wy dwoje zostaniecie, musimy sobie porozmawiać na temat waszego zachowania, a ty, młoda panno – patrzyła teraz bezpośrednio na Magdę – to, że twoja matka nie żyje, to nie znaczy, że jesteś bezkarna.
Magda zbladła. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Jej największy sekret wydała osoba, która powinna trzymać go za zębami, jak własny.
- Jak pani śmie… - powiedziała gniewnie, odkopnęła krzesło, spakowała się i wyszła. Była wściekła, że profesorka powiedziała to na głos i do tego na forum klasy. Trzasnęła drzwiami na koniec i zbiegła schodami na dół, z drugiego na pierwsze piętro, potem na parter i w końcu potarła do piwnicy. Odgłos jej kroków rozchodził się po pustych korytarzach szkoły bardzo wyraźnie. Na ostatnim stopniu pech chciał, że potknęła się na ostatnim stopniu o wystający pręt i spadła prosto na twarz. Od razu poczuła, że po jej twarzy spływa ciepła ciesz. Krew, pomyślała, wstając powoli i wycierając ręką twarz. Spojrzała na dłoń – nie myliła się. Ciemno czerwona ciecz była teraz wszędzie. Zalewała jej oczy, spływała po policzkach, miała ją również na rękach, tak samo, jak na ziemi został ślad. Nie spodziewała się, że nie będzie po tym śladu. Wiedziała doskonale, że blizny zostaną, ale nie zamierzała nic z tym robić. Poszła więc pod swoją szafkę, usiadła naprzeciwko niej i wyciągnęła z kieszeni chusteczkę. Miała szczęście, że w trakcie i po pierwszej lekcji nie ma jeszcze sprzątaczek, bo od razu kazałyby jej iść do pielęgniarki. Nie znosiła do niej chodzić. Była dla niej niemiła i patrzyła jak na dziwoląga. Po każdej jej wizycie u pani Malwiny, wychodziła smutna i roztrzęsiona. Mówiła jej o chorobach, jakie jej zmarła matka mogła jej dać. Nigdy jednak nie poszła z tym do nikogo – wstydziła się.
 Nagle słyszy, że ktoś zamyka drzwi z potężnym hukiem, który rozległ się w szkole. Dawid, pomyślała. Nie zamierzała się ruszać z miejsca. Jeśli, to rzeczywiście on, to dobrze wiedział, gdzie teraz jest Magda. Dziewczyna wytężała słuch. Raz, dwa, trzy… Trzy pary kroków? Coś tu nie gra. Powoli wstała, zostawiając plecak i bluzę na miejscu, na które chciała zaraz wrócić, ale zobaczyła, że trzy osoby idą w jej stronę. Dawid, Ania i… Kto to był? Wyrzuciła zakrwawione chusteczkę do kosza i wróciła szybko na swoje miejsce. Wyciągnęła kolejną, żeby wytrzeć krew, która cały czas płynnie leciała jej z ran. Już miała przysunąć ją do twarzy, kiedy Dawid z ogromną szybkością się na nią rzucił.
- Nie słuchaj tej suki. – mówił, przytulając Magdę mocno do siebie – Wiesz, że ona ma na bani, więc… - spojrzał na twarz dziewczyny – Matko! Co ci się stało?! – wykrzyknął. Za nim pojawiła się Ania i..
- Kim jesteś? – powiedziała spokojnie Magda, spoglądając na chłopaka.
- Malko. Mówią mi Malko. Jestem w waszej klasie.
- Spóźniłeś się, nie dostrzegłam cię wcześniej.
- To prawda. Przeszedłem na biol-chem i od tego roku jestem z wami. – klęknął przy Magdzie. – Pokaż no… - wziął od niej chusteczkę i odsunął barkiem Dawida. Ten stracił równowagę i upadł na plecy.
- Uważaj, łamago! – krzyknął, podnosząc się z ziemi.
- Zamknij się. – odwarknął mu Malko, po czym całą uwagę skierował na dziewczynę. Ania stała jak wryta, ale teraz podeszła do Dawida, pomagając mu wstać.
- Odwal się, w ogóle nie wiem, dlaczego ona kazała ci iść z nami! – krzyczał i wyrywał się, zdenerwowany.
- Ja wiem. – powiedziała Magda, spokojnie wstając i kładąc glana na barku Malko. – Dlaczego, psie jeden, jej na to pozwoliłeś?! – popchnęła nogę, po czym chłopak wylądował na ziemi. – Wiesz, że cię nie znoszę, twojej matki też! Znam go – zwróciła się do reszty – To syn naszej `kochanej` pani profesor od chemii. Kabel i konfident, jakich mało. Do tego, wie o mnie wszystko. Ma w pokoju moje zdjęcia z wakacji, wyjazdów i przerw. To maniak. – jej noga przygniatała teraz mocno jego brzuch do ziemi. Nie czuła, żeby robiła mu tym krzywdę, bo w jego oczach było widać tylko obłęd.
- Jesteś pojebany! – powiedział Dawid, wyrwał się od Ani, po czym rzucił się z pięściami na Malko. – Zginiesz! Zabiję cię, szmato! – darł się w niebogłosy, a echo roznosiło się po cichej szkole.
- Przestań, szkoda nerwów na niego. On już wie, co mu grozi. I wie, co zrobił.
Ania i Dawid nie wiedzieli o co chodzi. Spojrzeli tylko po sobie, a potem na Magdę, ale jej oczy nic nie zdradzały, były po prostu puste.
- Idziemy stąd, zostawcie go tu. – powiedziała Magda ściągając glan z brzucha Malko. Wzięła swoje rzeczy – bluzę i plecak z ziemi i poszła do schodów. – No chodźcie. – odwróciła się mówiąc do wciąż skamieniałych towarzyszy. Po chwili ocknęli się i podbiegli do Magdy.
- Nadal krwawisz – powiedział cicho Dawid, chwytając ją za rękę. Puściła go szybko. Weszli już na pierwsze parter.
- Wy idźcie na lekcje, a ja spadam do domu. Z taką twarzą będę musiała iść do Malwiny, a nie chcę. Przyjdźcie do mnie po szkole, jak chcecie. – uśmiechnęła się. Jedna ranka na jej twarzy pękła i znowu popłynęła krew. – Nic mi nie będzie. – przytuliła najpierw Dawida, potem Anię, odwróciła się i poszła do domu.
- Oby jej się nic nie stało… - powiedział Dawid, wzdychając. Przytulił Anię i oboje wrócili na lekcje, jakby nigdy nic. Obojgu dzień strasznie się dłużył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz