Zbliżyła się do mnie i rzekła:
- Cieniu, musisz ich odnaleźć. Musisz
odnaleźć rodzeństwo Makura i opowiedzieć im co się stało. Polecisz do miasta
Kawter. Odnajdź ich. Proszę. Oni będą wiedzieli co z tym zrobić. Pomszczą go w
nasz, smoczy sposób.
- Dobrze, zrobię to, ale... - zawahałam się
- jak mam tam polecieć skoro nie mam skrzydeł?
W tym momencie Kazana ryknęła i zionęła na mnie
ogniem. Nie był on jednak gorący. Po odetchnięciu Kazany zauważyłam, że mam na
plecach dwa czarne, smocze skrzydła. Były piękne. Nie mogłam uwierzyć w to, że
będę mogła latać jako wilk, a nie tylko dusza.
- Dziękuję, ruszam do Kawter.
Odepchnęłam się mocno łapami od ziemi i już
leciałam w stronę miasta. Z góry wszystko wyglądało inaczej. Leciałam pół
godziny i w końcu zauważyłam dym unoszący się nad miastem. Wylądowałam na
obrzeżach. Zaczęłam szukać smoków. Po kilku chwilach zauważyłam jednego przy
bramie prowadzącej do miasta. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Ty jesteś pewnie bratem Makuru. Twoja
matka mnie przysłała, żeby powiedzieć, że... - zawahałam się. - Makuru... On...
Nie żyje. Został zabity przez Centaura. Pochowałam go. Kazana mówiła, że Wy,
smoki, coś z tym zrobicie...
- Nie mów nic więcej. - powiedział. -
Postąpię tak jak nakazuje nam prawo. Spalimy jego ciało, potem wrzucimy do
rzeki i zabijemy tego kto mu to zrobił.
- Ten Centaur już nie żyje. Mój przyjaciel
go zabił.
- A przyjaciel jest wilkiem? Czy smokiem?
- Wilkiem.
- To niedobrze. - pokręcił głową.
- Dlaczego? Ty także nie znosisz wilków?
- Ja? Jakbym nie znosił wilków to już by
Ciebie nie było.
Miał rację. Jedno trzepnięcie ogona i ze mnie nic
by nie zostało.
- Więc Twoje rodzeństwo nie znosi wilków?
- Niestety. Ja nie mam nic przeciwko tym
stworzeniom, chyba że, są one z watahy Lairy. Nienawidzę tego stada.
O nie, pomyślałam. Jak mu powiem kim jestem, to nie
zabije. Co miałam zrobić? Okłamywać go nadal, czy przyznać się i oczekiwać na
to co się stanie? Do odważnych świat należy więc rzekłam:
- Przyznam się do czegoś... - zaczęłam. Smok
słuchał uważnie. - Ja... Ja jestem z tej watahy. Jestem... Jestem córką Lairy,
ale...
- Ty?! - wściekł się - Ty jesteś Cień! Znam
Cię! Laira omal mnie nie zabiła, a ty śmiesz tu przychodzić?!
- Posłuchaj mnie. Nie jestem do niej
podobna. Nie należałam praktycznie do stada. Nie byłam na żadnym polowaniu. Nie
byłam wtedy z nimi. Już wtedy nie było mnie w Nevendarr. Porwał mnie gryf i
musiałam uciekać z domu. Nie jestem taka jak ona!
- Nie wierzę Ci, ale brata pochowam z
godnością. Pokaż mi tylko gdzie i nasza znajomość się na tym zakończy.
Wiedział, że nie może mnie zabić, bo nie wie gdzie
jest ciało Makura.
- Zaprowadzę Cię.
- Tylko bez żadnych numerów...
Wzbiliśmy się w powietrze. Pokierowałam go na
miejsce spoczynku smoka. Kara już tam nie było. Wylądowaliśmy i zaczęłam kopać.
Po chwili ukazała nam się głowa Makuru.
- Widzisz! Nie kłamałam!
Smok aż zamarł. Nie wiedział co ma zrobić ze mną. Z
jednej strony miał przed sobą wilczycę z rodu, który jest odwiecznym wrogiem
jego rodziny, a z drugiej wilka, który pokazał i opowiedział o śmierci brata.
- Cieniu, ja... - zawahał się - Ja chcę Ci
się jakoś odwdzięczyć. Jak mogę to zrobić?
- Pozwól mi być na pogrzebie Makuru. Był On
moim przyjacielem. - powiedziałam bez chwili zawahania.
- Dobrze.
Smok zgodził się.
- Więc - zaczął - ja odkopię go do końca, a
Ty leć poszukać moich braci.
- Dobrze, a gdzie oni są?
- Gdybym to wiedział... Poszukaj. Z lotu
będziesz widziała, bo ja widzę to Kazana dała Ci skrzydła i lepszy wzrok.
- Lepszy wzrok? - zdziwiłam się - Jak to?
- No tak. Jak będziesz leciała to możesz
zobaczyć wszystko z dużej odległości, nawet jak będziesz patrzyła pod słońce.
- Niesamowite... Ruszam więc. Czekaj tu na
mnie.
- Nigdzie się stąd nie ruszę.
Uśmiechnął się do mnie. Zmieszałam się. Nie
wiedziałam, czy kpi sobie ze mnie. Wzniosłam się w powietrze i zaczęłam
wypatrywać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz