13 maja 2012

XIV.


  Zbliżyła się do mnie i rzekła:
  - Cieniu, musisz ich odnaleźć. Musisz odnaleźć rodzeństwo Makura i opowiedzieć im co się stało. Polecisz do miasta Kawter. Odnajdź ich. Proszę. Oni będą wiedzieli co z tym zrobić. Pomszczą go w nasz, smoczy sposób.
  - Dobrze, zrobię to, ale... - zawahałam się - jak mam tam polecieć skoro nie mam skrzydeł?
W tym momencie Kazana ryknęła i zionęła na mnie ogniem. Nie był on jednak gorący. Po odetchnięciu Kazany zauważyłam, że mam na plecach dwa czarne, smocze skrzydła. Były piękne. Nie mogłam uwierzyć w to, że będę mogła latać jako wilk, a nie tylko dusza.
  - Dziękuję, ruszam do Kawter.
Odepchnęłam się mocno łapami od ziemi i już leciałam w stronę miasta. Z góry wszystko wyglądało inaczej. Leciałam pół godziny i w końcu zauważyłam dym unoszący się nad miastem. Wylądowałam na obrzeżach. Zaczęłam szukać smoków. Po kilku chwilach zauważyłam jednego przy bramie prowadzącej do miasta. Podeszłam do niego i powiedziałam:
  - Ty jesteś pewnie bratem Makuru. Twoja matka mnie przysłała, żeby powiedzieć, że... - zawahałam się. - Makuru... On... Nie żyje. Został zabity przez Centaura. Pochowałam go. Kazana mówiła, że Wy, smoki, coś z tym zrobicie...
  - Nie mów nic więcej. - powiedział. - Postąpię tak jak nakazuje nam prawo. Spalimy jego ciało, potem wrzucimy do rzeki i zabijemy tego kto mu to zrobił.
  - Ten Centaur już nie żyje. Mój przyjaciel go zabił.
  - A przyjaciel jest wilkiem? Czy smokiem?
  - Wilkiem.
  - To niedobrze. - pokręcił głową.
  - Dlaczego? Ty także nie znosisz wilków?
  - Ja? Jakbym nie znosił wilków to już by Ciebie nie było.
Miał rację. Jedno trzepnięcie ogona i ze mnie nic by nie zostało.
  - Więc Twoje rodzeństwo nie znosi wilków?
  - Niestety. Ja nie mam nic przeciwko tym stworzeniom, chyba że, są one z watahy Lairy. Nienawidzę tego stada.
O nie, pomyślałam. Jak mu powiem kim jestem, to nie zabije. Co miałam zrobić? Okłamywać go nadal, czy przyznać się i oczekiwać na to co się stanie? Do odważnych świat należy więc rzekłam:
  - Przyznam się do czegoś... - zaczęłam. Smok słuchał uważnie. - Ja... Ja jestem z tej watahy. Jestem... Jestem córką Lairy, ale...
  - Ty?! - wściekł się - Ty jesteś Cień! Znam Cię! Laira omal mnie nie zabiła, a ty śmiesz tu przychodzić?!
  - Posłuchaj mnie. Nie jestem do niej podobna. Nie należałam praktycznie do stada. Nie byłam na żadnym polowaniu. Nie byłam wtedy z nimi. Już wtedy nie było mnie w Nevendarr. Porwał mnie gryf i musiałam uciekać z domu. Nie jestem taka jak ona!
  - Nie wierzę Ci, ale brata pochowam z godnością. Pokaż mi tylko gdzie i nasza znajomość się na tym zakończy.
Wiedział, że nie może mnie zabić, bo nie wie gdzie jest ciało Makura.
  - Zaprowadzę Cię.
  - Tylko bez żadnych numerów...
Wzbiliśmy się w powietrze. Pokierowałam go na miejsce spoczynku smoka. Kara już tam nie było. Wylądowaliśmy i zaczęłam kopać. Po chwili ukazała nam się głowa Makuru.
  - Widzisz! Nie kłamałam!
Smok aż zamarł. Nie wiedział co ma zrobić ze mną. Z jednej strony miał przed sobą wilczycę z rodu, który jest odwiecznym wrogiem jego rodziny, a z drugiej wilka, który pokazał i opowiedział o śmierci brata.
  - Cieniu, ja... - zawahał się - Ja chcę Ci się jakoś odwdzięczyć. Jak mogę to zrobić?
  - Pozwól mi być na pogrzebie Makuru. Był On moim przyjacielem. - powiedziałam bez chwili zawahania.
  - Dobrze.
Smok zgodził się.
  - Więc - zaczął - ja odkopię go do końca, a Ty leć poszukać moich braci.
  - Dobrze, a gdzie oni są?
  - Gdybym to wiedział... Poszukaj. Z lotu będziesz widziała, bo ja widzę to Kazana dała Ci skrzydła i lepszy wzrok.
  - Lepszy wzrok? - zdziwiłam się - Jak to?
  - No tak. Jak będziesz leciała to możesz zobaczyć wszystko z dużej odległości, nawet jak będziesz patrzyła pod słońce.
  - Niesamowite... Ruszam więc. Czekaj tu na mnie.
  - Nigdzie się stąd nie ruszę.
Uśmiechnął się do mnie. Zmieszałam się. Nie wiedziałam, czy kpi sobie ze mnie. Wzniosłam się w powietrze i zaczęłam wypatrywać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz