13 maja 2012

IX.


Minęło kilka dni. W tym czasie moja łapa doszła już do zdrowia. Karo bardzo dobrze się mną opiekował. Pokazał mi co znaczy martwić się o kogoś. Ceniłam go za to, że nie zostawił mnie na pastwę losu.
Po tygodniu przebywania z Karem musiałam  w końcu ruszyć dalej.
- Karo. Ja muszę już iść. To nasz ostatni dzień wspólny dzień tutaj.
Mówiąc to spuściłam łeb. Karo podszedł do mnie i jak zawsze chciał pocieszyć.
- Cieniu, wiesz przecież, że będę z Tobą zawsze. Nie smuć się. Będzie dobrze.
- A jeśli nie? Jeśli coś Ci się stanie? Jak mam Ci pomóc jak nawet nie będę wiedziała gdzie jesteś. Przecież masz zostać tajemnicą.
- O mnie się nie martw. Dam sobie radę. Cały czas dawałem. Jak coś by było nie tak, na pewno dam znać.
Uśmiechnął się tylko. Wyszliśmy razem na polowanie. Po udanej akcji i napełnieniu brzuchów poszliśmy nad rzekę, która potem zmieniała się w ogromny wodospad.
- Piękne miejsce - mówiłam do siebie - Często tu przychodzisz?
- Ostatnio nie, ale jak tylko znajdę chwilkę czasu to bardzo lubię tu spędzać całe godziny na rozmyślaniu.
- A o czym myślisz? - musiałam się dowiedzieć. Myślałam, że jak mi powie, to poznam go lepiej.
- Myślę o tym co by było jakbym żył, gdyby tamta historia się nie zdarzyła. Jakby to było gdybym nadal był w stadzie. Nadal w Nevendarr. Poznałbym Ciebie? Nie sądzę. Jak już mówiłem nasze watahy nienawidzą się i prędzej byśmy się pozagryzali niż przyjaźnili. Bo Ty mnie uważasz za przyjaciela, tak?
- Ja Cię uważam za swojego stróża. To więcej niż przyjaciel. A mam prośbę. Chciałbym mieć wieczną pamiątkę po Tobie. Mógłbyś... - zawahałam się - Mógłbyś zrobić mi ranę koło oka? Wypal mi proszę jakiś znak. Chcę być jedna która ma coś takiego od stróża.
Widać było, że pomysł nie za bardzo mu się spodobał.
- Karo, proszę.
- Noo dobrze, ale musisz wiedzieć, że będzie bolało.
- Do bólu już jestem przyzwyczajona...
- A jak ma to wyglądać?
Naszkicowałam pazurem na piasku wzór. Powiedziałam mu też, że chcę aby on tak jakby wychodził z mojego oka.
- Więc zaczynam. Najlepiej będzie jak 'delikatnie' Ci to wypalę. Połóż się proszę tutaj, żebym miał dobry widok.
Położyłam się więc na kamieniu prawie przy samym wodospadzie. Zamknęłam oczy. Karo zmienił swój jeden pazur w płonący szpon i zaczął wypalać. Gdy tylko dotknął mojej skóry poczułam... Nic nie czułam. Jak On to zrobił? Miałam mnóstwo pytań do Niego. Nie chciałam jednak Go teraz rozpraszać. Zabieg trwał z 10 minut. Po wszystkim poszłam oglądnąć się w rzece. Moje odbicie niestety nie było za dobre, bo rzeka płynęła, a obraz cały czas się ruszał. Ale i tak widziałam efekt jego pracy. Nagle usłyszałam potężny grzmot. Rozpętała się ogromna burza.
- Cień! - wołał mnie - Biegnij do jaskini. Ja zaraz wrócę.
Nie miałam czasu pytać dokąd biegnie. Pobiegłam więc do groty. Otrzepałam się z wody. W tak powstałej kałuży mogłam się spokojnie przejrzeć. Rana nadal trochę krwawiła, ale nie martwiłam się tym. Nic mnie już nie bolało. Efekt jego pracy był świetny. O wiele lepszy niż mój rysunek na piasku. Nagle do jaskini wpada Karo z jakimiś roślinami w pysku. Kładzie je przed mną i mówi:
- To dla Ciebie. Przyłóż sobie to do rany. Szybciej się zagoi.
- Dziękuję.
Podniosłam liście jakiegoś krzewu położyłam je na kamieniu i wtarłam je sobie w ranę.
- Karo. - powiedziałam - Jak Ty to zrobiłeś, że nic nie czułam podczas wypalania znaku?
- To przez to, że gdy Ty kładłaś się na kamieniu zerwałem kilka liści Magurii i podczas przemiany wtopiłem je w siebie. Jest to lek, dzięki któremu nic się nie czuje.
- Dziękuję, ale nie musiałeś. Mówiłam, że zniosę każdy ból.
- Nie mogłem pozwolić, żebyś znów cierpiała.
Mówiąc to mrugnął tylko do mnie. Minęła dłuższa chwila milczenia. W końcu zaczęłam mówić:
- Karo, jaa... Ja muszę już iść.. Ja... Ja Cię nigdy nie zapomnę... Ja.. Ja będę zawsze z Tobą... Ja Cię nigdy nie zapomnę!
-  Wiem o tym. Nie zapomnę Cię też moja strażniczko. Zawsze zostaniesz w moim sercu. A ja zawsze będę na Ciebie patrzył.
Uśmiechnął się. Podszedł do mnie i założył mi na szyję obrożę. Właściwie był to pasek z wisiorem wilka ze skrzydłami. Ja zamian dałam mu łańcuszek z kawałkiem metalu na którym wydrapałam błyskawicę. Po wszystkim wyszłam przed jaskinie. Deszcz padał już słabiej. Karo podszedł do mnie. Wzniósł głowę i zaczął łapać krople deszczu do pyska. Ja, korzystając z chwili jego nieuwagi, polizałam go tylko w szyję na znak, że nie zapomnę i szepnęłam
- Żegnaj mój Aniele.
Wstałam i zaczęłam biec przed siebie ile tylko sił w łapach. Przystanęłam 10 minut później i zawyłam. Oczekiwałam jakiegoś odzewu. I się doczekałam. Karo zawył mi na pożegnanie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz