Obudziłam się. Coś zaczęło mi się ruszać w futrze. Wstałam
pospiesznie. Przeczesałam futro zębami. Okazało się, że był to tylko mały
żuczek, który najwidoczniej zgubił drogę. Wstałam i rozprostowałam obolałe
kości. Co się stało, pomyślałam. Obok mnie leżał wielki głaz, który
najwidoczniej stoczył się z pobliskiego pagórka. Dotknęłam łapą głowy. Było na
niej rozcięcie.
- Au! Boli! - Powiedziałam do siebie. - Gdzie ja w ogóle jestem?
To wszystko było tylko snem? Niesamowite - Zastanawiałam się. - Jest tu ktoś?!
- Krzyknęłam.
Nikt mi nie odpowiedział. Jestem tu sama, pomyślałam. Nagle coś
zaszeleściło. Podeszłam bliżej źródła dźwięku. Zajrzałam w krzaki. Był w nich
mały wilczek, który chciał złapać nieudolnie pięknego motyla.
- Co tu robisz malutki? - Spytałam uśmiechając się serdecznie,
żeby go nie przestraszyć.
- Bawię się prze pani. - Wilczek podniósł się i zaczął wąchać
moją łapę.
- Hehe, a co tu robisz sam?
- Sam? Nie. Moja mama poszła na polowanie i czekam tu na nią prze
pani. - Wilczek cofnął się.
- Nie mów do nie prze pani. Jestem... Eee...
- Nie wie pani... nie wiesz jak się nazywasz?
- Niestety nie. Jedyne co pamiętam to to, że najwidoczniej spadł
na mnie ten głaz i... Musiałam stracić przytomność... - Obróciłam się. - Chyba
idzie twoja mama.
Wilczyca podeszła do nas. Była piękna. Miała ciemnobrunatne futro, które
jaśniało w porannym słońcu. Położyła przed maluchem swoją ofiarę. Była to
sarna.
- Co ty tu robisz? Chciałaś zjeść mojego syna?! - Zawarczała na
mnie.
- Nie! Nawet mi to na myśl nie przyszło... - Odpowiedziałam.
- Więc po co z nim rozmawiasz? - Spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Bo ja... Ja wiem, że spadł na mnie ten głaz i nie pamiętam nic
więcej. Ani jak mam na imię, ani skąd jestem, ani gdzie jestem. Nic nie pamiętam.
Wiesz może coś o mnie?
- Wiem, że ten głaz leży tu już od ładnych paru miesięcy. Chyba
od dwóch. Na pewno z niego dostałaś? Może chcesz mnie po prostu okłamać?
Schyliłam się i pokazałam jej ranę na swojej głowie.
- Au, musiało boleć...
- Szczerze to nie pamiętam. Nie wiem kim jestem. - Zasmuciłam
się.
Wilczyca spojrzała na mnie spode łba i rzekła:
- Ja ci pomogę. Pomogę ci dowiedzieć się kim jesteś. Hm.
Zacznijmy od tego, że... Śniło ci się może coś?
- Tak. I to bardzo wiele...
- Dobrze. - Przerwała mi. - Chodźmy nad pobliski strumyk.
Wszystko ci wyjaśnię. Liago, zostań tu. - Powiedziała do malucha i wskazała mi
łbem kierunek, w jakim miałyśmy się udać.
- Bardzo ci dziękuję... Jak się nazywasz?
- Mówią na mnie Arcana.
- Zatem, bardzo ci dziękuję Arcano.
- To nic takiego. - Zatrzymała się przed strumykiem. - Wiem, że
ty też byś to dla mnie zrobiła.
- A skąd to wiesz? - Usiadłam przy wodzie. Arcana podeszła do
mnie i przyglądała się moim oczom.
- Bo masz piękne oczy, a u nas, czyli wilków z Krainy Cienia jest
to znak rozpoznawczy.
- Czyli już coś wiem. - Arcana odeszła ode mnie. - Jestem z
Krainy Cienia. A w ogóle gdzie teraz jestem? Bo nie sądzę, żeby to była ta
kraina.
- Dobrze myślisz. Jesteś na pograniczu Krainy Cienia ze Słoneczną
Doliną.
- A co wy tu robicie? To znaczy
ty i Liago?
- Widzisz... Liago nie jest do końca wilkiem z Krainy Cienia, a
wilkom nieczystej krwi danej watahy nie wolno przebywać na terenie Krainy.
- Szkoda. A kto tak powiedział? Może się nie dowie jak wejdziecie
na teren Cieni.
- To Kraiga. Wielki Wilk. On ma moc i wie jak odmieniec
wejdzie na jego terytorium.
Zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam nikogo obrazić, więc postanowiłam się nie odzywać. Może to i lepiej?
Zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam nikogo obrazić, więc postanowiłam się nie odzywać. Może to i lepiej?
- Ja niestety nic ci nie pomogę. - Powiedziała smutno Arcana.
- Nie szkodzi, liczą się chęci. - Pocieszyłam ją.
- Idź do Kraiga. On na pewno ci pomoże. Tylko pamiętaj... On jest
Panem i nie możesz podważyć Jego słowa. Żadnego!
- Będę pamiętała. - Powiedziałam. - A jak do Niego dojść?
- Musisz wejść na to wzgórze - Wskazała łapą najwyższe wzgórze w
okolicy. - I musisz wypatrzeć połacie ciemnofioletowych róż. Tam właśnie
zaczyna się Kraina Cienia.
- Dziękuję. - Powiedziałam. - A, jeszcze coś... - Dodałam szybko.
- Jak ja się przedostanę przez róże? Przecież strasznie się o nie poranię.
- Jeśli jesteś czystej krwi to nic ci się nie stanie.
Nie zrozumiałam o co jej chodziło, ale nie miałam czasu pytać. Musiałam
iść, żeby się dowiedzieć kim jestem. Może jestem kimś ważnym? A może to tylko
moje wyobrażenia. Mam nadzieję, że się wszystkiego dowiem.
- Ruszam więc. - Powiedziałam, odwróciłam się i zaczęłam powoli
się od niej oddalać.
- Powodzenia i mam nadzieję, że nic ci się nie stanie.
- Dziękuję.
Pożegnałyśmy się, a ja ruszyłam przed siebie. Wiedziałam, że czeka mnie
bardzo długa wędrówka. Szczyt był daleko i był bardzo wysoki, ale musiałam
podołać.
,,Muszę wiedzieć kim jestem...". Pomyślałam i szłam już teraz
spokojnie przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz