13 maja 2012

XXI.


  Obudziłam się. Coś zaczęło mi się ruszać w futrze. Wstałam pospiesznie. Przeczesałam futro zębami. Okazało się, że był to tylko mały żuczek, który najwidoczniej zgubił drogę. Wstałam i rozprostowałam obolałe kości. Co się stało, pomyślałam. Obok mnie leżał wielki głaz, który najwidoczniej stoczył się z pobliskiego pagórka. Dotknęłam łapą głowy. Było na niej rozcięcie.
  - Au! Boli! - Powiedziałam do siebie. - Gdzie ja w ogóle jestem? To wszystko było tylko snem? Niesamowite - Zastanawiałam się. - Jest tu ktoś?! - Krzyknęłam.
Nikt mi nie odpowiedział. Jestem tu sama, pomyślałam. Nagle coś zaszeleściło. Podeszłam bliżej źródła dźwięku. Zajrzałam w krzaki. Był w nich mały wilczek, który chciał złapać nieudolnie pięknego motyla.
  - Co tu robisz malutki? - Spytałam uśmiechając się serdecznie, żeby go nie przestraszyć.
  - Bawię się prze pani. - Wilczek podniósł się i zaczął wąchać moją łapę.
  - Hehe, a co tu robisz sam?
  - Sam? Nie. Moja mama poszła na polowanie i czekam tu na nią prze pani. - Wilczek cofnął się.
  - Nie mów do nie prze pani. Jestem... Eee...
  - Nie wie pani... nie wiesz jak się nazywasz?
  - Niestety nie. Jedyne co pamiętam to to, że najwidoczniej spadł na mnie ten głaz i... Musiałam stracić przytomność... - Obróciłam się. - Chyba idzie twoja mama.
Wilczyca podeszła do nas. Była piękna. Miała ciemnobrunatne futro, które jaśniało w porannym słońcu. Położyła przed maluchem swoją ofiarę. Była to sarna.
  - Co ty tu robisz? Chciałaś zjeść mojego syna?! - Zawarczała na mnie.
  - Nie! Nawet mi to na myśl nie przyszło... - Odpowiedziałam.
  - Więc po co z nim rozmawiasz? - Spojrzała na mnie podejrzliwie.
  - Bo ja... Ja wiem, że spadł na mnie ten głaz i nie pamiętam nic więcej. Ani jak mam na imię, ani skąd jestem, ani gdzie jestem. Nic nie pamiętam. Wiesz może coś o mnie?
  - Wiem, że ten głaz leży tu już od ładnych paru miesięcy. Chyba od dwóch. Na pewno z niego dostałaś? Może chcesz mnie po prostu okłamać?
Schyliłam się i pokazałam jej ranę na swojej głowie.
  - Au, musiało boleć...
  - Szczerze to nie pamiętam. Nie wiem kim jestem. - Zasmuciłam się.
Wilczyca spojrzała na mnie spode łba i rzekła:
  - Ja ci pomogę. Pomogę ci dowiedzieć się kim jesteś. Hm. Zacznijmy od tego, że... Śniło ci się może coś?
  - Tak. I to bardzo wiele...
  - Dobrze. - Przerwała mi. - Chodźmy nad pobliski strumyk. Wszystko ci wyjaśnię. Liago, zostań tu. - Powiedziała do malucha i wskazała mi łbem kierunek, w jakim miałyśmy się udać.
  - Bardzo ci dziękuję... Jak się nazywasz?
  - Mówią na mnie Arcana.
  - Zatem, bardzo ci dziękuję Arcano.
  - To nic takiego. - Zatrzymała się przed strumykiem. - Wiem, że ty też byś to dla mnie zrobiła.
  - A skąd to wiesz? - Usiadłam przy wodzie. Arcana podeszła do mnie i przyglądała się moim oczom.
  - Bo masz piękne oczy, a u nas, czyli wilków z Krainy Cienia jest to znak rozpoznawczy.
  - Czyli już coś wiem. - Arcana odeszła ode mnie. - Jestem z Krainy Cienia. A w ogóle gdzie teraz jestem? Bo nie sądzę, żeby to była ta kraina.
  - Dobrze myślisz. Jesteś na pograniczu Krainy Cienia ze Słoneczną Doliną.
 - A co wy tu robicie? To znaczy ty i Liago?
  - Widzisz... Liago nie jest do końca wilkiem z Krainy Cienia, a wilkom nieczystej krwi danej watahy nie wolno przebywać na terenie Krainy.
  - Szkoda. A kto tak powiedział? Może się nie dowie jak wejdziecie na teren Cieni.
  - To Kraiga. Wielki Wilk. On ma moc i wie jak odmieniec wejdzie na jego terytorium.
Zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam nikogo obrazić, więc postanowiłam się nie odzywać. Może to i lepiej?
  - Ja niestety nic ci nie pomogę. - Powiedziała smutno Arcana.
  - Nie szkodzi, liczą się chęci. - Pocieszyłam ją.
  - Idź do Kraiga. On na pewno ci pomoże. Tylko pamiętaj... On jest Panem i nie możesz podważyć Jego słowa. Żadnego!
  - Będę pamiętała. - Powiedziałam. - A jak do Niego dojść?
  - Musisz wejść na to wzgórze - Wskazała łapą najwyższe wzgórze w okolicy. - I musisz wypatrzeć połacie ciemnofioletowych róż. Tam właśnie zaczyna się Kraina Cienia.
  - Dziękuję. - Powiedziałam. - A, jeszcze coś... - Dodałam szybko. - Jak ja się przedostanę przez róże? Przecież strasznie się o nie poranię.
  - Jeśli jesteś czystej krwi to nic ci się nie stanie.
Nie zrozumiałam o co jej chodziło, ale nie miałam czasu pytać. Musiałam iść, żeby się dowiedzieć kim jestem. Może jestem kimś ważnym? A może to tylko moje wyobrażenia. Mam nadzieję, że się wszystkiego dowiem.
  - Ruszam więc. - Powiedziałam, odwróciłam się i zaczęłam powoli się od niej oddalać.
  - Powodzenia i mam nadzieję, że nic ci się nie stanie.
  - Dziękuję.
Pożegnałyśmy się, a ja ruszyłam przed siebie. Wiedziałam, że czeka mnie bardzo długa wędrówka. Szczyt był daleko i był bardzo wysoki, ale musiałam podołać.
,,Muszę wiedzieć kim jestem...". Pomyślałam i szłam już teraz spokojnie przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz