13 maja 2012

XVIII.


Wstaliśmy bladym świtem. Fiodor rzucił hasło, żeby coś zjeść. Akurat byłam bardzo głodna. Nie jadłam już nic od kilku dni. Udało mi się znaleźć padłego jelenia, którego zjadłam bardzo szybko. Fiodor był już najedzony. Trawa rosła wszędzie, więc on nie miał za dużo kłopotu ze znalezieniem dla siebie pokarmu. Po powrocie na miejsce w którym spaliśmy zapytałam:
  - Fiodorze, powiedz mi proszę coś więcej o Kudanach, proszę.
  - Muszę? No dobrze. Więc jak już wiesz Kudan to zwierzę lub inna postać, która ma swojego pana lub panią. Po prostu opiekuna, ale zawsze jest nim człowiek. Nie ważne czy to dziecko, czy też siedemdziesięcioletni staruszek. Ważne, żeby miał coś w sobie.
  - Coś? A co dokładniej?
  - W Twoim przypadku Twój opiekun lub opiekunka będzie miała w sercu identyczny żar co Ty. Dlatego wyczujesz kiedy ją znajdziesz.
  - Ale tak sobie myślę. - umilkłam na chwilę. - Przecież nikt ode mnie z watahy nie jest Kudanem. Dlaczego ja jestem?
  - Zaraz Ci na to odpowiem.
Fiodor zaczął powoli do mnie podchodzić.
  - Teraz się nie ruszaj.
Powiedział i m mojego czoła. Poczułam straszliwy ból. Fiodor szukał odpowiedzi w mojej głowie. Po chwili odsunął się.
  - Jesteś bardziej tajemnicza i zamknięta w sobie niż Ci się wydaje male... Yyyy... To znaczy Cieniu. - uśmiechnął się.
Wiem, że znów chciał powiedzieć do mnie 'maleńka'. Jeszcze raz to usłyszę i chyba oszaleję. Nie jestem przecież maleńka!
 - Jesteś, jesteś. Dla mnie jesteś.
  - A no tak. Zapomniałam, że czytasz mi w myślach. - zapadła krótka cisza. - Co jest ze mną nie tak, że ja jestem Kudanem, a inni nie?
  - To nie jest wada! Wręcz przeciwnie. Kudan to ktoś dla kogoś ważny. Ty jesteś ważna dla jakiegoś dziecka, które widziałaś w śnie. Ono będzie podążało z Tobą aż do końca. Do grobowej deski...
  - A ona, ta dziewczynka z moich snów jest magiczna? To znaczy... Czy ma jakieś magiczne zdolności jak ja?
  - Tego dowiesz się jak ją znajdziemy i to właśnie dziś będziemy robić. Dlatego wczoraj powiedziałem, że będziemy mieli pracowity dzień.
  - Chcesz mi pomóc? Ale co Ty będziesz z tego miał?
 - Powiedzmy, że mam u ludzi dług i muszę go jakoś spłacić, a to jest okazja. Pomagając Tobie, pomagam tej dziewczynce, czyli człowiekowi. Możliwe, że Ty uratujesz jej kiedyś życie, tak jak oni kiedyś uratowali mnie i wiele innych stworzeń z tego lasu. Takie zadość uczynienie. Nie wszyscy są tacy jak ojciec Nezumi. On jest myśliwym i zabija takich jak my. Niestety, takie monstra także chodzą po ziemi. Muszę Cię jednak ostrzec.
  - Przed czym? - przerwałam mu. - Ona może mi coś zrobić?
  - Nie, nie. Nie o to chodzi. Po prostu musisz pamiętać kim jesteś i skąd pochodzisz. Pamiętasz jak mówiłem, że masz złą krew? To jeden z wielu części Ciebie. Jesteś Wilczycą z Nevendarr i nic, ani nikt tego nie zmieni. Musisz się z tym pogodzić. Nawet jak znajdziesz tą dziewczynę i zostaniecie juz razem do końca, to Ty nadal będziesz w jakiejś części dzika i nieobliczalna i ona i Ty musicie o tym pamiętać. Ale dość gadania. Trzeba zacząć szukać. Powiedz mi... - zawahał się.
  - Tak?
  - Musimy ją znaleźć, ale mogłabyś określić coś bliżej?
  - Co 'bliżej'?
  - No, gdzie mamy jej szukać. Jakieś cechy otoczenia. Coś co zmniejszyłoby obszar poszukiwań, bo świat jest ogromny...
  - Już wiem o co Ci chodzi. - przerwałam mu. - Był to ciemny las, ale nie był to Nevendarr. Była mała wioska. Smutni ludzie. Ta mała dziewczynka sama siedziała zamknięta na strychu z mnóstwem książek. Świeciły dwa księżyce.
  - O! To już coś wiemy. Chyba wiem gdzie jest takie miejsce. To daleko więc musimy ruszać. Dasz sobie radę?
  - Ja? Pytanie... Pewnie, ze tak. O mnie się nie martw.
Fiodor tylko głupio się uśmiechnął. Pegaz odepchnął się mocno od ziemi i wzniósł się ponad las. Ja zrobiłam tak samo. W tym momencie przypomniało mi się, że przecież miałam postrzelone skrzydło.
  - Fiodorze?
  - Hymm? - obrócił łeb w moją stronę.
  - Jak to się stało, że skrzydło mnie już nie boli i 'działa' bez zarzutu?
  - Magia. - zachichotał. - Tak na prawdę to... Nie wiem jak to powiedzieć.
  - Najlepiej, żeby to była prawda. - powiedziałam mimochodem.
  - Będzie, będzie. O to się nie martw. Więc gdy spałaś podszedłem do Ciebie i, że tak powiem, skropliłem Twoją ranę swoją krwią. Moja krew może uczynić kogoś nieśmiertelnym, uleczyć lub potępić.
  - Masz podobne działanie do łez feniksa. Także uzdrawiają.
  - Ale dość o tym. Lećmy już, bo w takim tempie to nigdy tam nie dotrzemy.

Po kilku godzinach lotu w milczeniu w końcu Fiodor się odezwał.
  - Jesteśmy już blisko. Udało nam się zdążyć przed zmrokiem. Lądujemy.
Tak też zrobiliśmy. Gdy tylko moje łapy dotknęły ziemi poczułam ucisk w piersi. Upadłam. Fiodor podbiegł do mnie
  - Co Ci jest maleństwo?
  - Nie wiem, ja... - ból przeszywał mnie. - Ja.... Aaaaa!
  - Nie wiem co mam robić. Coś tu jest nie tak! Co mamić?! Co ja mam zrobić?! - mówił sam do siebie.
  - Pomóż mi! - wrzeszczałam.
W tym momencie zza krzaków wyszła mała dziewczynka i rzekła:
  - Nie bój się mnie. - mówić to cały czas zbliżała się w moją stronę.
  - Nie skrzywdzisz jej! - Fiodor chciał ją odpędzić.
  - Dotknę jej i wyleczę, a właściwie to zgaszę jej ogień w sercu.
Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Mała podeszła, dotknęła mnie w brzuch i ból ustał.
  - Jak to zrobiłaś? - powiedziałam po chwili.
  - Tak po prostu.
  - Wiem kim jesteś! Śniłaś mi się wiele razy. Wiesz kim ja jestem?
  - Tak. Jesteś Cień z Nevendarr. Jesteś moim Kudenem.
Dwa księżyce odbijały się w oczach dziewczyny jak dwie wielkie świece. Miała ciemne, prawie czarne tęczówki. Czarne, średniej długości włosy odpadały jej na bladą twarz.
  - Mam na imię Lucy.
  - Ja Cień, ale to już wiesz.
  - Od dziś się to zmieni, bowiem gdy Kudan i jego opiekun się spotkają, Kudan musi zmienić imię.
  - Więc jak będziesz mnie nazywała?
  - Jeszcze nie wiem.
  - Może Nyu? - powiedział Fiodor.
  - Doskonale! - dziewczynka uśmiechnęła się
  - Też mi się podoba.
  - Teraz Was już zostawię, żebyście mogły się lepiej poznać. Cieniu... Yyyy, to znaczy Nyu jeszcze się spotkamy.
  - Jestem tego pewna.
Uśmiechnął się do mnie i odfrunął. Teraz miałam już opiekunkę. Byłam szczęśliwa, że w końcu ją znalazłam. Wiem, że muszę się ją zająć, a ona zajmie się mną...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz