Wstaliśmy bladym świtem. Fiodor rzucił hasło, żeby
coś zjeść. Akurat byłam bardzo głodna. Nie jadłam już nic od kilku dni. Udało
mi się znaleźć padłego jelenia, którego zjadłam bardzo szybko. Fiodor był już
najedzony. Trawa rosła wszędzie, więc on nie miał za dużo kłopotu ze
znalezieniem dla siebie pokarmu. Po powrocie na miejsce w którym spaliśmy
zapytałam:
- Fiodorze, powiedz mi proszę coś więcej o
Kudanach, proszę.
- Muszę? No dobrze. Więc jak już wiesz Kudan
to zwierzę lub inna postać, która ma swojego pana lub panią. Po prostu
opiekuna, ale zawsze jest nim człowiek. Nie ważne czy to dziecko, czy też
siedemdziesięcioletni staruszek. Ważne, żeby miał coś w sobie.
- Coś? A co dokładniej?
- W Twoim przypadku Twój opiekun lub
opiekunka będzie miała w sercu identyczny żar co Ty. Dlatego wyczujesz kiedy ją
znajdziesz.
- Ale tak sobie myślę. - umilkłam na chwilę.
- Przecież nikt ode mnie z watahy nie jest Kudanem. Dlaczego ja jestem?
- Zaraz Ci na to odpowiem.
Fiodor zaczął powoli do mnie podchodzić.
- Teraz się nie ruszaj.
Powiedział i m mojego czoła. Poczułam straszliwy
ból. Fiodor szukał odpowiedzi w mojej głowie. Po chwili odsunął się.
- Jesteś bardziej tajemnicza i zamknięta w
sobie niż Ci się wydaje male... Yyyy... To znaczy Cieniu. - uśmiechnął się.
Wiem, że znów chciał powiedzieć do mnie 'maleńka'.
Jeszcze raz to usłyszę i chyba oszaleję. Nie jestem przecież maleńka!
- Jesteś, jesteś. Dla mnie jesteś.
- A no tak. Zapomniałam, że czytasz mi w
myślach. - zapadła krótka cisza. - Co jest ze mną nie tak, że ja jestem
Kudanem, a inni nie?
- To nie jest wada! Wręcz przeciwnie. Kudan
to ktoś dla kogoś ważny. Ty jesteś ważna dla jakiegoś dziecka, które widziałaś
w śnie. Ono będzie podążało z Tobą aż do końca. Do grobowej deski...
- A ona, ta dziewczynka z moich snów jest
magiczna? To znaczy... Czy ma jakieś magiczne zdolności jak ja?
- Tego dowiesz się jak ją znajdziemy i to
właśnie dziś będziemy robić. Dlatego wczoraj powiedziałem, że będziemy mieli
pracowity dzień.
- Chcesz mi pomóc? Ale co Ty będziesz z tego
miał?
- Powiedzmy,
że mam u ludzi dług i muszę go jakoś spłacić, a to jest okazja. Pomagając
Tobie, pomagam tej dziewczynce, czyli człowiekowi. Możliwe, że Ty uratujesz jej
kiedyś życie, tak jak oni kiedyś uratowali mnie i wiele innych stworzeń z tego
lasu. Takie zadość uczynienie. Nie wszyscy są tacy jak ojciec Nezumi. On jest
myśliwym i zabija takich jak my. Niestety, takie monstra także chodzą po ziemi.
Muszę Cię jednak ostrzec.
- Przed czym? - przerwałam mu. - Ona może mi
coś zrobić?
- Nie, nie. Nie o to chodzi. Po prostu
musisz pamiętać kim jesteś i skąd pochodzisz. Pamiętasz jak mówiłem, że masz
złą krew? To jeden z wielu części Ciebie. Jesteś Wilczycą z Nevendarr i nic,
ani nikt tego nie zmieni. Musisz się z tym pogodzić. Nawet jak znajdziesz tą
dziewczynę i zostaniecie juz razem do końca, to Ty nadal będziesz w jakiejś
części dzika i nieobliczalna i ona i Ty musicie o tym pamiętać. Ale dość
gadania. Trzeba zacząć szukać. Powiedz mi... - zawahał się.
- Tak?
- Musimy ją znaleźć, ale mogłabyś określić
coś bliżej?
- Co 'bliżej'?
- No, gdzie mamy jej szukać. Jakieś cechy
otoczenia. Coś co zmniejszyłoby obszar poszukiwań, bo świat jest ogromny...
- Już wiem o co Ci chodzi. - przerwałam mu.
- Był to ciemny las, ale nie był to Nevendarr. Była mała wioska. Smutni ludzie.
Ta mała dziewczynka sama siedziała zamknięta na strychu z mnóstwem książek.
Świeciły dwa księżyce.
- O! To już coś wiemy. Chyba wiem gdzie jest
takie miejsce. To daleko więc musimy ruszać. Dasz sobie radę?
- Ja? Pytanie... Pewnie, ze tak. O mnie się
nie martw.
Fiodor tylko głupio się uśmiechnął. Pegaz odepchnął
się mocno od ziemi i wzniósł się ponad las. Ja zrobiłam tak samo. W tym
momencie przypomniało mi się, że przecież miałam postrzelone skrzydło.
- Fiodorze?
- Hymm? - obrócił łeb w moją stronę.
- Jak to się stało, że skrzydło mnie już nie
boli i 'działa' bez zarzutu?
- Magia. - zachichotał. - Tak na prawdę
to... Nie wiem jak to powiedzieć.
- Najlepiej, żeby to była prawda. -
powiedziałam mimochodem.
- Będzie, będzie. O to się nie martw. Więc
gdy spałaś podszedłem do Ciebie i, że tak powiem, skropliłem Twoją ranę swoją
krwią. Moja krew może uczynić kogoś nieśmiertelnym, uleczyć lub potępić.
- Masz podobne działanie do łez feniksa.
Także uzdrawiają.
- Ale dość o tym. Lećmy już, bo w takim
tempie to nigdy tam nie dotrzemy.
Po kilku godzinach lotu w milczeniu w końcu Fiodor się odezwał.
- Jesteśmy już blisko. Udało nam się zdążyć
przed zmrokiem. Lądujemy.
Tak też zrobiliśmy. Gdy tylko moje łapy dotknęły
ziemi poczułam ucisk w piersi. Upadłam. Fiodor podbiegł do mnie
- Co Ci jest maleństwo?
- Nie wiem, ja... - ból przeszywał mnie. -
Ja.... Aaaaa!
- Nie wiem co mam robić. Coś tu jest nie
tak! Co mamić?! Co ja mam zrobić?! - mówił sam do siebie.
- Pomóż mi! - wrzeszczałam.
W tym momencie zza krzaków wyszła mała dziewczynka
i rzekła:
- Nie bój się mnie. - mówić to cały czas
zbliżała się w moją stronę.
- Nie skrzywdzisz jej! - Fiodor chciał ją
odpędzić.
- Dotknę jej i wyleczę, a właściwie to
zgaszę jej ogień w sercu.
Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Mała podeszła,
dotknęła mnie w brzuch i ból ustał.
- Jak to zrobiłaś? - powiedziałam po chwili.
- Tak po prostu.
- Wiem kim jesteś! Śniłaś mi się wiele razy.
Wiesz kim ja jestem?
- Tak. Jesteś Cień z Nevendarr. Jesteś moim
Kudenem.
Dwa księżyce odbijały się w oczach dziewczyny jak
dwie wielkie świece. Miała ciemne, prawie czarne tęczówki. Czarne, średniej
długości włosy odpadały jej na bladą twarz.
- Mam na imię Lucy.
- Ja Cień, ale to już wiesz.
- Od dziś się to zmieni, bowiem gdy Kudan i
jego opiekun się spotkają, Kudan musi zmienić imię.
- Więc jak będziesz mnie nazywała?
- Jeszcze nie wiem.
- Może Nyu? - powiedział Fiodor.
- Doskonale! - dziewczynka uśmiechnęła się
- Też mi się podoba.
- Teraz Was już zostawię, żebyście mogły się
lepiej poznać. Cieniu... Yyyy, to znaczy Nyu jeszcze się spotkamy.
- Jestem tego pewna.
Uśmiechnął się do mnie i odfrunął. Teraz miałam już
opiekunkę. Byłam szczęśliwa, że w końcu ją znalazłam. Wiem, że muszę się ją
zająć, a ona zajmie się mną...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz