15 stycznia 2014

LIV.

Magda obudziła się. Leżała w swoim pokoju, jakby się nic nigdy nie stało. Powoli zamrugała oczami, żeby światło przestało ją razić. Usiadła, po czym legła z powrotem na łóżko.
- Spokojnie księżniczko… - wszedł Karo z uśmiechem na twarzy. – Mam dla ciebie śniadanie.
Postawił tacę z jajecznicą z cebulą na jej kolanach i przysunął sobie krzesło, które stało pod oknem.
- Co tu się dzieje? Strasznie boli mnie głowa… - odparła nie do końca przytomna. – A kim ty jesteś?! – krzyknęła.
- Spokojnie. To ja, Karo.
Przed nią siedział chłopak ubrany na czarno, którego oczy były mocno krwiste. Jego długie włosy spadały mu na klatkę piersiową. Twarz miał pogodną. Przypominała jej coś lub kogoś.
- Karo? Mój mały Karo? – patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Tak, nie pamiętasz nic? – zapytał spokojnie.
Po chwili milczenia odpowiedziała:
- Nie… A co powinnam pamiętać?
Karo westchnął. Wiedział, że nie łatwo będzie jej o tym powiedzieć. W końcu straciła ojca. Ma już 18 lat, ale taka strata boli.
- Miałaś… Wypadek. – Palnął, co mu pierwsze przyszło do głowy. – Leżałaś w śpiączce i możliwe, że masz zaniki pamięci.
Magda spuściła głowę.
- A co z moim tatą? I dlaczego mi się wydawało, że kiedyś… Nie obraź się, ale wydawało mi się, że kiedyś byłeś psem. Z resztą Kar, to dość dziwne imię, jak dla chłopaka.
- Widzę, że czeka nas długa rehabilitacja twojej pamięci. – Twarz Kara stała się szara i smutna, straciła swój wigor i radość, jaką miała wcześniej. – Ale teraz dość gadania, jedz śniadanie, bo czeka nas wyprawa do parku. Musimy kogoś znaleźć.
W jednej chwili cała jajecznica została pochłonięta, jakby dziewczyna nie jadła przez rok. Szybko zajadła to jeszcze chlebem i zapiła herbatą.
- Od razu mi lepiej. Jakbym nie jadła 100 lat! – uśmiechnęła się, jednak gdy jej wzrok zatrzymał się na twarzy towarzysza, znów uśmiech zniknął. – Dlaczego jesteś smutny.
- Nie jestem smutny. Po prostu cieszę się, że znów jesteś ze mną. – Podniósł głowę i po policzku widać było jedną, szklistą łzę. Odwrócił głowę w stronę drzwi, przez co lśniące włosy wsiąknęły kropelkę w siebie, która od razu zniknęła. – Przygotuj się, za pół godziny chciałbym z tobą wyjść, bo szczerze mówiąc… - powiedział wstając – nie mam pojęcia gdzie szukać tej dziewczyny.
Karo wstał, ostatnim spojrzeniem krwistych oczu popatrzył na Magdę i szybko wyszedł. Zza drzwi powiedział na odchodne:
- Ubierz się ciepło księżniczko, pada śnieg.
Dziewczyna spojrzała za okno. Biały puch zaatakował domy, samochody i ulice. Światło latarni ledwo przebijało się przez zasłonę śniegu.
- Przecież jest dopiero 17:30… - pomyślała i wstała z łóżka.
~*~
W salonie duży, stojący zegar wybił właśnie 18. Magda, ubrana i przygotowana do wyjścia zeszła na dół.
- Karo? Karo! – zaczęła wołać towarzysza. Nikt jednak się nie odzywał. Gdzie on poszedł? Może jest w toalecie? Szybko wyszło jej to z głowy, bo drzwi do ustępu były otwarte. – Gdzie on znowu polazł.
Zirytowana dziewczyna założyła wysokie glany, które stały przy drzwiach, zarzuciła na siebie płaszcz i wzięła klucze z haczyka. Coś mówiło jej, że znajdzie go przed domem. Kiedy tylko przekroczyła próg drzwi dostała czymś zimnym w twarz.
- Juhuuu! – krzyczał Karo, który najwidoczniej miał z tego świetną zabawę. – Ma się tego cela, co? – Oparł rękę na biodrze, a w drugiej podrzucał śnieżkę.
- Ja ci dam!
Bitwa na śnieżki trwała zaledwie 15 minut, ale po tym czasie oboje padli na śnieg zmęczeni, czerwoni na twarzy ze zmęczenia i zmarznięcia.
- To było boskie. Dawno już się tak nie bawiłam.
To zdanie sprawiło, że uśmiech pojawił się zarówno u niej, jak i u niego.
- Cieszę się księżniczko. A teraz… - Usiadł na śniegu. – Czas nam iść, bo jej nigdy nie znajdziemy, a zaraz będzie ciemno.
Magda posłusznie wstała, otrzepując płaszcz.
- Zatem idziemy.
~*~
Droga do parku była prosta. Szli ulicą, w świetle latarni, które zasypywał śnieg. 15 minut marszu i byli na miejscu. Pierwsza odezwała się Magda:
- I co teraz? Ten park jest ogromny, więc jak mamy znaleźć jedną osobę?
- Coś mi się wydaje, że wiem, gdzie jej szukać. – Oczy Kara rozbłysnęły czerwienią.
Dziewczyna zauważyła to i trochę się przestraszyła. Karo wskazał potoczek pod mostem, pod którym tliło się blade światło.
- Tam jest. – Spojrzał na kompankę już spokojnie. Oczy przestały się błyszczeć i znów było można dostrzec w ich krwistym kolorze spokojnego człowieka o skomplikowanej przeszłości. Mam do niego tyle pytań, pomyślała.
Oboje skierowali się w stronę wyznaczoną przez chłopaka. Znaleźli się na miejscu bardzo szybko, zanim ktokolwiek mógłby stamtąd uciec.
- To ciebie mieliśmy… - przerwała im dziewczyna siedząca pod mostem, bawiąca się ogniem na rekach.
- Mam na imię Tosia. Czekałam na was. Zapraszam zatem do mnie.
Nowo poznana dziewczyna zamknęła płomień w dłoniach, który sprowadził znów pod ten zakątek parku ciemność.
Para ruszyła tuż za Tosią, która poprowadziła ich pod wielki dom stojący niedaleko potoku.

- Zapraszam na dół, porozmawiamy na spokojnie.