Magda obudziła się. Leżała w swoim
pokoju, jakby się nic nigdy nie stało. Powoli zamrugała oczami, żeby światło
przestało ją razić. Usiadła, po czym legła z powrotem na łóżko.
- Spokojnie księżniczko… - wszedł Karo z
uśmiechem na twarzy. – Mam dla ciebie śniadanie.
Postawił tacę z jajecznicą z cebulą na
jej kolanach i przysunął sobie krzesło, które stało pod oknem.
- Co tu się dzieje? Strasznie boli mnie
głowa… - odparła nie do końca przytomna. – A kim ty jesteś?! – krzyknęła.
- Spokojnie. To ja, Karo.
Przed nią siedział chłopak ubrany na
czarno, którego oczy były mocno krwiste. Jego długie włosy spadały mu na klatkę
piersiową. Twarz miał pogodną. Przypominała jej coś lub kogoś.
- Karo? Mój mały Karo? – patrzyła na
niego z niedowierzaniem.
- Tak, nie pamiętasz nic? – zapytał spokojnie.
Po chwili milczenia odpowiedziała:
- Nie… A co powinnam pamiętać?
Karo westchnął. Wiedział, że nie łatwo
będzie jej o tym powiedzieć. W końcu straciła ojca. Ma już 18 lat, ale taka
strata boli.
- Miałaś… Wypadek. – Palnął, co mu
pierwsze przyszło do głowy. – Leżałaś w śpiączce i możliwe, że masz zaniki
pamięci.
Magda spuściła głowę.
- A co z moim tatą? I dlaczego mi się
wydawało, że kiedyś… Nie obraź się, ale wydawało mi się, że kiedyś byłeś psem.
Z resztą Kar, to dość dziwne imię, jak dla chłopaka.
- Widzę, że czeka nas długa
rehabilitacja twojej pamięci. – Twarz Kara stała się szara i smutna, straciła
swój wigor i radość, jaką miała wcześniej. – Ale teraz dość gadania, jedz
śniadanie, bo czeka nas wyprawa do parku. Musimy kogoś znaleźć.
W jednej chwili cała jajecznica została
pochłonięta, jakby dziewczyna nie jadła przez rok. Szybko zajadła to jeszcze chlebem
i zapiła herbatą.
- Od razu mi lepiej. Jakbym nie jadła 100
lat! – uśmiechnęła się, jednak gdy jej wzrok zatrzymał się na twarzy
towarzysza, znów uśmiech zniknął. – Dlaczego jesteś smutny.
- Nie jestem smutny. Po prostu cieszę
się, że znów jesteś ze mną. – Podniósł głowę i po policzku widać było jedną,
szklistą łzę. Odwrócił głowę w stronę drzwi, przez co lśniące włosy wsiąknęły
kropelkę w siebie, która od razu zniknęła. – Przygotuj się, za pół godziny
chciałbym z tobą wyjść, bo szczerze mówiąc… - powiedział wstając – nie mam
pojęcia gdzie szukać tej dziewczyny.
Karo wstał, ostatnim spojrzeniem
krwistych oczu popatrzył na Magdę i szybko wyszedł. Zza drzwi powiedział na
odchodne:
- Ubierz się ciepło księżniczko, pada
śnieg.
Dziewczyna spojrzała za okno. Biały puch
zaatakował domy, samochody i ulice. Światło latarni ledwo przebijało się przez
zasłonę śniegu.
- Przecież jest dopiero 17:30… -
pomyślała i wstała z łóżka.
~*~
W salonie duży, stojący zegar wybił
właśnie 18. Magda, ubrana i przygotowana do wyjścia zeszła na dół.
- Karo? Karo! – zaczęła wołać
towarzysza. Nikt jednak się nie odzywał. Gdzie
on poszedł? Może jest w toalecie? Szybko wyszło jej to z głowy, bo drzwi do
ustępu były otwarte. – Gdzie on znowu polazł.
Zirytowana dziewczyna założyła wysokie
glany, które stały przy drzwiach, zarzuciła na siebie płaszcz i wzięła klucze z
haczyka. Coś mówiło jej, że znajdzie go przed domem. Kiedy tylko przekroczyła
próg drzwi dostała czymś zimnym w twarz.
- Juhuuu! – krzyczał Karo, który
najwidoczniej miał z tego świetną zabawę. – Ma się tego cela, co? – Oparł rękę
na biodrze, a w drugiej podrzucał śnieżkę.
- Ja ci dam!
Bitwa na śnieżki trwała zaledwie 15
minut, ale po tym czasie oboje padli na śnieg zmęczeni, czerwoni na twarzy ze
zmęczenia i zmarznięcia.
- To było boskie. Dawno już się tak nie
bawiłam.
To zdanie sprawiło, że uśmiech pojawił
się zarówno u niej, jak i u niego.
- Cieszę się księżniczko. A teraz… -
Usiadł na śniegu. – Czas nam iść, bo jej nigdy nie znajdziemy, a zaraz będzie
ciemno.
Magda posłusznie wstała, otrzepując
płaszcz.
- Zatem idziemy.
~*~
Droga do parku była prosta. Szli ulicą,
w świetle latarni, które zasypywał śnieg. 15 minut marszu i byli na miejscu.
Pierwsza odezwała się Magda:
- I co teraz? Ten park jest ogromny,
więc jak mamy znaleźć jedną osobę?
- Coś mi się wydaje, że wiem, gdzie jej
szukać. – Oczy Kara rozbłysnęły czerwienią.
Dziewczyna zauważyła to i trochę się przestraszyła.
Karo wskazał potoczek pod mostem, pod którym tliło się blade światło.
- Tam jest. – Spojrzał na kompankę już
spokojnie. Oczy przestały się błyszczeć i znów było można dostrzec w ich
krwistym kolorze spokojnego człowieka o skomplikowanej przeszłości. Mam do niego tyle pytań, pomyślała.
Oboje skierowali się w stronę wyznaczoną
przez chłopaka. Znaleźli się na miejscu bardzo szybko, zanim ktokolwiek mógłby
stamtąd uciec.
- To ciebie mieliśmy… - przerwała im
dziewczyna siedząca pod mostem, bawiąca się ogniem na rekach.
- Mam na imię Tosia. Czekałam na was.
Zapraszam zatem do mnie.
Nowo poznana dziewczyna zamknęła płomień
w dłoniach, który sprowadził znów pod ten zakątek parku ciemność.
Para ruszyła tuż za Tosią, która
poprowadziła ich pod wielki dom stojący niedaleko potoku.
- Zapraszam na dół, porozmawiamy na
spokojnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz