25 września 2013

LIII.

Zawahał się. Nie wiedział, czy dobrze zrobi, jeżeli pokaże Czarownicę Magdzie.
W głowie tysiąc różnych scenariuszy. Każdy kończył się inną katastrofą. Co mam robić?!
Karo po chwili rzucił się biegiem do kuchni gdzie jego pani przygotowywała miskę z jedzeniem. U jej stóp zaczął podskakiwać, warczeć i przeraźliwie szczekać.
- Co z tobą? – zapytała zdziwiona dziewczyna. Zachowanie psa sprawiło, że zaczęła się obawiać.
- Chodź za mną!
- Halo? Kto tutaj jest?! – przestraszona upuściła miskę na ziemię.
- To ja! Karo! Szybko, chodź do pokoju ojca min będzie za późno!
Magdę zamurowało. Spojrzała w oczy psa, były krwisto czerwone.
- Później ci wszystko wyjaśnię! Obiecuję, ale… - Z pokoju ojca rozległ się łomot, jakby półka z nagrodami spadła na ziemię. Oboje obrócili głowy w stronę zamkniętych już drzwi.
- Tato! – krzyknęła i popędziła, żeby zobaczyć co się dzieje.
Otwierając drzwi, mimochodem spojrzała w dół. Spod drzwi było widać zieloną łunę jakiegoś światełka. Magda nacisnęła na klamkę i zamarła, kiedy tylko zajrzała do środka. Karo przepchnął się obok nóg właścicielki i także zastygł w bezruchu.
Ich oczom ukazała się scena jak z filmu science -  fiction. Artur unosił się nad fotelem, na którym zastał go wcześniej Karo. Kobieta, stojąca nad ojcem dziewczyny rozpostarła ramiona i z czubków jej palców zielone wstęgi jakiejś dziwnej energii zaczęły zabierać Arturowi życie. Magda widziała, jak jej ojciec marnieje i starzeje się w jej oczach. Zaczęła krzyczeć:
- Zostaw go! – Mówiąc to, była już pół kroku od wiedźmy. Chciała jej skoczyć na szyję, żeby tylko odsunęła swoje parszywe ręce od jej ojca. – Mówię ZOSTAW!
- Magdo, nie!
Karo rzucił się za dziewczyną, ale było już za późno. Wiedźma spojrzała na Magdę, po czym dziewczyna padła na ziemię, nieprzytomna.
- Ty suko! Jak możesz! – warczał owczarek. – Dlaczego nadal im to robisz? Co w tej rodzinie jest takiego, że musisz ich wyniszczać?!
Czarownica spojrzała na psa swoimi zielonymi oczami. Zatrzymała promienie energii i zaczęła spokojnie:
- Wiesz, że jej matka była… Moją córką. – wskazała na nieprzytomną dziewczynę. – Ta kobieta, którą uważała za swoją babcię, to obca osoba. To ja jestem jej babcią. I tylko ja mogę jej pokazać, jak ten świat naprawdę wygląda. Jaki jest okropny i chamski. – Wstrzymała oddech na chwilę. Po kilku sekundach znów zaczęła. – To samo jest z tobą, psie.
- Co jest ze mną? Proszę zwróć jej życie. – podszedł spokojnie do dziewczyny i położył się obok, kładąc psyk na jej brzuchu. – Zabij mnie, a jej zwróć życie!
- Jak ty mało jeszcze wiesz o życiu, kundlu. Spójrz na siebie. Jesteś zapchlonym kretynem, który lata za patykiem, kiedy się go rzuci. Szczekasz, merdasz ogonem, jak ostatni imbecyl. Nikt Cię nie nauczył, że ludzie tak nie robią?
- Jak to ludzie? – Karo podniósł łeb. – Jestem psem, nie widzisz?
Czarownica powoli zbliżyła się do czworonoga. Jej siwe do kostek włosy sprawiły, że gdyby była o dwadzieścia lat młodsza, to wyglądałaby jak dobra księżniczka z bajek dla dzieci.
- Mój drogi… Jeśli chcesz chronić tę dziewczynę, a wiem, że chcesz – wredny uśmiech zawitał na twarzy wiedźmy. – Zrobimy tak. Nie będzie pamiętała tego zajścia, ale… Ty znów staniesz się człowiekiem. I najważniejsze – chcę ofiary! – Oczy czarownicy znów zaiskrzyły się na zielono. – Zabiorę ze sobą jej ojca. Będzie myślała, że jest sierotą.
- Ale… - Karo podniósł się. Przepełniała go dziwna energia. Chciał tego bardzo, żeby Magda wróciła do świata żywych. Z drugiej strony coś denerwowało go z Arturze na tyle, że był w stanie poświęcić go. Ale bycie człowiekiem? „Chcesz tego Karo” – podpowiadał mu głos podświadomości.
- Jeden warunek. Zniknę, ona się ocknie, ale musicie poszukać w parku jednej dziewczyny, która wam pomoże zrozumieć świat. Będzie wyglądał tak samo, ale będzie zupełnie inny. – wstrzymała ostatnie pytanie. Spojrzała na psa, którego oczy stawały się coraz bardziej czerwone. – KARO!
Owczarek podskoczył.
- Zgadasz się z moją propozycją?
Twarz wiedźmy nagle wypogodniała. Uśmiech nie był już wredny, a oczy znów słodko patrzyły na psa.
- Tak… - powiedział cicho, po czym leżał na ziemi, obok Magdy. W głowie obijało mu się tylko „pamiętaj o tej dziewczynie w parku”.
Otarł twarz i wyszeptał:

- Będę pamiętał.

1 maja 2013

LII.


Karo biegł co sił, żeby być jak najszybciej w domu swojej pani. Droga nie była skomplikowana, więc wiedział, że się nie zgubi. Zaczęło się ściemniać, latarnie na ulicach zabłysnęły miękkim, żółtym światłem. Pies zauważył, że do jego domu pozostało jedynie parędziesiąt metrów. Zwolnił kroku, po chwili się zatrzymał i patrzył prosto w okno na piętrze, gdzie sypialnię miała Magda.
Dom w promieniach wieczornego słońca wydawał się większy i bardziej masywny. Szare ściany poczerniały, cienie przy oknach zaczęły się powoli powiększać. Świat już wie, pomyślał Karo. Powoli zaczął zbliżać się do drzwi. Wiedział, że właściciele jeszcze nie śpią, więc może wpuszczą go do domu.
Do drzwi pozostało mu kilka kroków. Usiadł na pierwszym ze stopni schodów i głośno szczeknął. Nie usłyszał żadnych kroków, więc zawył głośno i położył łeb tak, że gdyby ktoś wyszedł z domu, miałby go pod nogami. Po chwili słyszał podniesione głosy, stłumione przez drzwi.
- … to na pewno Karo! – krzyknęła dziewczyna, której głos znał doskonale. Podniósł uszy, żeby słyszeć wyraźniej.
- Na pewno nie. Od uciekł od nas, zrozum to… - głos Artura także poznał bez najmniejszego problemu.
Karo podniósł głowę, szczeknął donośnie. Teraz wiedział, że obie osoby, które tak bardzo kochał, są tuż za drzwiami. Po chwili usłyszał szybkie kroki w jego stronę. Podniósł uszy, nasłuchiwał. Nagle klamka w drzwiach opadła w dół, najwyraźniej pod ciężarem czyjeś ręki. Karo wstał, zaczął machać ogonem. Drzwi otworzyły się powoli na szerokość dłoni. W szparze ukazała się twarz dziewczyny.
- Karo! – krzyknęła, otwierając drzwi na oścież. – Wróciłeś! – Dziewczyna rzuciła się na niego, przytulając mocno do piersi. Karo poczuł, że jego sierść zaczyna się robić wilgotna za uchem. Dziewczyna płakała. – Już myślałam, że... Do mnie... nie wrócisz. – mówiła zapłakana.
Magda nie zauważyła, że za nią stoi Artur z otwartymi ustami. Karo szczeknął, trącił ostrożnie dziewczyną, żeby się odwróciła.
- Mówiłam ci tato, że wróci – mówiła przez łzy, głaszcząc psa.
- Nie wierzyłem w to… Nie wierzę, że… - podszedł do psa, delikatnie dotknął głowy psa i zastygł.
- Tato, co ci jest? – spojrzała na ojca podejrzliwie. Wstała z kolan, otrzepała je i stanęła obok psa. – Tato, możemy go wpuścić z powrotem do domu? Proszę…
- Dobrze kochanie. – Głos ojca dziewczyny nie wskazywał na to, że podoba mu się ten pomysł. Dziewczyna doskonale to wyczuła, ale wolała to przemilczeć. Cieszyła się, że Karo znów jest obok niej. Magda chwyciła Kara za obrożę i ostrożnie wprowadziła do domu.

Na dworze zapadł już mrok. Lampka, którą zamontował Artur nad drzwiami frontowymi zaczęła migotać. Nikt tego nie zauważył, ale Karo nagle postawił uszy.
- Spokojnie piesku – powiedziała Magda – zaraz dam ci jeść i idziemy spać. Pewnie chcesz się położyć, co? – Głaskała Kara. Po chwili poszła do kuchni nałożyć mu jedzenia. W tym czasie pies poszedł do Artura.
Kiedy tylko podszedł do pokoju mężczyzny położył agresywnie uszy i zaczął warczeć. Delikatnie trącił uchylone drzwi do pokoju ojca Magdy. Kiedy zobaczył to, co się dzieje w środku, krew w nim zamarła.
Pokój wyglądał jak zwykłe biuro. Jedno okno, wychodzące na ulice, przed nim biurko z  komputerem i masą papierów. Na lewej ścianie ogromna biblioteczka z książkami najróżniejszych gatunków, segregatorami z napisem „WAŻNE” oraz „DOKUMENTY”. Po prawej stronie, wisząca półka z nagrodami z pracy, pucharami golfowymi oraz zdjęciem Magdy i Lilianny, kiedy jeszcze była z nimi. Na samym środku siedział Artur na swoim ulubionym, obrotowym krześle. Karo wiedział, że jest tam ktoś jeszcze. Tuż przy nim, za drzwiami stała postać, której spojrzenie dobrze znał. Czarownica wyszła zza swojej zasłony i zaśmiała się okrutnie.
- Wiedziałam, że w końcu się dowiesz, że jestem w tej rodzinie już od dawna… - zachichotała.
Karo szczeknął, żeby zwrócić uwagę właścicielki. Słyszał, jak powiedziała, że zaraz będzie miał pełną miseczkę.
Nie o to mi chodziło, pomyślał. Owczarek nie wiedział, że ma biec po dziewczynę, żeby na siłę ją zaciągnąć do pokoju ojca, czy zająć się czarownicą. Wybór należał tylko do niego.

8 stycznia 2013

LI.


Kiedy tylko rodzina zniknęła z pola widzenia psa , ten ruszył w odwrotną do nich stronę. Z początku szedł spokojnie, po chwili jednak, zerwał się do szybkiego biegu, ile tylko sił w łapach. Po długim i męczącym wysiłku w końcu zaczęło brakować mu sił.
Dobiegł do bagna za miastem. Opary z wody rozciągały się niczym mgła nad polaną wieczorną porą. Słońce powoli zachodziło za chmurami, które znikąd pojawiły się na niebie. Pogoda zaczęła się nagle zmieniać. Zaczął wiać przeszywająco zimny wiatr, ale Karo nie zwracał na niego uwagi. Powoli wkroczył na teren bagienny. Każdy krok zostawiał odcisk w błocie.
Nagle wiatr przyniósł do jego nozdrzy znany już mu zapach. Zgnilizna. Pies warknął i pognał przed siebie. Po krótkim czasie dobiegł do małego domu, który wyglądał, jakby miał się zaraz zawalić pod ciężarem powietrza. Ostrożnie zbliżył się do drzwi, które trzymały się tylko na jednym zawiasie. Wyciągnął łapę i ostrożnie zaczął drapać drzwi. Nie dało to jednak żadnego efektu. Karo odszedł dwa kroki w tył i zaczął przeraźliwie wyć.
Po chwili drzwi do chaty z przeraźliwym skrzypnięciem otworzyły się. W nich stała stara kobieta. Jej siwe włosy sięgały kostek, a chuda i blada twarz wystraszyłaby nawet najmniej bojące się duchów dziecko.
- Przyszedłeś w końcu… - powiedziała, wpuszczając psa do środka. Gdy tylko Karo wszedł, wiatr zamknął drzwi z takim impetem, że aż wszystkie wazoniki na półkach zadrżały.
Dom wyglądał bardzo okazale. Wnętrze było urządzone w starym, wiktoriańskim stylu. Świeczniki, dzbanki i różnego typu pierdółki były odkurzone, w stanie prawie nienagannym. Nigdzie nie było można dopatrzyć się kurzu.
- Masz to, o co cię prosiłam? – zapytała, kiedy tylko Karo wskoczył na fotel.
- Oczywiście, że tak, moja pani… - powiedział. Jego oczy zmieniły kolor na krwiście czerwony, a futro zrobiło się czarne, węglowe. Na nosie i wokół oczu pojawiły się czerwone wzory, których nie było widać wcześniej. Karo podszedł do kobiety i zaczął wpatrywać się w jej twarz.
Kobieta nabrała ogromną ilość powietrza, po czym zapatrzyła się w oczy psa. Między nimi wytworzyła się cieniutka niteczka wspomnień. Pies przekazał wszystko, co chciała. Kiedy kobieta mrugnęła, nić pękła i wyparowała. Jej oczy świeciły teraz ostrym, zielonym kolorem.
- Tak… Mam czego chciałam… - mówiła zasapana. – Mam i teraz będę mogła… - urwała. – Na co się tak gapisz, kundlu?
- Ależ pani… - zaczął – miałem dostać sowitą nagrodę za dawkę tych informacji.
- Mogę Cię przerobić na proch i dorzucić do mojej kolekcji!
Kobieta wstała, podniosła ręce do góry i klasnęła. W tym momencie wszystkie dzbanki i pudełka zaczęły się trząść, a z ich powoli wydobywały się cieniutkie niteczki, które zaczęły przyjmować różne kształty. Każdy z nich był strasznym odbiciem właściciela. Psy, koty, chomiki, szczury, szopy, sarny i orły unosiły się za plecami wiedźmy, której oczy błyszczały jeszcze bardziej.
- Uciekaj stąd, albo skończysz tak, jak oni!
Nie czekając chwili dłużej Karo wziął nogi za pas i rzucił się do ucieczki. Jego duma została urażona. Jego właścicielka wykorzystała jego słabość – miłość do ludzi.
- Muszę wrócić do mojej kochanej… - pomyślał. - Magda! Co ja zrobiłem?!
Kiedy tylko udało mu się wybiec z domu, zmienił się znów w normalnego owczarka niemieckiego, długowłosego. Biegł ile sił w łapach do domu, gdzie czekała na niego jego pani. Kiedy dobiegł go obrzeży bagien usłyszał śmiech wiedźmy, który tylko zwiastował to, co miało nadejść wkrótce. Zło nadciągało i wiedział, że to przez niego.