30 października 2014

LV.

W śniegu dom Tosi błyszczał. Potężny gmach starej budowli mienił się bladymi odcieniami żółci i pomarańczy, przeplatając się z niebieskimi iskierkami śniegu.
- Twój dom jest piękny Tosiu! – krzyknęła uradowana Magda, która pierwszy raz widziała coś takiego.
- To tylko dom. – Dziewczyna odpowiedziała jakby lekceważąco.
Karo poszedł tuż za dziewczynami odwracając się co jakiś czas za siebie patrząc, czy ktoś za nimi nie idzie. Jednak widział za sobą tylko ich własne ślady na świeżo spadłym śniegu.
- Dlaczego się tak obracasz? – zapytała zaciekawiona Magda, która chciała coś powiedzieć do swojego towarzysza, ale zauważyła jego dziwne zachowanie.
- A nic… - spojrzał jej prosto w oczy – Wydawało mi się, że ktoś nas śledzi.
- Naprawdę? Przecież nikogo tu nie zawadzamy, więc kto by mógł…
- Cisza! – Tosia zatrzymała się dziesięć metrów od drzwi wejściowych. Obróciła się w stronę swoich gości i rzekła cicho – On ma rację. Ktoś za nami idzie.
Stanęli jak wryci. Teraz cała trójka próbowała wypatrzeć kogoś pośród mroku wieczora. Tosia przeszła przed nich. Zatrzymała się w lekkim rozkroku, mówiąc coś do siebie w innym języku, którego żadne z dwójki towarzyszy nie rozumiało.
- Wyłaź! – krzyczała gospodyni. – Wiem, że tu jesteś Makhranie!
Karo i Magda spojrzeli po sobie. O kim ona mówi? Mężczyzna coś wyczuł. Natychmiast do jego nozdrzy, po wypowiedzeniu przez Tosię imienia obserwatora, dotarł zapach siarki.
- Uciekaj! – krzyknął Karo, poczym skoczył w stronę Tosi. W locie zaczęła się magia. Karo skoczył jako mężczyzna, a wylądował jako wilk. Zupełnie odmieniony. Magda nie wiedziała, co się dzieje. Stała jak wryta w podłoże, które zaczęło osuwać jej się spod nóg.
- Słabo mi… - powiedziała, po czym wylądowała na śniegu.
Nikt jej jednak nie usłyszał. Ramię w ramię przed nią miała się rozegrać bitwa między tajemniczym Makhranem, a jej towarzyszami.
- Karo, na trzy! Raz… Dwa… Trzy! – Tosia wystartowała w stronę, z której przyszli, a Karo poszusował za nią. Przez chwilkę było widać ognisty rozbłysk płomiennowłosej dziewczyny. Co tu się dzieje?! Myśli Magdy nie dawały jej spokoju.
Siedziała nadal na śniegu nie wiedząc co się dzieje. Nie mogąc się ruszyć spojrzała na swoje sine od zimna ręce. Unosząc je do twarzy, zauważyła, że pokryte są czymś, co wyglądało jak maleńkie łuski, które iskrzyły się w świetle pomarańczowej latarni.
- Magda! – zawołał Karo, biegnący w jej stronę. – Musisz nam pomóc! Tosia nie daje już rady!
Zatrzymał się z poślizgiem tuż przed dziewczyną dalej zapatrzoną w swoje ręce.
- Co… Co się dzieje? – spytał niepewnie, jakby dopiero co się obudziła ze snu.
- Nie ma czasu! Szybko! – ukłonił się tak, żeby Magda mogła chwycić się jego futra i pomógł jej wstać.
Dziewczyna nie otrzepując się pobiegła za przodującym jej wilkiem. Kiedy zwierzę odwróciło łeb dopiero teraz bohaterka zauważyła, że oczy towarzysza są krwisto czerwone, a ich poświata dałaby się zauważyć w kompletnej ciemności.
- Tosia! – krzyknął, kiedy byli już przy moście spod którego gospodyni prowadziła ich do swego lokum.
- Tutaj! – krzyk poniosło echo, a potem nastała kompletna cisza.
Dziewczyna i wilk zatrzymali się nasłuchując chociażby najcichszego szmeru, który pomógłby zlokalizować pozycję Tosi. Jednak po długich sekundach nic nie usłyszeli.
Karo powiedział cichutko:

- Magdo… Chyba ją straciliśmy.

15 stycznia 2014

LIV.

Magda obudziła się. Leżała w swoim pokoju, jakby się nic nigdy nie stało. Powoli zamrugała oczami, żeby światło przestało ją razić. Usiadła, po czym legła z powrotem na łóżko.
- Spokojnie księżniczko… - wszedł Karo z uśmiechem na twarzy. – Mam dla ciebie śniadanie.
Postawił tacę z jajecznicą z cebulą na jej kolanach i przysunął sobie krzesło, które stało pod oknem.
- Co tu się dzieje? Strasznie boli mnie głowa… - odparła nie do końca przytomna. – A kim ty jesteś?! – krzyknęła.
- Spokojnie. To ja, Karo.
Przed nią siedział chłopak ubrany na czarno, którego oczy były mocno krwiste. Jego długie włosy spadały mu na klatkę piersiową. Twarz miał pogodną. Przypominała jej coś lub kogoś.
- Karo? Mój mały Karo? – patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Tak, nie pamiętasz nic? – zapytał spokojnie.
Po chwili milczenia odpowiedziała:
- Nie… A co powinnam pamiętać?
Karo westchnął. Wiedział, że nie łatwo będzie jej o tym powiedzieć. W końcu straciła ojca. Ma już 18 lat, ale taka strata boli.
- Miałaś… Wypadek. – Palnął, co mu pierwsze przyszło do głowy. – Leżałaś w śpiączce i możliwe, że masz zaniki pamięci.
Magda spuściła głowę.
- A co z moim tatą? I dlaczego mi się wydawało, że kiedyś… Nie obraź się, ale wydawało mi się, że kiedyś byłeś psem. Z resztą Kar, to dość dziwne imię, jak dla chłopaka.
- Widzę, że czeka nas długa rehabilitacja twojej pamięci. – Twarz Kara stała się szara i smutna, straciła swój wigor i radość, jaką miała wcześniej. – Ale teraz dość gadania, jedz śniadanie, bo czeka nas wyprawa do parku. Musimy kogoś znaleźć.
W jednej chwili cała jajecznica została pochłonięta, jakby dziewczyna nie jadła przez rok. Szybko zajadła to jeszcze chlebem i zapiła herbatą.
- Od razu mi lepiej. Jakbym nie jadła 100 lat! – uśmiechnęła się, jednak gdy jej wzrok zatrzymał się na twarzy towarzysza, znów uśmiech zniknął. – Dlaczego jesteś smutny.
- Nie jestem smutny. Po prostu cieszę się, że znów jesteś ze mną. – Podniósł głowę i po policzku widać było jedną, szklistą łzę. Odwrócił głowę w stronę drzwi, przez co lśniące włosy wsiąknęły kropelkę w siebie, która od razu zniknęła. – Przygotuj się, za pół godziny chciałbym z tobą wyjść, bo szczerze mówiąc… - powiedział wstając – nie mam pojęcia gdzie szukać tej dziewczyny.
Karo wstał, ostatnim spojrzeniem krwistych oczu popatrzył na Magdę i szybko wyszedł. Zza drzwi powiedział na odchodne:
- Ubierz się ciepło księżniczko, pada śnieg.
Dziewczyna spojrzała za okno. Biały puch zaatakował domy, samochody i ulice. Światło latarni ledwo przebijało się przez zasłonę śniegu.
- Przecież jest dopiero 17:30… - pomyślała i wstała z łóżka.
~*~
W salonie duży, stojący zegar wybił właśnie 18. Magda, ubrana i przygotowana do wyjścia zeszła na dół.
- Karo? Karo! – zaczęła wołać towarzysza. Nikt jednak się nie odzywał. Gdzie on poszedł? Może jest w toalecie? Szybko wyszło jej to z głowy, bo drzwi do ustępu były otwarte. – Gdzie on znowu polazł.
Zirytowana dziewczyna założyła wysokie glany, które stały przy drzwiach, zarzuciła na siebie płaszcz i wzięła klucze z haczyka. Coś mówiło jej, że znajdzie go przed domem. Kiedy tylko przekroczyła próg drzwi dostała czymś zimnym w twarz.
- Juhuuu! – krzyczał Karo, który najwidoczniej miał z tego świetną zabawę. – Ma się tego cela, co? – Oparł rękę na biodrze, a w drugiej podrzucał śnieżkę.
- Ja ci dam!
Bitwa na śnieżki trwała zaledwie 15 minut, ale po tym czasie oboje padli na śnieg zmęczeni, czerwoni na twarzy ze zmęczenia i zmarznięcia.
- To było boskie. Dawno już się tak nie bawiłam.
To zdanie sprawiło, że uśmiech pojawił się zarówno u niej, jak i u niego.
- Cieszę się księżniczko. A teraz… - Usiadł na śniegu. – Czas nam iść, bo jej nigdy nie znajdziemy, a zaraz będzie ciemno.
Magda posłusznie wstała, otrzepując płaszcz.
- Zatem idziemy.
~*~
Droga do parku była prosta. Szli ulicą, w świetle latarni, które zasypywał śnieg. 15 minut marszu i byli na miejscu. Pierwsza odezwała się Magda:
- I co teraz? Ten park jest ogromny, więc jak mamy znaleźć jedną osobę?
- Coś mi się wydaje, że wiem, gdzie jej szukać. – Oczy Kara rozbłysnęły czerwienią.
Dziewczyna zauważyła to i trochę się przestraszyła. Karo wskazał potoczek pod mostem, pod którym tliło się blade światło.
- Tam jest. – Spojrzał na kompankę już spokojnie. Oczy przestały się błyszczeć i znów było można dostrzec w ich krwistym kolorze spokojnego człowieka o skomplikowanej przeszłości. Mam do niego tyle pytań, pomyślała.
Oboje skierowali się w stronę wyznaczoną przez chłopaka. Znaleźli się na miejscu bardzo szybko, zanim ktokolwiek mógłby stamtąd uciec.
- To ciebie mieliśmy… - przerwała im dziewczyna siedząca pod mostem, bawiąca się ogniem na rekach.
- Mam na imię Tosia. Czekałam na was. Zapraszam zatem do mnie.
Nowo poznana dziewczyna zamknęła płomień w dłoniach, który sprowadził znów pod ten zakątek parku ciemność.
Para ruszyła tuż za Tosią, która poprowadziła ich pod wielki dom stojący niedaleko potoku.

- Zapraszam na dół, porozmawiamy na spokojnie.