30 listopada 2015

LVI.

Światło latarni padało na leżący dookoła śnieg. Cisza, jaka nastała pomiędzy bohaterami była nieznośna. W końcu Karo ją przerwał:
- Musimy jej pomóc. Wiem, że nasza piękna władczyni ognia da sobie radę, a co jeśli się okaże, że Makhran jest jednak za mocny? Co jeśli…
- Zamknij się!
Dziewczyna popatrzyła wprost na swojego towarzysza. Jej oczy płonęły lodem. Źrenice sczerniały. Stanęła w lekkim rozkroku, rozkładając delikatnie ręce wnętrzem do padającego z nieba śniegu. Spojrzała na swoje dłonie, po czym z całej siły i gniewu zaczęła krzyczeć w niebogłosy unosząc wzrok ku niebu. Echo jej pełnego nienawiści głosu było słychać na wiele kilometrów. Kiedy umilkła dało się już słyszeć tylko trzepot skrzydeł odlatujących ze strachu ptaków.
- Co się z tobą dzieje? – zapytał ostrożnie Karo.
Kiedy Magda usłyszała jego głos spojrzała ponownie na swojego towarzysza.
- Mam żal do ciebie o to, że jesteś tutaj ze mną. Powinnam ciągnąć tę historie sama! Sama! Rozumiesz? Mam ochotę cię zabić. Zabić cię tylko po to, żebyś nie musiał mnie już znosić. Do niczego się nie nadaję. A teraz, przez moje nieudacznictwo straciliśmy Tosię!
Karo stanął jak wryty. Nie mógł wykrztusić z siebie żadnego słowa.
- Tak kochany, wiem, że się do niczego nie nadaję. Od kiedy jesteś moim ukochanym towarzyszem cały czas stwarzam ci problemy. Nie pamiętam już, żeby między nami było dobrze!
- O czym Ty w ogóle mówisz?!
Karo wstał na tyle łapy i jednym sprawnym ruchem zmienił się znów w pięknego chłopaka. Jego głos drżał. Chciał podejść, ale bał się, ze Magda ucieknie przed nim.
- Szczerze mam ci powiedzieć? Chcę dwóch rzeczy! – Magda powoli podchodziła w stronę stojącego przed nią mężczyzny.
Nagle zerwał się wiatr. Obu postaciom długie, czarne włosy zasłoniły oczy. Kiedy podmuch trochę zelżał ich spojrzenie znowu się spotkało. Magda była już teraz tylko o kilka kroków od chłopaka. Nie spuściła nawet na moment swojego wzroku z towarzysza. O co jej chodzi, pomyślał, nie mogę się nawet ruszyć.
- Nie bój się mnie. – Karo zauważył, że w ręce dziewczyny pojawiło się coś błyszczącego.
- Odłóż to!
Mówiąc to, Karo rzucił się na dziewczynę. Wylądowali z dużym impetem na ziemi, która przywitała ich śniegiem i mrozem. Dziewczynie wypadło narzędzie z ręki. Odbijającym metalem, który Magda miała w ręku okazał się nóż.
- Co ty robisz dziewczyno?! Musimy uratować Tosię! Ona nam wyjaśni to wszystko, co się tu dzieje, tak, jak mówiła o tym ta stara wiedźma! Uspokój się do cholery!
Magda chciała mu na to coś powiedzieć, ale zanim pierwsze słowo wydobyło się z jej ust poczuła straszliwy ból na policzku. Piękny, kruczy mężczyzna dał jej raz na otrzeźwienie myśli. Twarz wpadła jej w śnieg, który zaraz zaczął dotkliwie szczypać jej twarz. Nie zwróciła jednak na to zbyt dużej uwagi. Zrzuciła towarzysza z siebie i usiadła na lodowatym śniegu. Jej towarzysz kucnął naprzeciw niej, żeby wszystko dobrze widzieć.
- Dziękuję. – powiedziała, patrząc w ziemię. Otarła łzę, jaka gdzieś się w oku zakręciła. Po chwili spojrzała wprost w jego oczy. Kiedy jej lodowate spojrzenie spotkało jego krwiste oczy zadziała się magia. Obojgu oczy rozjaśniły się. Poświata potęgowała się z każdą chwilą.
- Czas na nas kochana… - powiedział cichutko Karo, przykładając swoje czoło do jej czoła.
- Tak. Musimy pomóc Tosi. Musimy się dowiedzieć o co tutaj tak naprawdę chodzi.
Dziewczyna osunęła głowę. Karo odsunął głowę na parę centymetrów. Magda znów patrzyła w śnieg. Po chwili bezruchu poczuła chłodną rękę, która delikatnie dotyka jej policzka.
- Karo… Co ty..? – szepnęła do chłopaka.
- Ćśś… - uciszył dziewczynę. – Nic nie mów. Wszystko będzie dobrze.
Karo głaskał Magdę po policzku, który zaczął się nagle rumienić. Kiedy zatrzymał dłoń w miejscu, Magda nawet nie drgnęła. Drugą ręką lekko popchnął jej podbródek w górę, żeby popatrzyła na niego. Cała twarz dziewczyny była zalana łzami, które prawie natychmiast zamarzały, spadając na śnieg jako małe kryształki pięknie lśniącego lodu. Magda lekko się uśmiechnęła, wtem Karo zbliżył swoje usta do jej ust.
Namiętny pocałunek trwał tylko kilka sekund, ale dla nich to była wieczność. Wieczność, której chcieli oboje od zawsze.
Karo przerwał kontakt. Powiedział coś bardzo cicho w języku, którego Magda nie znała. Ai shiterou.
- Musimy pomóc Tosi, chodź. – Głos Kara natychmiast spoważniał.
Magda nadal nie mogła się otrząsnąć z tego uczucia, które teraz zapełniało jej głowę. Patrzyła tępo na swojego towarzysza. Nie chciała o nic pytać. Po prostu wstała na równe nogi i rzekła do niego, otrzepując się od śniegu:

- Mam nadzieję, że nie będzie za późno.