7 marca 2016

LVIII.

Obraz pochłonięty ogniem. Ruiny budowli wokół. Niebo aż kotłowało się od natłoku burzowych chmur.
Przed bohaterami stała Tosia. Jej płomienne włosy ruszały się i wiły niczym macki ośmiornicy. Rozłożone ręce, wnętrzem dłoni skierowane w stronę przyjaciół wręcz trzaskały żywym ogniem. Oczy skierowane miała w dół, lekki uśmiech sprawiał wrażenie szyderczego.
- W końcu jesteście. – powiedziała Tosia, unosząc nieznacznie głowę tak, że nadal nie było widać jej oczu. Zamknęła dłonie w mocne pięści i przycisnęła skrzyżowane ręce do piersi.
Bohaterowie nic nie odpowiedzieli. Stali, jak wryci w podłoże.
- No co z wami! – Dziewczyna spojrzała na parę. Jej oczy były pełne nienawiści i bólu. Źrenice z płomiennych zmieniły się na mlecznie białe. Wyglądała, jakby była niewidoma.
Karo zaczął cicho warczeć, jeżąc grzbiet. Ogień na jego ciele zaczął niespokojnie falować, jakby był muskany wiatrem.
- Karo… Boję się. – powiedziała Magda, nie ukrywając lęku. – To nie jest ta sama osoba…
- Wiem. I jest bardzo niebezpieczna. – Karo warczał już na tyle głośno, że Tosia mogła go usłyszeć.
Twarz rywalki wykrzywiła się w pełnym uśmiechu, którego nie dało się zignorować.
- Uważaj! – Jednym, mocnym uderzeniem łba Karo odrzucił Magdę na bok. Zachwiała się, jednak ustała na nogach. W tej samej chwili tuż za nimi pojawiła się Tosia.
- Zginiecie. – Dziewczyna zaczęła się śmiać w głos. – Widzę, jak wasze życie zamienia się w cierpienie, którego żadne z was nie wytrzyma. Miłość? – wyśmiała to słowo, jakby było najlepszym w świecie żartem – Nie istnieje dla was!
Karo nie wytrzymał i w ułamku sekundy odwrócił się i zaatakował przeciwniczkę. Krzyk, jaki wydała z siebie był tak piskliwy, że Magda przysłoniła uszy z bólu. Wilk nie czekał na ruch Tosi, gryzł, szarpał i drapał pazurami dziewczynę dalej. Dało się zauważyć, jak włosy płomiennej przestają coraz mniej falować, aż w końcu zamarły w bezruchu. Ciało osunęło się bezwładnie na ziemię. Zapadła głucha cisza.
Bezdźwięczną chwilę przerwała Magda:
- Co teraz?
Karo spojrzał na nią. Ogień na jego grzbiecie przygasał z każdą chwilą. Podszedł powoli do dziewczyny ze spuszczonym łbem. Magda kucnęła, a Karo wtulił łeb z jej pierś. Przytuliła go do siebie i zamknęła oczy. Kiedy po chwili je otworzyła zauważyła, że Karo znów jest człowiekiem. Chłopak nie chciał na nią patrzeć. Cicho podciągał nosem. Płakał.
- Karo, co jest? – starała się podnieść jego głowę, ale uciekał od tego. Nie dawał sobie spojrzeć w oczy.
- Nie chciałem jej zabić. Coś… Coś w sercu kazało mi to zrobić. Nie mogłam się zatrzymać…
- Była zła. – powiedziała spokojnie, gładząc chłopaka po długich, czarnych włosach.
- Naprawdę nie chciałem! Nie jestem mordercą! – krzyczał w jej pierś. Poczuła, że dekolt ma coraz bardziej wilgotny od jego łez.
- Już cicho… To nie twoja wina. Tylko… - zawahała się. – Co my teraz zrobimy? Ona miała odpowiedzieć na każde nasze pytanie. A teraz znów nie wiemy nic.
Karo w końcu się uspokoił, wytarł łzy i spojrzał na dziewczynę. Wyglądał strasznie.
- Nie wiem. Nic już nie wiem. – Znowu zbierało mu się na płacz, jednak Magda zapobiegła temu całując go delikatnie w usta. Zdziwiony odepchnął ją. Wylądowała na tyłku, w lekkim szoku.
- Co ty robisz?! – wybuchnął.
- Nie słuchaj jej. Miłość istnieje! A ja… - przerwała.
- Ty co? Chcesz mnie wykorzystać, bo się przy tobie popłakałem, tak? Wiedziałem, że jesteś dokładnie taka, jak inne! – Wstał z kolan i zaczął pędzić w stronę miejsca, z którego przyszli.
Magdę aż zamurowało. Nie wiedziała, czy ma powiedzieć, że uczucie jakie w niej rozpalił, pali się teraz żywym ogniem. Bała się, że będzie jeszcze gorzej. Niewiele myśląc popędziła za nim. Chciała go dogonić nim straci go kompletnie z oczu, ale gdy tylko wybiegła za narożnik zawalonego budynku nigdzie nie mogła go dostrzec.

- Cholera jasna! – krzyknęła i usiadła na ziemi.

23 lutego 2016

LVII.

Wiatr znów zaczął mierzwić włosy bohaterom. Para stanęła naprzeciwko siebie, czujnie obserwując się wzajemnie.
- Musimy uratować Tośkę. – Głos mężczyzny był teraz mocny i stanowczy.
- Jak ich znajdziemy, skoro nie ma ich w „tym wymiarze”? – mówiąc ostatnie dwa słowa Magda zakreśliła znak cudzysłowia.
- I tu nam się przyda twoja moc, maleńka.
Dziewczyna zdębiała. Moja moc? Spojrzała na swoje ręce, które nadal były pokryte pięknie świecącymi listkami lodu, które mieniły się barwami tęczy przy świetle bladej latarni.
- Tak, wszystkiego się dowiesz od Tośki. I coś mi się wydaje, że będziesz zachwycona. – roześmiał się. – Ale nie czas na głupie żarty, musimy iść! Słuchaj, plan jest taki… - podszedł do dziewczyny i powiedział jej plan na ucho, jakby się bał, że ktoś niepowołany może go posłyszeć. Kiedy skończył mówić, odsunął się na kilka kroków od swojej towarzyszki. Wiatr wiał coraz intensywniej. Wszystko, co jeszcze mogło zaczęło pokrywać się śniegiem i lodem.
- Gotowa? – zapytał lekko się uśmiechając.
Magda skinęła głową. Również na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
- To znowu na trzy. Raz… Dwa… - Karo przebiegł kawałek za dziewczynę, która stała teraz do niego plecami. Nie odwracała się. Zatrzymał się kilka metrów dalej, obrócił na pięcie i najszybciej jak mógł, ruszył na Magdę. Wyglądało to, jakby chciał ją staranować. Na trzy metry przed nią skoczył i krzyknął:
- Trzy!
W tym momencie pojawiła się magia. Mężczyzna w locie zmienił się w wilka, który chcąc nie chcąc z całym impetem wpadł na dziewczynę. Oboje upadli na śnieg. Dziewczyna podniosła się szybko, zrzucając z siebie ciało towarzysza. Kiedy jego futro dotknęło ziemi, śnieg zaczął barwić się na krwisto. Dopiero po chwili dało się zauważyć, że Karo już nie wstanie. Magda kucnęła obok niego i powiedziała mu do ucha parę słów, których nie dało się zrozumieć, ponieważ wiatr nabierał na sile. Kiedy dziewczyna odsunęła usta od ucha wilka niebo pociemniało. Latarnia zgasła z piskliwym odgłosem pękającej żarówki. Iskry posypały się na śnieg, który nie stąd ni zowąd zaczął się palić. Wokół bohaterów ogień zatoczył koło. Wesoły, jednocześnie groźny, chciał dotknąć swoimi językami dwójkę przyjaciół. Wiatr w piekielnym kręgu ustał, jednak poza nim było widać, jak drzewa schylają swoje korony ku ziemi od jego natężenia.
Magda wstała i uniosła zakrwawione ręce w górę. Ciepła jeszcze krew zaczęła spływać jej po rękach i kapać maleńkimi kropelkami na twarz, po czym, wraz z grawitacją, spłynąć po twarzy i wsiąknąć w ubranie. Płyn całkowicie zmył się z dłoni dziewczyny i dopiero teraz było widać, że z wnętrza jej rąk wystają lodowe kolce. Tą właśnie bronią zabiła swojego przyjaciela. Po chwili spędzonej w milczeniu niebo nad dziewczyną otworzyło się. Snop płomieni, jaki się z niego wylał spadł wprost na bohaterów. Wielki wybuch, towarzyszący uderzeniu ognia w ziemię był tak potężny, że szyby w znajdującym się opodal domu Tosi wypadły, jakby były mikrometrycznej grubości. Trzask spadającego szkła zagłuszyło wycie wilka.
Wśród płomieni, które z każdą chwilą malały dało się zauważyć, że Karo znów ochrania swoją mocą dziewczynę, która od impetu ognia upadła na kolana. Dzielny wilk wygiął grzbiet i schował Magdę pod sobą. Cały ogień rozlewał się na boki, aby wkrótce zadusić sam siebie. Niebo zamknęło się równie gwałtownie, jak się otworzyło. Słup ognia przestał napływać, aby po chwili nastała zupełna ciemność. Minutę później na niebie rozwiały się ciemne, nieprzejrzyste chmury i zaczął ukazywać się bohaterom wschód słońca. Wielka kula dopiero pojawiała się na horyzoncie oświetlając obraz dookoła.
Karo stanął krok obok i wyprostował grzbiet. Dziewczyna otworzyła oczy, ale obraz, jaki ujrzała zaskoczył ją. Nie było to to samo zwierze, jakie znała. Karo był większy i miał dłuższą sierść. Dziewczyna ze spokojem mogła usiąść mu na grzbiecie. Karo tknął ją delikatnie nosem i polizał w czoło. Poczuła, że jego język ją parzy.
- To bolało – zaśmiała się cichutko.
Wilk warknął w odpowiedzi.
Magda rozejrzała się wokół. Świat był inny. Wszystkie budynki wokół były zawalone. Rumowiska płonęły. Z nosa nie dało się wytrzebić zapachu śmierci i zgnilizny. Chmury nad nimi piekliły się na burzę. Co chwilę ciszę tam panującą przerywał grzmot, bądź odgłos strzelającego ognia. Dopiero teraz do dziewczyny dotarło gdzie się znaleźli.
- Czyli tak wygląda ludzkie piekło? – rozejrzała się dokładniej. Kiedy obracała się, w końcu jej wzrok utkwił w oczach Kara. – Co z twoimi oczami?!
Zdziwiona dziewczyna podbiegła bliżej. Chwyciła pysk w wilka w ręce i dokładnie wejrzała w głąb oczu. Nie były już krwiście czerwone, ale płonęły żywym ogniem. Łuna, jaka od nich szła, rozchodziła się na tył głowy, przez cały kręgosłup oraz ogon. Delikatne języczki ognia muskały ręce dziewczyny nie czyniąc jej przy tym krzywdy.
- Jesteś przepiękny… - zachwyciła się. Musnęła delikatnie ustami jego mokry nos.
W tej chwili jednak Karo zerwał głowę i zaczął intensywnie wąchać.
- Mam ją! Tosia jest blisko! – Spojrzał w oczy dziewczyny, która była kompletnie skołowana. – Wsiadaj, będzie szybciej. Mamy mało czasu.

Magda nie myśląc za długo wsiadła na swojego przyjaciela i biegli przed siebie ile tylko Karo miał sił w łapach. Obraz, jaki zastał ich za zakrętem, jaki był zaledwie kilometr od miejsca początku ich przygody w Piekle, zmroził im krew w żyłach. Dziewczyna powoli zsunęła się z wierzchowca, nie odrywając wzroku od sceny, na którą patrzyli oboje, jak zaklęci.