W
śniegu dom Tosi błyszczał. Potężny gmach starej budowli mienił się bladymi
odcieniami żółci i pomarańczy, przeplatając się z niebieskimi iskierkami
śniegu.
-
Twój dom jest piękny Tosiu! – krzyknęła uradowana Magda, która pierwszy raz
widziała coś takiego.
-
To tylko dom. – Dziewczyna odpowiedziała jakby lekceważąco.
Karo
poszedł tuż za dziewczynami odwracając się co jakiś czas za siebie patrząc, czy
ktoś za nimi nie idzie. Jednak widział za sobą tylko ich własne ślady na świeżo
spadłym śniegu.
-
Dlaczego się tak obracasz? – zapytała zaciekawiona Magda, która chciała coś
powiedzieć do swojego towarzysza, ale zauważyła jego dziwne zachowanie.
-
A nic… - spojrzał jej prosto w oczy – Wydawało mi się, że ktoś nas śledzi.
-
Naprawdę? Przecież nikogo tu nie zawadzamy, więc kto by mógł…
-
Cisza! – Tosia zatrzymała się dziesięć metrów od drzwi wejściowych. Obróciła
się w stronę swoich gości i rzekła cicho – On ma rację. Ktoś za nami idzie.
Stanęli
jak wryci. Teraz cała trójka próbowała wypatrzeć kogoś pośród mroku wieczora. Tosia
przeszła przed nich. Zatrzymała się w lekkim rozkroku, mówiąc coś do siebie w
innym języku, którego żadne z dwójki towarzyszy nie rozumiało.
-
Wyłaź! – krzyczała gospodyni. – Wiem, że tu jesteś Makhranie!
Karo
i Magda spojrzeli po sobie. O kim ona
mówi? Mężczyzna coś wyczuł. Natychmiast do jego nozdrzy, po wypowiedzeniu
przez Tosię imienia obserwatora, dotarł zapach siarki.
-
Uciekaj! – krzyknął Karo, poczym skoczył w stronę Tosi. W locie zaczęła się
magia. Karo skoczył jako mężczyzna, a wylądował jako wilk. Zupełnie odmieniony.
Magda nie wiedziała, co się dzieje. Stała jak wryta w podłoże, które zaczęło
osuwać jej się spod nóg.
-
Słabo mi… - powiedziała, po czym wylądowała na śniegu.
Nikt
jej jednak nie usłyszał. Ramię w ramię przed nią miała się rozegrać bitwa
między tajemniczym Makhranem, a jej towarzyszami.
-
Karo, na trzy! Raz… Dwa… Trzy! – Tosia wystartowała w stronę, z której
przyszli, a Karo poszusował za nią. Przez chwilkę było widać ognisty rozbłysk
płomiennowłosej dziewczyny. Co tu się
dzieje?! Myśli Magdy nie dawały jej spokoju.
Siedziała
nadal na śniegu nie wiedząc co się dzieje. Nie mogąc się ruszyć spojrzała na
swoje sine od zimna ręce. Unosząc je do twarzy, zauważyła, że pokryte są czymś,
co wyglądało jak maleńkie łuski, które iskrzyły się w świetle pomarańczowej
latarni.
-
Magda! – zawołał Karo, biegnący w jej stronę. – Musisz nam pomóc! Tosia nie
daje już rady!
Zatrzymał
się z poślizgiem tuż przed dziewczyną dalej zapatrzoną w swoje ręce.
-
Co… Co się dzieje? – spytał niepewnie, jakby dopiero co się obudziła ze snu.
-
Nie ma czasu! Szybko! – ukłonił się tak, żeby Magda mogła chwycić się jego
futra i pomógł jej wstać.
Dziewczyna
nie otrzepując się pobiegła za przodującym jej wilkiem. Kiedy zwierzę odwróciło
łeb dopiero teraz bohaterka zauważyła, że oczy towarzysza są krwisto czerwone,
a ich poświata dałaby się zauważyć w kompletnej ciemności.
-
Tosia! – krzyknął, kiedy byli już przy moście spod którego gospodyni prowadziła
ich do swego lokum.
-
Tutaj! – krzyk poniosło echo, a potem nastała kompletna cisza.
Dziewczyna
i wilk zatrzymali się nasłuchując chociażby najcichszego szmeru, który pomógłby
zlokalizować pozycję Tosi. Jednak po długich sekundach nic nie usłyszeli.
Karo
powiedział cichutko:
-
Magdo… Chyba ją straciliśmy.