Karo biegł co sił, żeby
być jak najszybciej w domu swojej pani. Droga nie była skomplikowana, więc
wiedział, że się nie zgubi. Zaczęło się ściemniać, latarnie na ulicach zabłysnęły
miękkim, żółtym światłem. Pies zauważył, że do jego domu pozostało jedynie parędziesiąt
metrów. Zwolnił kroku, po chwili się zatrzymał i patrzył prosto w okno na
piętrze, gdzie sypialnię miała Magda.
Dom w promieniach
wieczornego słońca wydawał się większy i bardziej masywny. Szare ściany
poczerniały, cienie przy oknach zaczęły się powoli powiększać. Świat już wie, pomyślał Karo. Powoli
zaczął zbliżać się do drzwi. Wiedział, że właściciele jeszcze nie śpią, więc
może wpuszczą go do domu.
Do drzwi pozostało mu
kilka kroków. Usiadł na pierwszym ze stopni schodów i głośno szczeknął. Nie
usłyszał żadnych kroków, więc zawył głośno i położył łeb tak, że gdyby ktoś
wyszedł z domu, miałby go pod nogami. Po chwili słyszał podniesione głosy,
stłumione przez drzwi.
- … to na pewno Karo! –
krzyknęła dziewczyna, której głos znał doskonale. Podniósł uszy, żeby słyszeć
wyraźniej.
- Na pewno nie. Od
uciekł od nas, zrozum to… - głos Artura także poznał bez najmniejszego
problemu.
Karo podniósł głowę,
szczeknął donośnie. Teraz wiedział, że obie osoby, które tak bardzo kochał, są
tuż za drzwiami. Po chwili usłyszał szybkie kroki w jego stronę. Podniósł uszy,
nasłuchiwał. Nagle klamka w drzwiach opadła w dół, najwyraźniej pod ciężarem
czyjeś ręki. Karo wstał, zaczął machać ogonem. Drzwi otworzyły się powoli na
szerokość dłoni. W szparze ukazała się twarz dziewczyny.
- Karo! – krzyknęła,
otwierając drzwi na oścież. – Wróciłeś! – Dziewczyna rzuciła się na niego,
przytulając mocno do piersi. Karo poczuł, że jego sierść zaczyna się robić
wilgotna za uchem. Dziewczyna płakała. – Już myślałam, że... Do mnie... nie
wrócisz. – mówiła zapłakana.
Magda nie zauważyła, że
za nią stoi Artur z otwartymi ustami. Karo szczeknął, trącił ostrożnie dziewczyną,
żeby się odwróciła.
- Mówiłam ci tato, że
wróci – mówiła przez łzy, głaszcząc psa.
- Nie wierzyłem w to…
Nie wierzę, że… - podszedł do psa, delikatnie dotknął głowy psa i zastygł.
- Tato, co ci jest? –
spojrzała na ojca podejrzliwie. Wstała z kolan, otrzepała je i stanęła obok
psa. – Tato, możemy go wpuścić z powrotem do domu? Proszę…
- Dobrze kochanie. –
Głos ojca dziewczyny nie wskazywał na to, że podoba mu się ten pomysł.
Dziewczyna doskonale to wyczuła, ale wolała to przemilczeć. Cieszyła się, że
Karo znów jest obok niej. Magda chwyciła Kara za obrożę i ostrożnie wprowadziła
do domu.
Na dworze zapadł już
mrok. Lampka, którą zamontował Artur nad drzwiami frontowymi zaczęła migotać.
Nikt tego nie zauważył, ale Karo nagle postawił uszy.
- Spokojnie piesku –
powiedziała Magda – zaraz dam ci jeść i idziemy spać. Pewnie chcesz się
położyć, co? – Głaskała Kara. Po chwili poszła do kuchni nałożyć mu jedzenia. W
tym czasie pies poszedł do Artura.
Kiedy tylko podszedł do
pokoju mężczyzny położył agresywnie uszy i zaczął warczeć. Delikatnie trącił
uchylone drzwi do pokoju ojca Magdy. Kiedy zobaczył to, co się dzieje w środku,
krew w nim zamarła.
Pokój wyglądał jak
zwykłe biuro. Jedno okno, wychodzące na ulice, przed nim biurko z komputerem i masą papierów. Na lewej ścianie
ogromna biblioteczka z książkami najróżniejszych gatunków, segregatorami z
napisem „WAŻNE” oraz „DOKUMENTY”. Po prawej stronie, wisząca półka z nagrodami z
pracy, pucharami golfowymi oraz zdjęciem Magdy i Lilianny, kiedy jeszcze była z
nimi. Na samym środku siedział Artur na swoim ulubionym, obrotowym krześle.
Karo wiedział, że jest tam ktoś jeszcze. Tuż przy nim, za drzwiami stała
postać, której spojrzenie dobrze znał. Czarownica wyszła zza swojej zasłony i
zaśmiała się okrutnie.
- Wiedziałam, że w końcu
się dowiesz, że jestem w tej rodzinie już od dawna… - zachichotała.
Karo szczeknął, żeby
zwrócić uwagę właścicielki. Słyszał, jak powiedziała, że zaraz będzie miał
pełną miseczkę.
Nie
o to mi chodziło, pomyślał. Owczarek nie wiedział, że ma
biec po dziewczynę, żeby na siłę ją zaciągnąć do pokoju ojca, czy zająć się
czarownicą. Wybór należał tylko do niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz