Las szumiał im w uszach. Liście przetaczały się po ściółce. Mech pod
rękoma był zimny i mokry. Magda czuła się lepiej. Dźwięki lasu, przyjaciel
obok, żadnych trosk, nieprzyjemności. Po prosu czuła się, jak w raju. Karo
przysiadł obok na chwilę, ale wstał szybko, goniąc za padalcem, który przeszedł
dość blisko glanów dziewczyny.
- Zostaw go, mały. – powiedziała spokojnie. – Nic nam nie zrobi. –
uśmiechnęła się i pochyliła nad jaszczurką. Wzięła go na ręce.
Zwierze wiło się po dłoniach, jak wąż. Czuła każdą łuskę ocierającą
się o skórę. Miłe uczucie, pomyślała. Po chwili wypuściła go na ziemię, po czym
wstała wycierając ręce w spodnie. Karo stał zaciekawiony, patrząc na oddającego
się gada. Jedno ucho psa nagle odwróciło się, nasłuchując. Później obrócił całą
głowę i w końcu całego siebie. Zaczął wściekle ujadać na coś, co znajdowało się
na nimi. Magda stanęła bokiem do obiektu, który był źródłem wściekłości psa,
obróciła głowę i jej oczom pokazał się widok, jakiego oczekiwała. Artur.
- Wybacz mi kochanie. Ja… Ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. –
ojciec dziewczyny podchodził coraz bliżej.
- Nie zbliżaj się. – powiedziała szybko. Mężczyzna zatrzymał się w
miejscu.
Pies postąpił kilka kroków naprzód. Artur cofnął się o krok.
- Trzymaj psa, proszę. Nie chcę wam nic zrobić. Proszę, Madziu… -
rozłożył ręce w obronnym geście.
- A co będzie, jak nie wrócimy? Zawiodłeś nas. Mnie i jego. – pokazała
dłonią w stronę Kara. – Myślisz, że on nie ma ci tego za złe? Przecież uciekł.
Dlaczego wolisz ten głupi instrument od nas? – pytania ciągnęły się za nią, jak
nitka z poprutego swetra. Nie mogła spleść sensownego zdania. Wszystko zaczęło
się kłębić i zapętlać. Czuła, jak zapada się w sobie.
Serce biło coraz wolniej. Krew, zastygła już na policzkach znów się
rozgrzała. Powoli spływające strugi szkarłatu dotykały kołnierzyka. Sekundy
ciągnęły się nieubłaganie. Zamknęła na moment zmęczone oczy. Gdy je otworzyła
ojca nie było już przed nią. Świat zaszedł ją mgłą, kiedy tylko ruszyła głową w
bok. Złapała rękoma głowę, jakby miała jej za chwilę odpaść. Ból był nie do
zniesienia. Pies zaczął skomleć.
- Magda, coś ci jest? – usłyszała głos zza siebie. Odwróciła się, ale
było za późno, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Ciężka belka uderzyła ją prosto w
ucho. Siła uderzenia była tak wielka, że poszybowała kilka metrów, po czym
spadła na ściółkę, nieprzytomna.
Ból głowy rozsadzał jej czaszkę. Poczuła, że wszystkie rany na twarzy,
jakie przyniosła ze sobą ze szkoły, było otwarte i sączyła się z nich krew.
- Dzielna jesteś, mała. – powiedział chłopak, siedzący tyłem do niej.
Długie, lokowane włosy opadały ma na ramiona.
- Życie mnie nauczyło. Kim jesteś? – powiedziała do nieznajomego.
Usiadła i uderzyła się w coś głową. – Au. – spojrzała nad siebie. Była w
szałasie. To, co wbiło jej się w głowę, to po prostu gałąź.
- Uważaj na główkę. – zaśmiał się. – Nie martw się, jestem
przyjacielem. Nie wrogiem. O nie, na pewno nie wrogiem. – Magda zauważyła, że
zamknął nóż, który trzymał w rękach, a teraz chowa go do kieszeni. – Wyjdźmy
stąd. Słońce zaszło, więc nie musisz się o nic martwić.
- Gdzie jest mój pies? – zmieniła szybko ton wypowiedzi.
- Pies? Ahh tak. Ten człowiek, który cię zaatakował go zabrał.
Strasznie mu na nim zależało. W oczach tego kolesia było widać czyste
szaleństwo. Nie zazdroszczę, a nawet współczuję temu, dla kogo ten cham jest
ojcem. – chłopak wyszedł z szałasu.
- Nie chcę nic mówić, ale… - powiedziała cicho. Spuściła szybko oczy w
dół.
- Mówiłaś coś?
- Nie, absolutnie nic.
Chłopka poprowadził ją głosem do wyjścia z szałasu. Noc była piękna.
Nadal byli w lesie, tyle że o wiele, wiele głębiej. Magda bardzo chciała
wiedzieć, kim jest ten człowiek. Ponowiła więc pytanie o jego tożsamość.
- Mów mi na razie Imikira. Więcej ci nie trzeba, słonko. – spokojnie
odpowiedział. Zachowywał się tak, jakby znał Magdę od lat. – Ty nie znasz mnie,
ale ja znam ciebie. Dużo tajemnic, co?
- Tak, to prawda. – przytaknęła.
To wszystko jest jak sen, pomyślała. Dlaczego znowu jestem sama? Nie
dość, że matka zmarła tak wcześnie, to jeszcze ojciec oszalał. A Karo? Kochany
pies. Co ja teraz zrobię? Znowu sama.
Poczuła, że powoli pękają w niej emocje. Wielki, kamienny mur na sercu
zaczyna pękać, łamać się. Kawałek po kawałku spadają części muru na
powierzchnię serca, która zaczyna krwawić z bólu. Nie będzie płakać. O nie.
Tego by było za wiele. Nie uroni łzy, bo znowu jest sama. Nie. Da sobie radę, jak
zawsze. I to sama. Zrobiło jej się tylko smutno, bo straciła Kara. Przyjaciela.
A Dawid? Ania? Co z nimi?
Dopiero teraz sobie o nich przypomniała.
- Gdyby byli prawdziwi, to już by tu byli. Nie oszukujmy się. –
Imikira podszedł do niej i mocno przytulił od tyłu. – Mam coś, co pomoże ci ich
i mnie zrozumieć. – Jedną rękę nadal miał na barkach dziewczyny, a drugą
sięgnął po coś do kieszeni. Podał jej plik jakichś kartek. Zdjęcia.
Wzięła je do rąk. Chłopak odsunął się trochę i usiadł na ziemi, bokiem
do niej.
Zdjęć było ponad dwadzieścia. Na każdym byli jej przyjaciele. Dawid i
Ania. I zawsze byli radośni, uśmiechnięci i zadowoleni. Jednak to nie wzbudziło
w niej żadnej reakcji. Przecież wiedzieli, że Magda do siebie radę. Coś jednak
zaniepokoiło dziewczynę przy ostatnim zdjęciu. Przedstawiało ono zdjęcie kartki
papieru. Liścik z lekcji, pomyślała. Nic jednak nie mogła przeczytać.
- Co jest na ostatnim zdjęciu? Nie mogę przeczytać.
- Dlatego wyciągnąłem go z kosza, jak już skończyli. – wyciągnął nogi
i wsadził rękę do kieszeni. Z jeansów wyciągnął pognieciony kawałek papieru. –
Proszę, czytaj. Poznaj prawdę o swoich przyjaciołach.
Karta rzucona przez chłopaka spadła dokładnie między glany Magdy.
Podniosła ją i usiadła na ziemi po turecku. Odwinęła papier. Charaktery pisma
się zgadzały. Zaczęła czytać.
Jak tam?
Martwie sie o Magde.
Zostaw te szmate.
Nie widzisz, ze sciemnia wykorzystuje Cie, jak tylko sie da?!
Co ty
pieprzysz?!?!?! To najlepsza osoba jaka znam..
Kłam sobie, kłam. Ma
ojca szajbusa, sama tez jest chora psychicznie. Widziałam, jak psychopatycznie
patrzyła na ciebie. Wez sie ogarnij kochanie. To ja cie kocham! JA!
Wszystko… To prawda?
Myslalem, ze klamia! Ale to prawda?! Wiesz co, przyznam sie. Przebywalem z nia
po to, zeby jej bylo milo, a przy okazji mialem darmowe zaproszenia na obiady
itd. Mmm, jej stary wysmienicie gotuje.
Olac kuchnie. Ona
cie olała, a ja cie kocham!!! Ciebie i nikogo wiecej. Jestes naprawde
wspaniały…
Ja… Ja nie wiem co
powiedziec, ale… Tez cie kocham, Aniu. Od samego poczatku wpadlas mi w oko.
Zostawiamy ja?
Tak. Niech sobie
gnije.
Hahaha… Idziemy do
niej dla niepoznaki po szkole?
Mta, Trza by bylo
sie przywitac.
Nie czytała już dalej. Zawiodła się nawet na kimś, kogo znała
praktycznie całe życie.
- Skąd to wszystko masz? – powiedziała do chłopaka, który wiedział, że
Magda nie okaże emocji.
- Ze szkoły. Twojej. Ukradłem, można powiedzieć. Dlaczego? Bo wiem,
jak to jest kogoś stracić. A teraz ładuj się do szałasu. Już bardzo późno.
Słońca prawie nie ma, więc idziemy spać.
Posłusznie weszła do szałasu, będąc jeszcze w szoku. Dlaczego oni mi
to robią? Co ja im zrobiłam? Kim ja do cholery jestem!
Imikira wskazał jej miejsce, w którym powinna się położyć. Grzecznie
poległa na ciepły mech.
- Jutro wszystko się wyjaśni… - powiedział, zasłaniając wejście do
szałasu. Nastała kompletna ciemność…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz