Po powrocie do domu, pierwsze co zrobiła,
to poszła się umyć. Dwadzieścia minut później była już czysta, przebrana i
siedziała na kanapie w salonie.
- Co tam, Młoda?
Artur podszedł niezauważenie do kanapy.
Miał przed sobą tacę, na której były dwa wysokie kubki. Zniżył tacę na wysokość
Magdy oczu, po czym dziewczyna wzięła czarny kubek z diabełkiem.
- Nic się nie dzieje. Cieszę się, że jestem
w końcu w domu. – uśmiechnęła się.
Ojciec usiadł obok niej, zabrał zielony
kubek w liście i położył tacę na stoliku przed nimi.
- Powiedz mi… - zaczął – jak to się stało,
że tak się oddaliliśmy?
Zegar wybił właśnie pełną godzinę. Magda
spojrzała na ścianę, gdzie owy zegar wisiał. Siedemnasta. Dlaczego ojciec nie jest w pracy?
- Wiesz… - niepewność w głowie wzięła górę
– ja… Nie wiem. Może coś się stało ze mną, po tym jak oni mnie zdradzili,
głupie stworzenia.
- Co? Kto? – Artur zdziwił się tym, co
powiedziała Magda. Nadal sądził, że najlepszą paczką, jaką można byłby sobie
wymarzyć była właśnie paczka złożona z jego córki, Dawida i jakiejś koleżanki z
klasy. – Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Bo się oddaliliśmy.
Beznamiętny ton głosu zdradził jej
wściekłość. Nie dziwiło to jednak Artura.
Przez jego głowę przewijał się teraz film z
jego życia. Wszystko zwolniło przy tym, jak Lilianna umarła. Nie wiedział, czy
da radę z małą Magdą, która ciągnęła do szczęśliwego życia mimo wszystko.
Wiedział, że da z siebie wszystko, żeby zapewnić jej dostatni dom, ale…
- O czym myślisz? – powiedziała głośniej
dziewczyna, upijając łyk ciepłego kakała. – Widzę, że się zamyśliłeś.
- A tak. To nic. – Jedyne, na co go teraz
było stać, to ciepły uśmiech.
Nagle słychać dzwonek do drzwi. Karo
poleciał już szczekać pod wejście.
- Karo, cicho! Pójdę otworzyć. – zwrócił
się do Magdy.
Ojciec wstał, odstawiając na stół kubek z
mlekiem czekoladowym i pomaszerował do drzwi. Pogłaskał psa, chwycił go za
obrożę i powoli otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się para osób – Dawid i
Ania.
- Dzień dobry – powiedział Dawid. –
Przyszliśmy zobaczyć, co się dzieje z Magdą. Martwimy się.
Magda słysząc kłamstwo wstała i poszła do
swojego pokoju na piętrze. Głośno zamknęła za sobą drzwi.
- Widzicie… nie jest w humorze. Może
przyjdźcie innym razem, co? – Artur próbował delikatnie powiedzieć im, że mają
sobie iść.
- Ale my tylko na chwilę. – Dawid wepchnął
się do domu. – Obiecuję, że nie zabalujemy do nocy.
Ania poszła w jego ślady. Ojciec
dziewczyny, stojąc osłupiały arogancją chłopaka w drzwiach, zamknął je, po czym puścił psa. Czuję, że Magda mnie kiedyś za to znienawidzi, pomyślał.
Karo pobiegł szybko na górę, mijając parkę,
która idąc po schodach trzymała się jeszcze za rękę. Dopiero przed zapukaniem
do drzwi ich ręce się rozstały. Dawid zapukał:
- Magda… Magda, jesteś tam?
- Jestem, już otwieram.
Powoli było słychać dźwięk otwieranego
zamka. Kiedy dźwięk ucichł, Dawid nacisnął na klamkę. Popchnął drzwi, które
bardzo płynnie ustąpiły. Zrobił krok do przodu i zaczął z uśmiechniętą twarzą:
- No siemka! My tu w odwiedziny
przychodzimy, a ty…
Pierwsze, co Dawid zobaczył po otwarciu
drzwi był wielki i ciężki kij baseballowy, który z gracją cegły przygrzmocił mu
w twarz. Magda zamachnęła się tak mocno, że zaraz po uderzeniu kij wypadł jej z
rąk.
- Palancie jebany! Masz czelność tu jeszcze
przychodzić?! Wypierdalaj stąd!
Od dziewczyny biła wściekłość. Spała, bo
włożyła w uderzenie prawie całą swoją siłę. Dawid leżał na ziemi i kulał się z
bólu. Łapał się za twarz, chciał się podnieść, ale Magda przygniotła go nogą do
ziemi. Ania stała jak wryta patrząc na całą sytuację. Sparaliżowana strachem
nie zauważyła, że Karo zaczyna obgryzać jej wiszące paski od plecaka.
- A ty to co, zdziro? – Magda oparła się o
futrynę z trumfem. – Chcesz jeszcze coś powiedzieć?
Ania nie mogła wydusić z siebie słowa.
Zeszła więc kilka schodów niżej, ale potknęła się o Kara, który stał na
schodach i runęła na dół.
Magda przewróciła Dawida na plecy, żeby
mogła spojrzeć mu w twarz. Zobaczyła, że ma rozciętą wargę i krwotok z nosa.
Chłopak spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. Magda przykucnęła obok głowy Dawida
i powiedziała spokojnym głosem:
- Zejdź mi z oczu, łazęgo.
Tak szybko, jak tylko dziewczyna skończyła
zdanie, Dawid podniósł się i uciekł w dół, wylatując z domu na ulicę. Nie
zwracał uwagi na Anię, która minutkę później wybiegła za nim, krzycząc, że ma
się zatrzymać. Artur, który cały czas stał przy drzwiach, zamknął je teraz
spokojnie i spojrzał na Magdę.
- Wiesz… Chyba musimy poszukać nowego
miasta dla nas – powiedział uśmiechając się szczerze do niej.
Magda wiedziała, że i tak prędzej, czy
później będą musieli się wyprowadzić, a to był idealny powód, żeby zostawić już
tu te stare śmieci i ruszyć dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz