Niebo zczerniało. Karo odsunął
się trochę. Chciał rozpętać burzę. Zawył do nieba, zmienił się w żywiołaka
powietrza i uniósł się na skrzydłach. Leciał w chmury. Nagle z obłoka wyszła
błyskawica. Walnęła wprost w pobliskie drzewo. Nie zrobiło to na mnie za dużego
wrażenia. Miałam siebie dość. Dlaczego ja nie zginęłam? Dlaczego się schowałam?
Dlaczego nic nie zdziałałam? Jestem nic nie warta, myślałam sobie. Dręczyło
mnie to co się stało. Karo w końcu wyszedł zza chmury. Zmienił się znów. Ty
razem normalny podszedł do mnie, i łapą podniósł mi łeb. Otarł łzy i rzekł:
- Nie obwiniaj się już.
To nie jest Twoja wina.
- Moja! Mogłam coś
zrobić, a nie stać tylko za kamieniem! To moja wina...
Znów się rozpłakałam. Obróciłam
łeb w stronę, już zimnego, ciała Makuru. Musiałam coś zrobić.
- Pomożesz mi?
- W czym? - spytał
niepewnie. Wiedział, że coś knuję.
- Pochowajmy go. Choć
tyle będę mogła dla niego zrobić.
- Cieniu! Ale to jest
smok, gdzie Ty go chcesz pochować?
- Wykopiemy ogromny dół
i zakopiemy ciało. Proste.
Od razu wzięliśmy się do
roboty. Karo pomógł mi wykopać dół. Po skończonej pracy poszliśmy się szybko
opłukać, w płynącej niedaleko rzece. W drodze powrotnej nazbierałam parę róż.
Chciałam jakoś uczcić przyjaciela. Karo nazbierał trochę chrustu, liści,
kamieni oraz dwa dość grube patyki. Wróciliśmy do, już lodowatego, ciała
Makura. Odłożyliśmy wszystkie przedmioty na bok. Podeszliśmy do ciała i z całej
siły pchnęliśmy je, tak aby wpadło do dołu. Pochówek idealny. Karo pomógł mi
zakopać ciało. Po skończeniu pracy podniosłam róże, które wcześniej
nazbierałam. Karo poszedł po patyki. Ułożył z nich krzyż, związując go
kawałkiem ścięgna wyciągniętego wcześniej ze smoka. Postawił znak nad głową
Makura i cofnął się. Podeszłam do krzyża. Położyłam róże i zapłakałam. Po
chwili milczenia odwróciłam się i powiedziałam do Kara, który był wpatrzony w
krzyż:
- Karo, po co Ci były te
kamienie, liście jakichś dziwnych roślin i chrust? Co chcesz z tym zrobić?
- Zrobimy ognisku przy
krzyżu. Dusza smoka pójdzie wtedy do zorzy. Będzie tam szczęśliwy i na pewno
będzie na Ciebie spoglądał. - uśmiechnął się.
- Masz racje...
Będzie... Będzie tam szczęśliwy.
Pomogłam mu w ustawieniu
ogniska. Po skończeniu pracy, jednym ruchem Karo rozniecił ognień. Po chwili z
ziemi wydobył się obłok. Była to dusza Makura. Poszybowała wprost do nieba. Po
zniknięciu obłoka z naszych oczu, zaczął padać grad. Schowaliśmy się za
kamieniem. Ogromne liście jakiegoś drzewa chroniły nas od gradobicia.
Po dwóch godzinach bezustannego bicia w końcu zza chmury wyszło słońce. Wyszliśmy z kryjówki i rozprostowaliśmy kości. Po chwili powiedziałam:
- Karo, nie mam co
zwlekać. Muszę iść nad Kirrert'e. Idziesz ze mną?
- Nie. Zostanę tutaj,
ale pamiętaj, że będę zawsze blisko - mrugnął znacząco.
- Dobrze. Dziękuję Ci za wszystko.
- Dobrze. Dziękuję Ci za wszystko.
Odwróciłam się i poszłam wzdłuż
rzeki. Wiedziałam, że po pewnym czasie wpada do niej Kirrert, czyli mój cel.
Szłam długo. Niczego nie mogłam znaleźć do jedzenia, więc szybko opadałam z
sił. Przy samej końcówce witalności w końcu zauważyłam rzekę przy której
mieszkała rodzina Makuru. Szłam wzdłuż wody. W końcu doszłam do ogromnej groty,
przed którą leżała smoczyca, prawdopodobnie Kazana. Ostrożnie podeszłam bliżej.
Smoczyca podniosła się i rzekła:
- Czego tu szukasz
maluszku?
Zdziwiło mnie to, w jaki sposób
do mnie powiedziała. "Maluszku", co to ma znaczyć w ogóle. Przecież
smoki wampirze i wilki się nie znoszą.
- Szukam matki Makuru,
Kazany. Czy to Ty?
- Tak. Co się stało?
Wejdź do środka.
Opowiedziałam jej wszystko. Patrzyła
na mnie z niedowierzaniem.
- Jak to możesz
udowodnić? – powiedziała
- Leć wzdłuż rzeki z nad
której przyszłam. Nie daleko brzegu zobaczysz ogromny grób. Poznasz po krzyżu z
patyków.
Kazana, nie wiele myśląc,
wyszła z jaskini, omal mnie nie zadeptując. Wzbiła się w powietrze, a gdy ja
wyczołgałam się z groty, jej już nie było. Wróciła po chwili. Wylądowała przede
mną.
- Nie kłamałaś... Kim Ty
jesteś? Każdy wilk zawsze mnie okłamywał...
- Jestem Cień z rodu
Lairy. Wiem co o nas myślisz. Słyszałam od Makuru całą historię.
- Nie wiedziałam, że Ty
to TY! - ryknęła groźnie. - ta blizna na oku... Nie poznałam Cię przez nią.
Skąd ją masz?
- Od przyjaciela... Ale
cóż. Makuru powiedział, że masz dla mnie jakąś misję.
- Tak mam.
Zbliżyła się do mnie i zaczęła
mówić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz