13 maja 2012

XIII.


Niebo zczerniało. Karo odsunął się trochę. Chciał rozpętać burzę. Zawył do nieba, zmienił się w żywiołaka powietrza i uniósł się na skrzydłach. Leciał w chmury. Nagle z obłoka wyszła błyskawica. Walnęła wprost w pobliskie drzewo. Nie zrobiło to na mnie za dużego wrażenia. Miałam siebie dość. Dlaczego ja nie zginęłam? Dlaczego się schowałam? Dlaczego nic nie zdziałałam? Jestem nic nie warta, myślałam sobie. Dręczyło mnie to co się stało. Karo w końcu wyszedł zza chmury. Zmienił się znów. Ty razem normalny podszedł do mnie, i łapą podniósł mi łeb. Otarł łzy i rzekł:
  - Nie obwiniaj się już. To nie jest Twoja wina.
  - Moja! Mogłam coś zrobić, a nie stać tylko za kamieniem! To moja wina...
Znów się rozpłakałam. Obróciłam łeb w stronę, już zimnego, ciała Makuru. Musiałam coś zrobić.
  - Pomożesz mi?
  - W czym? - spytał niepewnie. Wiedział, że coś knuję.
  - Pochowajmy go. Choć tyle będę mogła dla niego zrobić.
  - Cieniu! Ale to jest smok, gdzie Ty go chcesz pochować?
  - Wykopiemy ogromny dół i zakopiemy ciało. Proste.
Od razu wzięliśmy się do roboty. Karo pomógł mi wykopać dół. Po skończonej pracy poszliśmy się szybko opłukać, w płynącej niedaleko rzece. W drodze powrotnej nazbierałam parę róż. Chciałam jakoś uczcić przyjaciela. Karo nazbierał trochę chrustu, liści, kamieni oraz dwa dość grube patyki. Wróciliśmy do, już lodowatego, ciała Makura. Odłożyliśmy wszystkie przedmioty na bok. Podeszliśmy do ciała i z całej siły pchnęliśmy je, tak aby wpadło do dołu. Pochówek idealny. Karo pomógł mi zakopać ciało. Po skończeniu pracy podniosłam róże, które wcześniej nazbierałam. Karo poszedł po patyki. Ułożył z nich krzyż, związując go kawałkiem ścięgna wyciągniętego wcześniej ze smoka. Postawił znak nad głową Makura i cofnął się. Podeszłam do krzyża. Położyłam róże i zapłakałam. Po chwili milczenia odwróciłam się i powiedziałam do Kara, który był wpatrzony w krzyż:
  - Karo, po co Ci były te kamienie, liście jakichś dziwnych roślin i chrust? Co chcesz z tym zrobić?
  - Zrobimy ognisku przy krzyżu. Dusza smoka pójdzie wtedy do zorzy. Będzie tam szczęśliwy i na pewno będzie na Ciebie spoglądał. - uśmiechnął się.
  - Masz racje... Będzie... Będzie tam szczęśliwy.
Pomogłam mu w ustawieniu ogniska. Po skończeniu pracy, jednym ruchem Karo rozniecił ognień. Po chwili z ziemi wydobył się obłok. Była to dusza Makura. Poszybowała wprost do nieba. Po zniknięciu obłoka z naszych oczu, zaczął padać grad. Schowaliśmy się za kamieniem. Ogromne liście jakiegoś drzewa chroniły nas od gradobicia.

Po dwóch godzinach bezustannego bicia w końcu zza chmury wyszło słońce. Wyszliśmy z kryjówki i rozprostowaliśmy kości. Po chwili powiedziałam:
  - Karo, nie mam co zwlekać. Muszę iść nad Kirrert'e. Idziesz ze mną?
  - Nie. Zostanę tutaj, ale pamiętaj, że będę zawsze blisko - mrugnął znacząco.
  - Dobrze. Dziękuję Ci za wszystko.
Odwróciłam się i poszłam wzdłuż rzeki. Wiedziałam, że po pewnym czasie wpada do niej Kirrert, czyli mój cel. Szłam długo. Niczego nie mogłam znaleźć do jedzenia, więc szybko opadałam z sił. Przy samej końcówce witalności w końcu zauważyłam rzekę przy której mieszkała rodzina Makuru. Szłam wzdłuż wody. W końcu doszłam do ogromnej groty, przed którą leżała smoczyca, prawdopodobnie Kazana. Ostrożnie podeszłam bliżej. Smoczyca podniosła się i rzekła:
  - Czego tu szukasz maluszku?
Zdziwiło mnie to, w jaki sposób do mnie powiedziała. "Maluszku", co to ma znaczyć w ogóle. Przecież smoki wampirze i wilki się nie znoszą.
  - Szukam matki Makuru, Kazany. Czy to Ty?
  - Tak. Co się stało? Wejdź do środka.
Opowiedziałam jej wszystko. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
  - Jak to możesz udowodnić? – powiedziała
  - Leć wzdłuż rzeki z nad której przyszłam. Nie daleko brzegu zobaczysz ogromny grób. Poznasz po krzyżu z patyków.
Kazana, nie wiele myśląc, wyszła z jaskini, omal mnie nie zadeptując. Wzbiła się w powietrze, a gdy ja wyczołgałam się z groty, jej już nie było. Wróciła po chwili. Wylądowała przede mną.
  - Nie kłamałaś... Kim Ty jesteś? Każdy wilk zawsze mnie okłamywał...
  - Jestem Cień z rodu Lairy. Wiem co o nas myślisz. Słyszałam od Makuru całą historię.
  - Nie wiedziałam, że Ty to TY! - ryknęła groźnie. - ta blizna na oku... Nie poznałam Cię przez nią. Skąd ją masz?
  - Od przyjaciela... Ale cóż. Makuru powiedział, że masz dla mnie jakąś misję.
  - Tak mam.
Zbliżyła się do mnie i zaczęła mówić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz