13 maja 2012

XXIV.


Czas ruszać, pomyślałam. Nie mogłam siedzieć tu dłużej. Nie miało to najmniejszego sensu, a trochę do szczytu jeszcze zostało. Nie mogłam tracić czasu.
  - Ostatni raz spojrzę na Księżyc - westchnęłam.
Tak też zrobiłam. Jednak, gdy tylko moje oczy znalazły się na tarczy Księżyca, to nie mogłam uwierzyć kogo tam widać. To był wilk, ale nie jakiś zwykły. To był sam Kraig. Ale... Jak on... Jak on się mógł tam znaleźć. Przecież nigdy go nie widziałam, a teraz patrzę na Jego postać widniejącą na tarczy Księżyca.
  Wilk był bardzo piękny. Po prostu ideał. Jego futro było czarno-szare. Zwłaszcza ta szarość pasowała idealnie do jego pięknego pyska. Nawet ta blizna, którą miał przy oku pasowała. Pamiętałam, że ja miałam taką samą. Także na oku. Powoli dotknęłam łapą blizny. Była ciepła i pulsowała delikatnie. Co to oznaczało? Może to przez tę wędrówkę? Coś mogło mi zaszkodzić...
  Nie miałam czas dłużej nad tym myśleć. Opuściłam powoli głowę, żeby rozluźnić na chwile mięśnie karku, po czym podniosłam ją z powrotem. Kraiga już nie było. Wielka tacza była jednak bardziej czerwona niż wcześniej. Poczułam, że muszę zawyć. Nabrałam więc powietrza w płuca i zawyłam. Echo poniosło mój głos bardzo daleko. Czułam się lepiej. Nie wiem, czy to przez wycie, czy może przez blask księżyca.
  Nagle poczułam, że ktoś lub coś za mną stoi. Wiedziałam, że wzgórze przy Krainie Cienia nie jest najbezpieczniejsze, ale czemu to spotkało właśnie mnie. Przecież niczym nie zawiniłam, nikogo tutaj nie zabiłam, bo wiedziałam co mi grozi.
  Powoli zaczęłam się odwracać. Cień tej postaci przypominał ptaka. Ogromnego ptaka z dziobem zakrzywionym z dół, jakby tylko czekał, żeby zbić mi go w czaszkę. Gdy tylko odwróciłam głowę tak, żeby go widzieć poczułam silny strumień powietrza. Postać wzbiła się wysoko ponad skałę, na której stałam i nagle, z niezwykłą prędkością zaczęło spadać na mnie. Niewyobrażalnie wysoki głos, jaki wydobył się z czeluści jego gardła aż usadził mnie w miejscu. Nie mogłam się ruszyć. Ptak był już blisko, ale nagle z cienia wyłoniła się kolejna postać. Tym razem był to wilk. Widziałam, jak rzuca się z kłami na to wielki ptaszysko, które omal mnie nie zabiło. Patrzyłam na to całe zajście, aż do momentu, kiedy wilk wskazał mi jaskinię ukryta w cieniu, której wczesnej nie widziałam. Posłusznie do niej poszłam, ale sekundę wcześniej blask odbitego światła od Księżyca padł na łeb wilka. Miał ogromną, krwawiącą ranę przy oku. Znów dotknęłam swoją bliznę. Tym razem była zadziwiająco lodowata.
  Weszłam do jaskini. Unosił się w niej dość miły zapach. Miły? A cóż to znaczy, że lód ma miły zapach, mówiłam do siebie.
  Rzeczywiście był to lód. Cała jaskinia była nim pokryta. Weszłam jeszcze dalej. W końcu doszłam do jej końca. Nie była to wcale tak duża jaskinia, jakby się miało zdawać. Mogła pomieścić pół średniego stada. Położyłam się pod zachodnią ścianą - była chłodniejsza. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że niczego innego teraz nie potrzebuję, jak chłodu i zimna. Postanowiłam, że nie będę nic robiła, dopóki nie wróci mój wybawca. Cóż. W końcu muszę mu podziękować.
  Po niespełna pół godzinie wrócił. Cały był we krwi, ale najwidoczniej nie swojej, bo była ona... Błękitna. Musiałam się odezwać:
  - Bardzo Ci dziękuję...
  - To nic. - Przerwał mi. Jego głos był niski, chłodny, ale bardzo mi się podobał. - Jestem Satoshi.
  - Na mnie mówią... Nyuu, ale nie wiem, czy to imię do mnie pasuje. Jest takie...
  - Za słodkie jak na ciebie wilczyco.
  Zaskoczyła mnie taka odpowiedź. I co teraz miałam zrobić? Drążyłam więc dalej.
  - Skąd ty tyle wiesz?
  - Jak to skąd? Jesteśmy z jednej rodziny. Masz błękitną krew i kochasz chłód.
  Nie mogłam uwierzyć. On mówił dokładnie to, czego chciałam się po części dowiedzieć od Kraiga.
  - Aha - mówił dalej swoim chłodnym tonem. - Musisz zmienić imię, musimy się stąd szybko wynieść i pójść do siebie, na Wielkie Kry Lodowe.
  - O co ci chodzi? Przecież... Ja jestem z Krainy Cienia i...
  - I nie masz nic do gadania, Kraig już pewnie wie, że tu jesteś.
  Nie mogłam mu się stawiać. Był chłodny, ale mnie przekonał do swoich racji. Nie mogliśmy dłużej czekać, ruszyliśmy wraz z zachodem pięknego czerwonego Księżyca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz