Magda wracała
spokojnie i powoli do domu. Nie spieszyła się. Wiedziała, że w domu nikogo nie
będzie, bo ojciec pojechał do pracy. Miała w głowie mętlik, wszystko zaczęło
wirować i…
- Gdzie ja jestem? –
powiedziała cicho, nie mogąc otworzyć oczu. Dotknęła rękoma twarzy i poczuła,
że ma bandaż zawinięty wokół głowy. Westchnęła cicho i położyła ręce wzdłuż
ciała. Po swojej lewej stronie słyszała płacz jakiejś kobiety. Krzyczała, że
nie chce, żeby jej syn został tu na noc. W ten sposób Magda domyśliła się gdzie
jest. – Szpital… - powiedziała pewnie i obróciła się na prawy bok i chciała
zasnąć, ale nagle poczuła, że ktoś ją obserwuje.
- To tylko ja… -
powiedział cichy głos przed nią. Kiedy nieznajoma ręka dotknęła jej policzka,
już wiedziała, że to tata siedzi przed nią.
- Jak długo tu
jesteś? – spytała, siadając na łóżku.
- Od czasu, jak cię
tu przywieźli, czyli około trzech godzin.
- Tak długo tu
jestem? Rany… Nie wiedziałam, że…
- Ćśśś… To nic –
uspokoił ją ojciec, siadając obok. – Pielęgniarki się wkurzą, ale zdejmę ci to
coś z oczu, bo nie mogę na ciebie patrzeć. Wyglądasz jak… Jak… - nie mógł
powstrzymać się od śmiechu – jak ta laska z `Oczy Julii`, pamiętasz?
- Tak – zaśmiała się
wraz z ojcem.
Delikatnie pochyliła
głowę, żeby mógł rozwiązać supeł. Wiedział, że Magda sama mogłaby sobie to
zrobić, ale chciał zachować się jak ojciec – ochraniać, pomagać jej. Dziewczyna
wiedziała dobrze, że chce, żeby on to ściągnął. Gdy tylko zdjął jej bandaż,
zwinął go i rzucił na łóżko obok. Teraz dłonią podniósł jej głowę, żeby mogła
spojrzeć na niego. Powoli otworzyła oczy, zobaczyła, że ojciec ma bardzo
zbolałą minę.
- Co się stało,
tato? – spojrzała na niego bacznym okiem.
- Twoja twarz… -
zasmucił się. – Jest oszpecona, nikt cię już nie będzie lubił, a starałem się…
- Oh, tato! Nie
obchodzi mnie zdanie innych. Nie muszę być piękna. Mam przyjaciół, mam ciebie i
gitarę, to mi starczy. – uśmiechnęła się i przytuliła ojca. Wiedziała, jak on
się czuł, jak był w takiej sytuacji. – Oj, przepraszam, pobrudziłam ci
marynarkę! – odsunęła się prędko, bo poczuła, że krew znowu zaczęła płynąć z
jakiejś na nowo otwartej rany.
Ojciec tylko się
zaśmiał i od razu spostrzegł, że pielęgniarka stoi w drzwiach i obserwuje ich z
zaciekawioną miną.
- Już uciekamy. –
powiedział spokojnie ojciec. – Pakuj się młoda, wracamy do domu. Tam czeka ktoś
na ciebie.
- O co ci znowu
chodzi? – myślała, że chodzi o Dawida albo Anię.
- Zobaczysz, to
niespodzianka. Dalej, zbieraj się.
- Już, już… - Magda
wstała z łóżka, pozbierała ze stolika swoje rzeczy – telefon, klucze i kostkę
do gitary, którą zawsze miała w kieszeni – i poszła za ojcem, który już czekał w
drzwiach. Oboje wyszli przed szpital i pojechali do domu.
W końcu oboje
zajechali do garażu. Artur, bo takie imię nosił ojciec Magdy, powiedział, że ma
nie otwierać oczu, dopóki jej nie powie, że może otworzyć. Wysiadła z auta,
zamknęła za sobą drzwi. Oparła się o nie i posłusznie zamknęła oczy. Nie
podglądała, jak to mają w naturze małe dzieci. Wiedziała, że to coś, o czym
musiała marzyć od dawna. A były tylko dwie rzeczy, jakich naprawdę chciała.
Pierwszą był powrót matki, a drugą…
- Ta-dam! Możesz
otworzyć oczy.
Nie musiała
otwierać, żeby wiedzieć, że to pies. Jednak, gdy tylko otworzyła powieki
zobaczyła to, co było rzeczą drugą dla niej ważną. Zawsze chciała mieć psa, ale
to, że akurat będzie to owczarek długowłosy, to w snach nie marzyła. Od razu
zauważyła, że ma nieco jaśniejsze futro wokół lewego oka, więc od razu
wiedziała, jak go nazwać.
- Musisz teraz
znaleźć dla niego odpowiednie imię. – powiedział Artur, puszczając smycz, żeby
szczeniak mógł podbiec do dziewczyny.
- Już mam, tato.
Nazwę go Karo. – podświadomość mówiła jej, że gdzieś już słyszała takie imię,
ale nie było przeznaczone dla psa. Było dla wilka.
- O, ładnie. A teraz
smaruj do pokoju z Karem, zrób mu ładne posłanie, a potem zobaczymy co dalej.
- Dobrze, dobrze.
Chodź Karo… - powiedziała do psa, który jak na komendę postawił uszy i podbiegł
do niej. Kochane psisko, pomyślała i
wzięła go na ręce. Pies zaczął lizać ją po twarzy. Zamykała oczy w bólu, ale
nie dała po sobie poznać, że coś ją boli. Weszła po schodach do siebie i
postawiła psa na ziemi. Karo otrzepał się i trącił nosem drzwi, które powoli
się otworzyły, pokazują zwierzęciu jego nowy dom. Zamerdał ogonem i od razu
rzucił się na wielki poduszko-fotel stojący w kącie. Magda uśmiechnęła się i
weszła za Karem do pokoju.
- Co by ci tu
wymyślić, dziecino… - zastanawiała się, jak będzie wyglądać posłanie dla psa.
Wzięła koc, leżący pod biurkiem i zwinęła go w coś, na kształt kojca i położyła
obok miejsca, gdzie zwykła siedzieć grając na gitarze. Nagle, nieoczekiwanie
usłyszała, że skądś dobiega muzyka. Wiedziała, że to Dream Theater. Poszła za
swoim słuchem. Wait to Steep,
pomyślała. Skąd, kto…
- Cześć! –
zobaczyła, że ojciec siedzi przed wpół odwiniętym z papieru pianiem i gra. Gra
pięknie. Nie mogła uwierzyć, że to on. Że to ta sama osoba, która uczyła ją
grać na gitarze.
- Tato! Nie
wiedziałam, że umiesz grać tak pięknie na czymś innym, niż gitara - uśmiechnęła
się i podbiegła do niego. Chciała dotknąć instrumentu, ale ojciec dał jej po
łapach.
- Nie dotyka, proszę
– spojrzał na nią zupełnie dziwnie. Inaczej. Poczuła, że coś jest nie tak…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz