13 maja 2012

XLIII.


Magda wracała spokojnie i powoli do domu. Nie spieszyła się. Wiedziała, że w domu nikogo nie będzie, bo ojciec pojechał do pracy. Miała w głowie mętlik, wszystko zaczęło wirować i…

- Gdzie ja jestem? – powiedziała cicho, nie mogąc otworzyć oczu. Dotknęła rękoma twarzy i poczuła, że ma bandaż zawinięty wokół głowy. Westchnęła cicho i położyła ręce wzdłuż ciała. Po swojej lewej stronie słyszała płacz jakiejś kobiety. Krzyczała, że nie chce, żeby jej syn został tu na noc. W ten sposób Magda domyśliła się gdzie jest. – Szpital… - powiedziała pewnie i obróciła się na prawy bok i chciała zasnąć, ale nagle poczuła, że ktoś ją obserwuje.
- To tylko ja… - powiedział cichy głos przed nią. Kiedy nieznajoma ręka dotknęła jej policzka, już wiedziała, że to tata siedzi przed nią.
- Jak długo tu jesteś? – spytała, siadając na łóżku.
- Od czasu, jak cię tu przywieźli, czyli około trzech godzin.
- Tak długo tu jestem? Rany… Nie wiedziałam, że…
- Ćśśś… To nic – uspokoił ją ojciec, siadając obok. – Pielęgniarki się wkurzą, ale zdejmę ci to coś z oczu, bo nie mogę na ciebie patrzeć. Wyglądasz jak… Jak… - nie mógł powstrzymać się od śmiechu – jak ta laska z `Oczy Julii`, pamiętasz?
- Tak – zaśmiała się wraz z ojcem.
Delikatnie pochyliła głowę, żeby mógł rozwiązać supeł. Wiedział, że Magda sama mogłaby sobie to zrobić, ale chciał zachować się jak ojciec – ochraniać, pomagać jej. Dziewczyna wiedziała dobrze, że chce, żeby on to ściągnął. Gdy tylko zdjął jej bandaż, zwinął go i rzucił na łóżko obok. Teraz dłonią podniósł jej głowę, żeby mogła spojrzeć na niego. Powoli otworzyła oczy, zobaczyła, że ojciec ma bardzo zbolałą minę.
- Co się stało, tato? – spojrzała na niego bacznym okiem.
- Twoja twarz… - zasmucił się. – Jest oszpecona, nikt cię już nie będzie lubił, a starałem się…
- Oh, tato! Nie obchodzi mnie zdanie innych. Nie muszę być piękna. Mam przyjaciół, mam ciebie i gitarę, to mi starczy. – uśmiechnęła się i przytuliła ojca. Wiedziała, jak on się czuł, jak był w takiej sytuacji. – Oj, przepraszam, pobrudziłam ci marynarkę! – odsunęła się prędko, bo poczuła, że krew znowu zaczęła płynąć z jakiejś na nowo otwartej rany.
Ojciec tylko się zaśmiał i od razu spostrzegł, że pielęgniarka stoi w drzwiach i obserwuje ich z zaciekawioną miną.
- Już uciekamy. – powiedział spokojnie ojciec. – Pakuj się młoda, wracamy do domu. Tam czeka ktoś na ciebie.
- O co ci znowu chodzi? – myślała, że chodzi o Dawida albo Anię.
- Zobaczysz, to niespodzianka. Dalej, zbieraj się.
- Już, już… - Magda wstała z łóżka, pozbierała ze stolika swoje rzeczy – telefon, klucze i kostkę do gitary, którą zawsze miała w kieszeni – i poszła za ojcem, który już czekał w drzwiach. Oboje wyszli przed szpital i pojechali do domu.
W końcu oboje zajechali do garażu. Artur, bo takie imię nosił ojciec Magdy, powiedział, że ma nie otwierać oczu, dopóki jej nie powie, że może otworzyć. Wysiadła z auta, zamknęła za sobą drzwi. Oparła się o nie i posłusznie zamknęła oczy. Nie podglądała, jak to mają w naturze małe dzieci. Wiedziała, że to coś, o czym musiała marzyć od dawna. A były tylko dwie rzeczy, jakich naprawdę chciała. Pierwszą był powrót matki, a drugą…
- Ta-dam! Możesz otworzyć oczy.
Nie musiała otwierać, żeby wiedzieć, że to pies. Jednak, gdy tylko otworzyła powieki zobaczyła to, co było rzeczą drugą dla niej ważną. Zawsze chciała mieć psa, ale to, że akurat będzie to owczarek długowłosy, to w snach nie marzyła. Od razu zauważyła, że ma nieco jaśniejsze futro wokół lewego oka, więc od razu wiedziała, jak go nazwać.
- Musisz teraz znaleźć dla niego odpowiednie imię. – powiedział Artur, puszczając smycz, żeby szczeniak mógł podbiec do dziewczyny.
- Już mam, tato. Nazwę go Karo. – podświadomość mówiła jej, że gdzieś już słyszała takie imię, ale nie było przeznaczone dla psa. Było dla wilka.
- O, ładnie. A teraz smaruj do pokoju z Karem, zrób mu ładne posłanie, a potem zobaczymy co dalej.
- Dobrze, dobrze. Chodź Karo… - powiedziała do psa, który jak na komendę postawił uszy i podbiegł do niej. Kochane psisko, pomyślała i wzięła go na ręce. Pies zaczął lizać ją po twarzy. Zamykała oczy w bólu, ale nie dała po sobie poznać, że coś ją boli. Weszła po schodach do siebie i postawiła psa na ziemi. Karo otrzepał się i trącił nosem drzwi, które powoli się otworzyły, pokazują zwierzęciu jego nowy dom. Zamerdał ogonem i od razu rzucił się na wielki poduszko-fotel stojący w kącie. Magda uśmiechnęła się i weszła za Karem do pokoju.
- Co by ci tu wymyślić, dziecino… - zastanawiała się, jak będzie wyglądać posłanie dla psa. Wzięła koc, leżący pod biurkiem i zwinęła go w coś, na kształt kojca i położyła obok miejsca, gdzie zwykła siedzieć grając na gitarze. Nagle, nieoczekiwanie usłyszała, że skądś dobiega muzyka. Wiedziała, że to Dream Theater. Poszła za swoim słuchem. Wait to Steep, pomyślała. Skąd, kto
- Cześć! – zobaczyła, że ojciec siedzi przed wpół odwiniętym z papieru pianiem i gra. Gra pięknie. Nie mogła uwierzyć, że to on. Że to ta sama osoba, która uczyła ją grać na gitarze.
- Tato! Nie wiedziałam, że umiesz grać tak pięknie na czymś innym, niż gitara - uśmiechnęła się i podbiegła do niego. Chciała dotknąć instrumentu, ale ojciec dał jej po łapach.
- Nie dotyka, proszę – spojrzał na nią zupełnie dziwnie. Inaczej. Poczuła, że coś jest nie tak…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz