Szłam długo. Był już środek nocy. Położyłam się
wśród wysokiej trawy. Spać nie chciałam, a noc była piękna. Gwiazdy na niebie
świeciły jaśniej niż zwykle. Udało mi się nawet wypatrzeć Gwiazdozbiór Wilka.
Nagle usłyszałam łamiące się gałęzie. Wstałam i schowałam się za drzewem. Nagle
ciemna postać przede mną zajaśniała. Był to wampirzy smok. Wcześniej nie
widziałam na żywo tego gatunku smoka.
Wampirze smoki do złudzenia przypominają smoki
czerwone, różni ich to,że są trochę od nich, mniejsze, a barwa ich łusek jest
bardziej czerwono bordowa niż typowo czerwona. Są to smoki niewątpliwie złe,
żądne krwi jak sama nazwa wskazuje, krew jest ich siłą napędzającą, szczególnie
ciepła i wyssana z inteligentnej istoty. Lubują się w kolekcjonowaniu złotych
przedmiotów, które zabierają swoim ofiarom. Od swych czerwonych kuzynów różnią
się też tym, że nie zjadają swoich ofiar w całości tylko wypijają z nich krew.
Słyszałam o nich dużo złych rzeczy. Zabiły wiele
wilków z mojego stada, tylko dlatego, że miały przy sobie coś świecącego. Bałam
się wyjść z ukrycia, bo miałam przecież na szyi obróżkę z wilkiem od Kara.
Odeszłam jeszcze kilka kroków w tył. Nagle ziemia się pode mną zarwała. To była
pułapka. Myśliwi musieli być tu niedawno i wykopali dół na niedźwiedzia.
- Ratunku! - wyłam do gwiazd. Zapomniałam
kompletnie o smoku, który był przecież tuż obok. Nagle usłyszałam przeraźliwy
ryk. To smok. Słyszałam też, że zaczął się zbliżać do mnie.
- Może ta pułapka mnie uratuje. - myślałam.
Po chwili nad dziurą pokazał się zarys głowy gada.
Wystraszyłam się. Nagle jego duże żółte oko spojrzało wprost na mnie. Cofnęłam
się do samej ściany. Wiedziałam, że to już koniec. Smok zbliżył do mnie łeb.
Zaczął mnie szturchać i wąchać. Wiedział doskonale, że jestem wilkiem, czyli
najlepszą dla niego przekąską. Nagle stała się rzecz nieoczekiwana. Smok
zamiast wywlec mnie za futro i zjeść, chwycił mnie najdelikatniej jak tylko
mógł za grzbiet i wyciągnął z dołu.
Natychmiast zaczęłam uciekać, ale po kilkunastu
metrach wróciłam do niego. Miałam wyrzuty sumienia, że go tak zostawiłam. Może
trzeba mu pomóc? Wróciłam więc do niego. Smok leżał przy kamieniu z głową
schowaną w trawie. Podeszłam ostrożnie bliżej.
- Czemu się chowasz? - zaczęłam - Przecież nic Ci
się nie stanie.
- Na pewno? Nie zabijesz mnie? - odezwał się. Jego
głos był głęboki, a jednocześnie taki dziecinny.
- Oszalałeś?! Przecież jesteś ode mnie 3 razy
większy to jak ja...
- Jak Twoja matka. - przerwał mi. - Widzisz co
skrzydło? A raczej jego brak? To Twoja matka! Masz jej krew. - podniósł się.
- Jaa, ja nie wiedziałam. Szczerze mówiąc to nie
obchodzi mnie czy mam jej krew. Jestem kompletnie inna iż ona.
Zapadła cisza. Patrzyliśmy na siebie poznawczo. W
końcu zapytałam:
- A w ogóle to jak masz na imię?
- Makuru, a Ty jesteś pewnie Cień. Wiele o Tobie
słyszałem.
Zaskoczyło mnie to co powiedział. Znał mnie? Skąd?
Przecież nie żyję długo. Nie jestem nikim wielkim.
- Skąd Ty...
- Opowiem Ci - znów mi przerwał - w drodze do mojej
rodziny. Z racji tego, że mam tylko jedno skrzydło nie mogę latać, więc muszę
człapać. Strasznie mnie to męczyło, ale już się przyzwyczaiłem. Opowiem
wszystko, co będziesz tylko chciała. Jak dojdziemy na miejsce, moja rodzina, w
składzie ojciec, matka i pięcioro rodzeństwa, ugości Cię po królewsku.
Zatkało mnie kompletnie. Mnie po królewsku? To
musiała być jakaś pomyłka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz