Wyłam do nieba, ale Karo się nie pojawiał. Może ma
mnie dość, pomyślałam. Z postrzelonym skrzydłem wiedziałam, że nie zdołam uciec
przed ojcem Nezumi i jego psami. Musiałam coś wymyślić i to szybko. Podeszłam
powoli do skarpy, która znajdowała się kilka metrów ode mnie. Spojrzałam w dół.
Był tam wodospad i małe bajorko przy którym siedziało jakieś stworzenie. Nie
widziałam czegoś takiego wcześniej. Nagle usłyszałam szczekanie psów. Ojciec
Nezumi się zbliżał. Miałam dwa wyjścia. Mianowicie albo dam się zastrzelić,
albo skoczę w dół wiedząc, że moje skrzydło tego nie wytrzyma. Postanowiłam
zeskoczyć. W ostatniej chwili udało mi się umknąć psom. Leciałam kompletnie na
ślepo w dół. Do tafli wody pozostało mi tylko kilka metrów. Zamknęłam oczy i
warknęłam:
- Jeśli nie przeżyję to znaczy, że mnie
porzuciłeś...
Z chwilą gdy powiedziałam ostatnie słowo mój nos
znalazł się pod wodą. Nie udało mi się złapać nawet najmniejszego 'łyka'
powietrza. Zaczęłam tonąć.
Ocknęłam się dość późno po wyciągnięciu mnie z
wody. Wiedziałam o tym dlatego, że moje futro było już suche. Obok mnie
siedział ten dziwny zwierz. Ostrożnie wstałam.
- Kim jesteś? – zapytałam
- Nie widać? - odpowiedziało zwierze jak do
głupiego.
- Przepraszam, ale nie jestem z tego lasu i
nie wiem czym... Kim jesteś. Byłoby miło jakbyś powiedział.
- W Nevendarr nie ma pegazów? - zapytał z niedowierzaniem
- Są, ale jeśli Ty jesteś pegazem to te z Nevendarr są inne. Inaczej wyglądają. Inaczej się zachowują.
- A widzisz... Wiesz już kim jestem. Mam na imię Fiodor. Teraz Ty się przedstaw.
- Jestem Cień i należę do Magicznych Wilków.
A... A skąd wiedziałeś, że jestem z Nevendarr?
- To widać od razu. My, pegazy, to
wyczuwamy. Zła krew to zła krew. Nie da się jej z niczym innym pomylić.
- Nie mam złej krwi! - zdenerwowałam się.
- Masz. Każdy z Mrocznego Lasu ją ma i nic
tego nie zmieni.
- Ja jestem inna... - powiedziałam prawie
szepcząc.
- A gdzie masz właściciela? Co Ty, Kudan,
robisz tu sama?
- Jak mnie nazwałeś? Kudan? Co to znaczy?
- Nie wkręcaj mnie. Na prawdę nie wiesz?
- Nie, a powinnam?
Widać było, że Fiodor był bardzo zdziwiony.
- Powiesz mi co to jest K...
- Cicho! - przerwał mi. - Tu nie jest
bezpiecznie. Idziemy! Szybko!
- Jakbyś nie zauważył mam ranne skrzydło i
nie mogę iść szybko.
- Jakie skrzydło? Ty masz skrzydła?
Zdziwiła mnie jego odpowiedź. Jak to się stało, że
nie mam już skrzydeł? Dlaczego zniknęły? Co się do tego przyczyniło. Musiałabym
odnaleźć Kazanę, ale nie miałam na to czasu.
- Już idę. - odpowiedziałam i pobiegłam za
Fiodorem.
Biegliśmy długo przez gęsty las. W końcu wyszliśmy
na polankę. Wydawała mi się ona bardzo znajoma. Nagle pegaz zamarł w bezruchu.
- Co się stało? - szepnęłam, bo nie
wiedziałam co się dzieje.
- Nic, nic. - odpowiedział szybko. - Chodzi
o to, że nie możemy iść tędy.
- Więc którędy chcesz iść? - zaczęłam się
niecierpliwić. - To jedyna droga.
- Polecimy.
- Jak?! Przecież nie mam już skrzydeł?!
- Masz. Nie wiedziałaś, że skrzydła
otrzymane od smoków chowają się jak dotknął wody? Oj, maleńka. Jeszcze tak mało
wiesz.
- Nie mów tak do mnie.
- Dobra, spokojnie, przepraszam. Dalej skup
się, wystaw skrzydła i leć za mną. Jak Ci się nie uda to zawyj i zmień się w
duszę, bo to umiesz.
- Skąd Ty to wszystko... A z resztą, nie
ważne. Leć już.
Fiodor odbił się mocno od ziemi i wzleciał ponad
las. Ja starałam się skupić na pojawieniu się skrzydeł. Nie wychodziło mi to
więc zawyłam. Wzniosłam się ponad korony gdzie czekał ma mnie Fiodor. Nie
mogłam przecież lecieć z nim teraz, jako dusza. Coś było trzeba zrobić z moim
teraz bezdusznym ciałem. Pegaz podleciał do ciała, chwycił je zębami i wrzucił
sobie na grzbiet. Teraz, będąc w komplecie, mogliśmy ruszyć dalej.
- Leć za mną maleńka.
Znów tak do mnie powiedział, czy mi się zdawało?
Głupi kopytny, pomyślałam. Jak tylko wrócę do swojego ciała to mnie popamięta -
uśmiechnęłam się głupio.
- Ta, na pewno Cię popamiętam. Tak, czytam w
Twoich myślach. Ha, ha, nie widziałaś?
- Nie. - powiedziałam w myślach.
- Dobra koniec tego gadania. Lecimy już tak
długo, a to nie jest jeszcze połowa drogi. Do zmroku musimy zdążyć.
- No, dobra. Skoro tak mówisz.
W dalszej drodze milczeliśmy. Nie myślałam o
niczym, bo wiedziałam, że Fiodor i tak to usłyszy.
Dolecieliśmy na miejsce tuż przed zmrokiem. Fiodor położył moje ciało przy skale i kazał mi w nie wstąpić. Tak też zrobiłam. Gdy tylko wstałam okazało się, że strasznie boli mnie prawy bok. Skrzydła były widoczne, ale nie zdolne do latania. Nie wiedziałam co się dzieje. Szczerze mówiąc, to nie obchodziło mnie to za bardzo. Teraz jak najszybciej chciałam się dowiedzieć co to jest Kudan.
Zaczęłam więc rozmowę:
- Fiodorze, powiedz mi proszę co to jest
Kudan.
- Jest to zwierze, które na swojego pana i
może zmieniać się z żywioł, ale tylko SWÓJ żywioł...
- Nie rozumiem.
- Jesteś wilkiem tak? No właśnie. To jest
Twoja postać po prze ewoluowaniu. Myślę, że Twoim żywiołem będzie Ogień, bo w
sercu czuję żar. Co prawda jest on tak słaby, że na razie nie zdołasz się
zmienić. Prócz swojej siły w nic innego na razie się nie zmienisz. Na razie...
To tylko kwestia czasu. Wiem, że mówię trochę jak poobijany, ale tak już mam. -
mówiąc to uśmiechnął się tylko.
- A co z 'właścicielem'?
- Sama musisz go znaleźć. Jak tylko go
spotkasz to będziesz wiedziała, że to on. Widywałaś może kiedyś kogoś z swoich
snach? Chodzi mi o człowieka.
- Tak. była to mała, smutna dziewczynka. Nie
mogła się z nikim dogadać więc zamknęła się na strychu ze swoimi książkami. Ale
chyba nie chcesz powiedzieć, że to ona?
- Nie wiem. Wszystko okaże się z swoim
czasie. Chodźmy teraz spać. Jutro czeka nas pracowity dzień.
Fiodor odwrócił się i ułożył pod wielką akacją,
która rosła niedaleko. Ja znalazłam sobie zagajniczek niedaleko od pegaza i
położyłam się na spoczynek. Ostatnią moją myślą było: ciekawe co miał na myśli
Fiodor, mówiąc, że jutro będzie pracowity dzień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz