13 maja 2012

XXX.


  Przeszliśmy przez dość długi i mroczny tunel. Na jego ścianach było można wyczuć pleśń, a pod łapami mech. Nie powiem, że to nie było miłe uczucie. Po niedługiej chwili marszu doszliśmy na koniec jaskini. Mefisto odsunął się na bok i teraz mogłam obejrzeć całą resztę krainy. Miejsce do którego doszliśmy było piękne. Wszędzie leżał śnieg, a młode Gryfy bawiły się beztrosko wśród białego puchu. Wszystko wyglądało jak z jakiejś bajki.
   - Pięknie tu jest, co? - powiedział do mnie prawie szeptem Mefisto. - Maleńka? - trącił mnie dziobem, bo nie usłyszał ode mnie odpowiedzi. Byłam w tak mocnym transie, że nie mogłam się ruszyć, ani mu odpowiedzieć w jakikolwiek inny sposób.
   I w tym momencie wrócił do mnie jakieś wspomnienia. Sceny pojawiały mi się w głowie, jak w jakimś filmie. Wszystko było chaotyczne. Żadnego ładu i składu. Natłok spowodował u mnie potężną falę bólu głowy. Musiałam usiąść, żeby opanować sytuację. Śnieg pod zadem był lodowaty, ale nie przeszkadzało mi to. Teraz chciałam jak najszybciej pozbyć się bólu głowy.
   - Nic ci nie jest maleńka? - poszedł do mnie od tyłu Mefisto i starał się pocieszyć dziobem.
   - Głowa... - powiedziałam cicho. - Ona mi chyba zaraz pęknie. - Zacisnęłam szczęki, jak tylko mocno mogłam. Nic mi to nie pomogło, ale przynajmniej obrazy zaczęły się jakoś układać.
   To była wizja przyszłości. Tak mi się wydawało. Mefisto spada w dół... Nie może się wznieść w powietrze, nie ma skrzydeł... Skaczę za nim w przepaść. Gdzie my jesteśmy? Zadaję sobie w myślach głupie pytanie.
   Nagle usłyszałam dźwięk. Ból głowy momentalnie zniknął.
   - Co to za dźwięk? Ta muzyka? - musiałam zapytać. Mefisto usiadł znowu obok mnie. Miał dość zamyślone oczy, ale mogłam z nich wyczytać, że nie lubił, gdy ktoś o to pytał.
   - Zdradzę ci sekret maleńka... - Odwrócił łeb i patrzył teraz przed siebie. Patrzył na pagórki pokryte świeżym śniegiem, na szczyty z grubą warstwą lodu i na małe Gryfy, które albo bawiły się beztrosko na zamarzniętych oczkach wodnych, albo goniły się w śniegu. - Jest tu, prócz nas i was ktoś jeszcze. Nie znosi jednak tylko nas.
   Głos Mefista był nadal silny, ale brzmiał nieco ciszej niż na początku. Widocznie opowieść dla Gryfów była ciężką przygodą z Tymi istotami.
   - Oni... Oni są ludźmi. Tak siebie nazywają. Uważają nas na swoje zwierzęta pociągowe, świetną zwierzynę łowną i oczywiście dzieci uczą się na nas polować, oraz zabijać. Osobiście jestem jedynym Gryfem, jaki zdołał uciec przed nimi. Trzymali mnie w klatce. Bez wody, bez żywności, bez światła. Marniałem tam, ale jakieś dziecko, dziewczynka chyba uwolniła mnie. A wiesz, co jest najdziwniejsze? - Spojrzał znowu na mnie. Jego oczy były pełne łez.
   - N-nie wiem - zająknęłam się. Już chciałam powiedzieć coś więcej, ale Mefisto rzekł:
   - Ona, ta dziewczynka, ma taką samą aurę jak ty, maleńka. Może to oznaczać tylko jedno...
   Zawahałam się. Nie może on nic mi zrobić, nie da rady. Taki myśli przechodziły mi po głowie. On jednak wstał, chwycił mnie dziobem za kark i wzniósł się ponad jaskinię, przez którą przechodziliśmy. Okazało się, że na skarpie, która była idealnie płaskim podłożem do lądowania, czekała już na nas starszyzna.
   - Widzę, że dobrze się spisałeś synu. Twoje winy zostają odkupione.
   To ostanie słowa jakie usłyszałam, bo potem zapadła znowu ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz