Przeszliśmy przez dość długi i mroczny
tunel. Na jego ścianach było można wyczuć pleśń, a pod łapami mech. Nie powiem,
że to nie było miłe uczucie. Po niedługiej chwili marszu doszliśmy na koniec
jaskini. Mefisto odsunął się na bok i teraz mogłam obejrzeć całą resztę krainy.
Miejsce do którego doszliśmy było piękne. Wszędzie leżał śnieg, a młode Gryfy
bawiły się beztrosko wśród białego puchu. Wszystko wyglądało jak z jakiejś
bajki.
- Pięknie tu jest, co? - powiedział do
mnie prawie szeptem Mefisto. - Maleńka? - trącił mnie dziobem, bo nie usłyszał
ode mnie odpowiedzi. Byłam w tak mocnym transie, że nie mogłam się ruszyć, ani
mu odpowiedzieć w jakikolwiek inny sposób.
I w tym momencie wrócił do mnie jakieś
wspomnienia. Sceny pojawiały mi się w głowie, jak w jakimś filmie. Wszystko
było chaotyczne. Żadnego ładu i składu. Natłok spowodował u mnie potężną falę
bólu głowy. Musiałam usiąść, żeby opanować sytuację. Śnieg pod zadem był
lodowaty, ale nie przeszkadzało mi to. Teraz chciałam jak najszybciej pozbyć
się bólu głowy.
- Nic ci nie jest maleńka? - poszedł
do mnie od tyłu Mefisto i starał się pocieszyć dziobem.
- Głowa... - powiedziałam cicho. - Ona
mi chyba zaraz pęknie. - Zacisnęłam szczęki, jak tylko mocno mogłam. Nic mi to
nie pomogło, ale przynajmniej obrazy zaczęły się jakoś układać.
To była wizja przyszłości. Tak mi się
wydawało. Mefisto spada w dół... Nie może się wznieść w powietrze, nie ma
skrzydeł... Skaczę za nim w przepaść. Gdzie my jesteśmy? Zadaję sobie w myślach
głupie pytanie.
Nagle usłyszałam dźwięk. Ból głowy
momentalnie zniknął.
- Co to za dźwięk? Ta muzyka? -
musiałam zapytać. Mefisto usiadł znowu obok mnie. Miał dość zamyślone oczy, ale
mogłam z nich wyczytać, że nie lubił, gdy ktoś o to pytał.
- Zdradzę ci sekret maleńka... -
Odwrócił łeb i patrzył teraz przed siebie. Patrzył na pagórki pokryte świeżym
śniegiem, na szczyty z grubą warstwą lodu i na małe Gryfy, które albo bawiły
się beztrosko na zamarzniętych oczkach wodnych, albo goniły się w śniegu. -
Jest tu, prócz nas i was ktoś jeszcze. Nie znosi jednak tylko nas.
Głos Mefista był nadal silny, ale
brzmiał nieco ciszej niż na początku. Widocznie opowieść dla Gryfów była ciężką
przygodą z Tymi istotami.
- Oni... Oni są ludźmi. Tak siebie
nazywają. Uważają nas na swoje zwierzęta pociągowe, świetną zwierzynę łowną i
oczywiście dzieci uczą się na nas polować, oraz zabijać. Osobiście jestem
jedynym Gryfem, jaki zdołał uciec przed nimi. Trzymali mnie w klatce. Bez wody,
bez żywności, bez światła. Marniałem tam, ale jakieś dziecko, dziewczynka chyba
uwolniła mnie. A wiesz, co jest najdziwniejsze? - Spojrzał znowu na mnie. Jego
oczy były pełne łez.
- N-nie wiem - zająknęłam się. Już
chciałam powiedzieć coś więcej, ale Mefisto rzekł:
- Ona, ta dziewczynka, ma taką samą
aurę jak ty, maleńka. Może to oznaczać tylko jedno...
Zawahałam się. Nie może on nic mi
zrobić, nie da rady. Taki myśli przechodziły mi po głowie. On jednak wstał,
chwycił mnie dziobem za kark i wzniósł się ponad jaskinię, przez którą przechodziliśmy.
Okazało się, że na skarpie, która była idealnie płaskim podłożem do lądowania,
czekała już na nas starszyzna.
- Widzę, że dobrze się spisałeś synu.
Twoje winy zostają odkupione.
To ostanie słowa jakie usłyszałam, bo
potem zapadła znowu ciemność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz