Giru szedł spokojnie
za Magdą, po czym zrównał się z nią. Nie widzieli się całe wakacje, więc
mierzył ją wzrokiem od czubka głowy po koniuszek podeszwy glana.
- Co ty robisz,
matole? – zaśmiała się z dziwnej miny, jaką miał, oglądając dziewczynę dokładnie.
- A na co Ci to
wygląda? – Giru stanął w miejscu, spojrzał na dziewczynę spode łba poczym
wybuchnął radosnym śmiechem. Dziewczyna obróciła się na pięcie. Szła teraz
wolniej, tyłem do przodu, patrząc na przyjaciela.
- Ale ty jesteś… -
Magda zaśmiała się nie zwalniając kroku, obracając swoją twarz z powrotem do
kierunku w którym szła.
- Jestem… I zawsze
będę – powiedział już ciszej, podbiegając do Magdy. Wiedział, że ona nie czuje
nic od czasu śmierci jej matki, ale bardzo chciał być przy niej. Dla niej. I
tylko dla niej. Zrezygnował z większości tego, czym cieszy się większość
chłopców w jego wieku – z imprez, z alkoholu i papierosów. Teraz stara się
również przystopować z paleniem trawki. A to wszystko tylko dla niej.
Zakochał się w niej,
jak tylko pierwszy raz zobaczył ją na oczy. Miała na sobie luźną i nieco za
dużą koszulkę AC/DC, z której wszyscy się śmiali. Nie przeszkadzało jej to.
Widział, że ma w uszach słuchawki i nie przejmuje się tym, co robią, mówią
inni. Nie odrzucała papierków, jak jakiś trafił ją w ramię. Nie klęła, jak ktoś
ją obrażał. Kompletnie odcięła się od świata.
Na pewnej przerwie,
dnia 21 września zeszłego roku siedziała na swoim ulubionym miejscu na boisku,
pod drzewem. Nikt tam nie siedział, bo dwa lata temu powiesił się tam człowiek,
któremu zagroziła dyrekcja, że wyrzucą go ze szkoły. Niestety miał za słabą
psychikę i po dwóch dniach od tego smutnego dla niego dnia, jego ciało
znaleziono na tym drzewie, pod którym właśnie ona przesiadywała najczęściej.
Pewnego dnia podszedł do niej, zapytał, czy może się przysiąść.
- Jasne –
powiedziała ponuro, wyciągnęła jedną słuchawkę, żeby słyszeć lepiej, co
przybysz do niej mówi.
- Jestem Dawid. –
przywitał się skromnie.
- Jestem Nez. Nie
posługuję się imieniem. – krótko powiedziała.
- Dlaczego? Imię
mówi coś o człowieku…
- Och, jak masz tak
pieprzyć, to spadaj stąd, okej? – przerwała mu, podsumowując.
- Nie, nie! Ja
chciałem się zakumulować, może nawet zaprzyjaźnić…
I tak właśnie
zaczęła się ich znajomość. Teraz dziękuje światu, że zesłał mu taką dziewczynę.
Rozmawiała z nim o wszystkim. O kobietach, o muzyce, o filmach, duszy, śmierci…
O tym wszystkim, o co nie mógł zapytać w domu, albo kolegów. Była dla niego
całym światem. Powoli zaczął rzucać wszystko, na czym mu kiedyś zależało.
Gdy dowiedział się,
że Lilianna, matka Magdy zmarła. To był cios dla niego na tyle mocny, żeby
zrozumieć, że mała dziewczyna, ubierająca się na czarno, słuchająca metalu i
grająca na gitarze jest tą, z którą chciałby spędzić resztę życia. Nie
powiedział jej tego wprost, ale cała szkoła wiedziała, że on ją pokochał.
- Nie przeszkadza mi
to, wiesz? – powiedziała kiedyś nagle. Od dawna już byli dobrymi przyjaciółmi,
zawsze trzymali się razem.
- Ale co? – wiedział
doskonale o co jej chodzi. Zaczerwienił się. Miał jednak szczęście, że w ten
dzień, w jaki to powiedziała jej klasa i jego były ostatnimi, jakie zostawały
tak późno w szkole. Nikt nie widział, bo trzymali się na uboczu.
- Spokojnie. –
pogłaskała go po głowie. – Wiem, że łatwo jest zauroczyć się we mnie. Nie raz
tak było. Ale wiesz… - zabrała rękę z jego głowy - …nie umiem kochać. – Po tym
spojrzała mu prosto w oczy. Wiedział, że mówi prawdę. Jej zielone oczy nie
umiały kłamać. To pierwsza rzecz w jakiej się w niej zakochał. Potem już
kolejno, usta, nos, cała twarz, całe ciało. Zakochał się po uszy.
- Wiesz, że nic nie
zrobię, jak nie chcesz. Tak, kocham cię! – powiedział tak cicho, że ledwo
słyszał sam siebie.
- Dziękuję Giru. –
pocałowała go w policzek i poszła wraz z dzwonkiem na lekcje. Przed wejściem do
klasy odwróciła się do Dawida i zobaczyła, że on nadal siedzi w tym samym
miejscu, dotykając palcami dłoni miejsce, gdzie wcześniej stykało się z jej
ustami.
To był jego pierwszy
taki bliski kontakt z dziewczyną.
- …i wtedy było tak,
jak ci mówiłam. Ej, słuchasz mnie? – powiedziała, spoglądając na niego.
- Nie bardzo. –
przyznał. – Zamyśliłem się. Przepraszam. O czym mówiłaś?
- Oh, a ty znowu
bujasz w obłokach? – zaśmiała się, przytulając Giru do siebie.
- Pewnie! To faj…
Znaczy, świetne – uśmiechnął się szybko, przypominając sobie, że nie znosi
słowa `fajne`. Nikt nie wie dlaczego, ale on powoli też miał go dość. Wszystko
wokół zawsze jest `fajne`.
Magda zaśmiała się,
nie mówiąc nic. Dawid pochylił się nad nią i pocałował w czoło. Uśmiechnęła się
znacząco i powiedziała:
- Przez twoje
bujanie w obłokach doszedłeś do szkoły bez słuchania mojego wywodu o tym, jak
bardzo chciałam się z tobą zobaczyć w wakacje, wiesz?
- Wybacz mi. –
przytulił ją mocniej do siebie.
- Tobie zawsze. –
rozpromieniła się.
Przed nimi ukazał
się wielki budynek szkoły. Wyglądał trochę jak klasztor. Dwie wieżyczki, dwa
piętra, parter i piwnica, ogromna ilość schodów, ściany niesmacznego, żółtego
koloru. Wiedzieli oboje, że to nie jest to, co chcą widzieć po końcu dwóch
miesięcy wakacji. Przed szkołą było wielkie, cementowe boisko, na którym
spędzało się przerwy. Magda spojrzała odruchowo w lewo, czy jej drzewo nadal
tam jest. Było, nieruszone i czekające, żeby tylko pod nim usiąść. Dawid
również tam spojrzał i przemknął mu przez myśl obraz tego chłopaka, który
powiesił się na tym drzewie. Biedaczek,
pomyślał. Szli dalej przed siebie, aż w końcu doszli do drzwi wejściowych. W
jednym momencie położyli rękę na drzwiach, żeby je otworzyć. Ręka Dawida
znalazła się na ręce Magdy i chłopak znieruchomiał.
- Spokojnie –
powiedziała szybko i odwróciła rękę, chwytając jego dłoń. – Wszystko w
porządku. - Pchnęła drzwi drugą ręką. Przed nimi, w dyżurce siedziała zawsze ta
sama osoba, pani Tereska. Oboje powiedzieli jej na powitanie dzień dobry, a gdy
staruszka zobaczyła, że trzymają się za ręce, rozpromieniła się, a oni
odpowiedzieli jej uśmiechem. Mimo, że oboje byli wyrzutkami i nie mieli z nikim
więcej wspólnego w całej szkole, pani Tereska darzyła ich największą sympatią.
Sama nie wiedziała dlaczego, ale właśnie tak było. Lubiła ich nie za to, że są
jacy są, ale za to, że są sobą i nie pchają się tam, gdzie ich się nie chce.
Ceniła sobie ich zdanie. Tak, jak oni szanowali jej.
Przeszli razem przez
parter, żeby zobaczyć, gdzie mają pierwszą lekcje. Zawsze przychodzili
trzydzieści minut przed dzwonkiem, żeby ze spokojem wszystko ogarnąć. Czasem
szli do pani Tereski zapytać, czy nie mogą w czymś jej pomóc. Najczęściej było
można coś gdzieś przenieść, sprzątnąć, popilnować. Oboje bardzo lubili jej
pomagać. Teraz jednak zobaczyli, że zamiast planu lekcji jest kartka o
zamianach osób w klasach. Lista była wielka, więc oboje zaczęli szukać własnych
nazwisk. Magda nie znalazła siebie, więc to musiało oznaczać, że nadal jest na
swoim profilu. Teraz Dawid wertował wzrokiem nazwiska. `Krukowski` jest.
- Jestem na czarnej
liście – zaśmiał się chłopak. – Ciekawe gdzie mnie przenieśli. – przesunął
palcem po szybie, żeby nie pomylić linijek. – Jestem teraz na biol-chemie. –
wykrzyknął. – Jestem z tobą w klasie! – przytulił dziewczynę, która nie mogła
powstrzymać się od radości. W końcu nie będą musieli czekać aż zabrzmi dzwonek.
Magda chwyciła go za rękę i oboje powoli zwrócili się w stronę schodów. Czekała
ich żmudna droga na drugie piętro. Wybrali zachodnią wieżyczkę, bo było do niej
bliżej.
Po dotarciu na
szczyt usiedli pod klasą od chemii i czekali na rozpoczęcie się lekcji…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz