13 maja 2012

XLI.


Giru szedł spokojnie za Magdą, po czym zrównał się z nią. Nie widzieli się całe wakacje, więc mierzył ją wzrokiem od czubka głowy po koniuszek podeszwy glana.
- Co ty robisz, matole? – zaśmiała się z dziwnej miny, jaką miał, oglądając dziewczynę dokładnie.
- A na co Ci to wygląda? – Giru stanął w miejscu, spojrzał na dziewczynę spode łba poczym wybuchnął radosnym śmiechem. Dziewczyna obróciła się na pięcie. Szła teraz wolniej, tyłem do przodu, patrząc na przyjaciela.
- Ale ty jesteś… - Magda zaśmiała się nie zwalniając kroku, obracając swoją twarz z powrotem do kierunku w którym szła.
- Jestem… I zawsze będę – powiedział już ciszej, podbiegając do Magdy. Wiedział, że ona nie czuje nic od czasu śmierci jej matki, ale bardzo chciał być przy niej. Dla niej. I tylko dla niej. Zrezygnował z większości tego, czym cieszy się większość chłopców w jego wieku – z imprez, z alkoholu i papierosów. Teraz stara się również przystopować z paleniem trawki. A to wszystko tylko dla niej.

Zakochał się w niej, jak tylko pierwszy raz zobaczył ją na oczy. Miała na sobie luźną i nieco za dużą koszulkę AC/DC, z której wszyscy się śmiali. Nie przeszkadzało jej to. Widział, że ma w uszach słuchawki i nie przejmuje się tym, co robią, mówią inni. Nie odrzucała papierków, jak jakiś trafił ją w ramię. Nie klęła, jak ktoś ją obrażał. Kompletnie odcięła się od świata.
Na pewnej przerwie, dnia 21 września zeszłego roku siedziała na swoim ulubionym miejscu na boisku, pod drzewem. Nikt tam nie siedział, bo dwa lata temu powiesił się tam człowiek, któremu zagroziła dyrekcja, że wyrzucą go ze szkoły. Niestety miał za słabą psychikę i po dwóch dniach od tego smutnego dla niego dnia, jego ciało znaleziono na tym drzewie, pod którym właśnie ona przesiadywała najczęściej. Pewnego dnia podszedł do niej, zapytał, czy może się przysiąść.
- Jasne – powiedziała ponuro, wyciągnęła jedną słuchawkę, żeby słyszeć lepiej, co przybysz do niej mówi.
- Jestem Dawid. – przywitał się skromnie.
- Jestem Nez. Nie posługuję się imieniem. – krótko powiedziała.
- Dlaczego? Imię mówi coś o człowieku…
- Och, jak masz tak pieprzyć, to spadaj stąd, okej? – przerwała mu, podsumowując.
- Nie, nie! Ja chciałem się zakumulować, może nawet zaprzyjaźnić…
I tak właśnie zaczęła się ich znajomość. Teraz dziękuje światu, że zesłał mu taką dziewczynę. Rozmawiała z nim o wszystkim. O kobietach, o muzyce, o filmach, duszy, śmierci… O tym wszystkim, o co nie mógł zapytać w domu, albo kolegów. Była dla niego całym światem. Powoli zaczął rzucać wszystko, na czym mu kiedyś zależało.
Gdy dowiedział się, że Lilianna, matka Magdy zmarła. To był cios dla niego na tyle mocny, żeby zrozumieć, że mała dziewczyna, ubierająca się na czarno, słuchająca metalu i grająca na gitarze jest tą, z którą chciałby spędzić resztę życia. Nie powiedział jej tego wprost, ale cała szkoła wiedziała, że on ją pokochał.
- Nie przeszkadza mi to, wiesz? – powiedziała kiedyś nagle. Od dawna już byli dobrymi przyjaciółmi, zawsze trzymali się razem.
- Ale co? – wiedział doskonale o co jej chodzi. Zaczerwienił się. Miał jednak szczęście, że w ten dzień, w jaki to powiedziała jej klasa i jego były ostatnimi, jakie zostawały tak późno w szkole. Nikt nie widział, bo trzymali się na uboczu.
- Spokojnie. – pogłaskała go po głowie. – Wiem, że łatwo jest zauroczyć się we mnie. Nie raz tak było. Ale wiesz… - zabrała rękę z jego głowy - …nie umiem kochać. – Po tym spojrzała mu prosto w oczy. Wiedział, że mówi prawdę. Jej zielone oczy nie umiały kłamać. To pierwsza rzecz w jakiej się w niej zakochał. Potem już kolejno, usta, nos, cała twarz, całe ciało. Zakochał się po uszy.
- Wiesz, że nic nie zrobię, jak nie chcesz. Tak, kocham cię! – powiedział tak cicho, że ledwo słyszał sam siebie.
- Dziękuję Giru. – pocałowała go w policzek i poszła wraz z dzwonkiem na lekcje. Przed wejściem do klasy odwróciła się do Dawida i zobaczyła, że on nadal siedzi w tym samym miejscu, dotykając palcami dłoni miejsce, gdzie wcześniej stykało się z jej ustami.
To był jego pierwszy taki bliski kontakt z dziewczyną.

- …i wtedy było tak, jak ci mówiłam. Ej, słuchasz mnie? – powiedziała, spoglądając na niego.
- Nie bardzo. – przyznał. – Zamyśliłem się. Przepraszam. O czym mówiłaś?
- Oh, a ty znowu bujasz w obłokach? – zaśmiała się, przytulając Giru do siebie.
- Pewnie! To faj… Znaczy, świetne – uśmiechnął się szybko, przypominając sobie, że nie znosi słowa `fajne`. Nikt nie wie dlaczego, ale on powoli też miał go dość. Wszystko wokół zawsze jest `fajne`.
Magda zaśmiała się, nie mówiąc nic. Dawid pochylił się nad nią i pocałował w czoło. Uśmiechnęła się znacząco i powiedziała:
- Przez twoje bujanie w obłokach doszedłeś do szkoły bez słuchania mojego wywodu o tym, jak bardzo chciałam się z tobą zobaczyć w wakacje, wiesz?
- Wybacz mi. – przytulił ją mocniej do siebie.
- Tobie zawsze. – rozpromieniła się.
Przed nimi ukazał się wielki budynek szkoły. Wyglądał trochę jak klasztor. Dwie wieżyczki, dwa piętra, parter i piwnica, ogromna ilość schodów, ściany niesmacznego, żółtego koloru. Wiedzieli oboje, że to nie jest to, co chcą widzieć po końcu dwóch miesięcy wakacji. Przed szkołą było wielkie, cementowe boisko, na którym spędzało się przerwy. Magda spojrzała odruchowo w lewo, czy jej drzewo nadal tam jest. Było, nieruszone i czekające, żeby tylko pod nim usiąść. Dawid również tam spojrzał i przemknął mu przez myśl obraz tego chłopaka, który powiesił się na tym drzewie. Biedaczek, pomyślał. Szli dalej przed siebie, aż w końcu doszli do drzwi wejściowych. W jednym momencie położyli rękę na drzwiach, żeby je otworzyć. Ręka Dawida znalazła się na ręce Magdy i chłopak znieruchomiał.
- Spokojnie – powiedziała szybko i odwróciła rękę, chwytając jego dłoń. – Wszystko w porządku. - Pchnęła drzwi drugą ręką. Przed nimi, w dyżurce siedziała zawsze ta sama osoba, pani Tereska. Oboje powiedzieli jej na powitanie dzień dobry, a gdy staruszka zobaczyła, że trzymają się za ręce, rozpromieniła się, a oni odpowiedzieli jej uśmiechem. Mimo, że oboje byli wyrzutkami i nie mieli z nikim więcej wspólnego w całej szkole, pani Tereska darzyła ich największą sympatią. Sama nie wiedziała dlaczego, ale właśnie tak było. Lubiła ich nie za to, że są jacy są, ale za to, że są sobą i nie pchają się tam, gdzie ich się nie chce. Ceniła sobie ich zdanie. Tak, jak oni szanowali jej.
Przeszli razem przez parter, żeby zobaczyć, gdzie mają pierwszą lekcje. Zawsze przychodzili trzydzieści minut przed dzwonkiem, żeby ze spokojem wszystko ogarnąć. Czasem szli do pani Tereski zapytać, czy nie mogą w czymś jej pomóc. Najczęściej było można coś gdzieś przenieść, sprzątnąć, popilnować. Oboje bardzo lubili jej pomagać. Teraz jednak zobaczyli, że zamiast planu lekcji jest kartka o zamianach osób w klasach. Lista była wielka, więc oboje zaczęli szukać własnych nazwisk. Magda nie znalazła siebie, więc to musiało oznaczać, że nadal jest na swoim profilu. Teraz Dawid wertował wzrokiem nazwiska. `Krukowski` jest.
- Jestem na czarnej liście – zaśmiał się chłopak. – Ciekawe gdzie mnie przenieśli. – przesunął palcem po szybie, żeby nie pomylić linijek. – Jestem teraz na biol-chemie. – wykrzyknął. – Jestem z tobą w klasie! – przytulił dziewczynę, która nie mogła powstrzymać się od radości. W końcu nie będą musieli czekać aż zabrzmi dzwonek. Magda chwyciła go za rękę i oboje powoli zwrócili się w stronę schodów. Czekała ich żmudna droga na drugie piętro. Wybrali zachodnią wieżyczkę, bo było do niej bliżej.
Po dotarciu na szczyt usiedli pod klasą od chemii i czekali na rozpoczęcie się lekcji…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz