13 maja 2012

IV.


Serce zabiło mi mocniej, gdy to powiedziała. Może ma racje? Może będę ją w snach widywać? Wszystko jest możliwe na tym świecie. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Było ciepło, a mimo to czułam chłód. To moje serce. Ten niewrażliwy na uczucia organ poczuł coś nigdy nie czuł. Nie wiedziałam co to za uczucie. W końcu powiedziałam:
- Naldo... -zaczęłam - Ja... Ja nie chcę stąd odchodzić sama. Ja... Nie chcę Cię tu samej zostawiać.
Mówiąc to oczy przeszkliły mi się. Sekundę potem szklana łza spłynęła mi z oka.
- Kochany Cieniu, zawsze będę z Tobą. Nie martw się już.
Gdy tylko skończyła mówić, podniosła łapę i przetarła mi łzawiące oczy. Był to gest jednocześnie opiekuńczy jak i pocieszający. Widać było, że Nalda bardzo się martwiła co się ze mną dalej stanie. Był to najmilszy gest jaki kiedykolwiek był skierowany do mnie. I co ja miałam zrobić? Jak się odwdzięczyć? Nie mogłam tak po prostu odejść. Coraz bardziej byłam skłonna zostać tu, z Naldą.
- Idź już. - przerwała milczenie - Nie martw się już tak o mnie. Będzie lepiej.
Jakoś nie chciałam w to wierzyć.
- Naldo, wierz mi, jesteś najwspanialszą wilczycą jaką spotkałam w życiu! Nigdy o Tobie nie zapomnę! - odwróciłam się od niej.
W powietrzu czuć było smutek i przy okazji nadchodzącą burzę. Powietrze zrobiło się rześkie. Nasze serca szybciej biły. Krew także szybciej krążyła. To były nasze ostatnie chwile razem. Obie jak na rozkaz podniosłyśmy łby i zawyłyśmy wprost do nieba. Wycie było słychać w całym lesie. To smutne wycie sprowadziło chmury. Deszcz w końcu zaczął padać.
- Cieniu, jeszcze jedno. - zaczęła - gdy będziesz w tarapatach albo w złym humorze, zawyj. Zawyj tak jak teraz. Może los będzie chciał, że to usłyszę. gdy tak się stanie odpowiem Ci tym samym. A gdy nie będzie to możliwe to każdej gwieździstej nocy będę patrzyła w niebo szukając Ciebie.
I znów oczy napełniły mi się łzami. Nie były to jednak smutne łzy. Płakałam, bo w końcu ktoś się o mnie martwił i wiedział, że nie zniknę z jego życia, jak kamień rzucony w wodę. Znów obróciłam się w stronę Naldy.
- Ja... Ja nie wiem co powiedzieć... Ja... Uhhh - nie mogłam nic powiedzieć.
Wilczyca dobrze wiedziała o co mi chodzi. Podeszła, położyła swój łeb na moim karku i szepnęła:
- Zawsze będę z Tobą.
Stałyśmy tak w deszczu dobrą chwilę, po czym odeszłam kawałek dalej, otrząsnęłam się z kropel i powiedziałam:
- Noo to do zobaczenia!
Nie pozwoliłam jej nic powiedzieć. Uciekłam. Nie znoszę takich pożegnań. Biegłam w deszczu dobrą godzinę. W końcu zawyłam do rozchmurzającego się nieba. Nalda mnie nie zawiodła. W jej głosie było słychać pożegnanie, ale też podziękowanie. Za co? Nie wiem. Może kiedyś się dowiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz