Serce zabiło mi mocniej, gdy to powiedziała. Może ma racje? Może będę ją
w snach widywać? Wszystko jest możliwe na tym świecie. Słońce chyliło się już
ku zachodowi. Było ciepło, a mimo to czułam chłód. To moje serce. Ten
niewrażliwy na uczucia organ poczuł coś nigdy nie czuł. Nie wiedziałam co to za
uczucie. W końcu powiedziałam:
- Naldo... -zaczęłam - Ja... Ja nie chcę stąd odchodzić sama. Ja... Nie
chcę Cię tu samej zostawiać.
Mówiąc to oczy przeszkliły mi się. Sekundę potem szklana łza spłynęła mi
z oka.
- Kochany Cieniu, zawsze będę z Tobą. Nie martw się już.
Gdy tylko skończyła mówić, podniosła łapę i przetarła mi łzawiące oczy.
Był to gest jednocześnie opiekuńczy jak i pocieszający. Widać było, że Nalda
bardzo się martwiła co się ze mną dalej stanie. Był to najmilszy gest jaki
kiedykolwiek był skierowany do mnie. I co ja miałam zrobić? Jak się
odwdzięczyć? Nie mogłam tak po prostu odejść. Coraz bardziej byłam skłonna
zostać tu, z Naldą.
- Idź już. - przerwała milczenie - Nie martw się już tak o mnie. Będzie
lepiej.
Jakoś nie chciałam w to wierzyć.
- Naldo, wierz mi, jesteś najwspanialszą wilczycą jaką spotkałam w
życiu! Nigdy o Tobie nie zapomnę! - odwróciłam się od niej.
W powietrzu czuć było smutek i przy okazji nadchodzącą burzę. Powietrze
zrobiło się rześkie. Nasze serca szybciej biły. Krew także szybciej krążyła. To
były nasze ostatnie chwile razem. Obie jak na rozkaz podniosłyśmy łby i
zawyłyśmy wprost do nieba. Wycie było słychać w całym lesie. To smutne wycie
sprowadziło chmury. Deszcz w końcu zaczął padać.
- Cieniu, jeszcze jedno. - zaczęła - gdy będziesz w tarapatach albo w
złym humorze, zawyj. Zawyj tak jak teraz. Może los będzie chciał, że to
usłyszę. gdy tak się stanie odpowiem Ci tym samym. A gdy nie będzie to możliwe
to każdej gwieździstej nocy będę patrzyła w niebo szukając Ciebie.
I znów oczy napełniły mi się łzami. Nie były to jednak smutne łzy.
Płakałam, bo w końcu ktoś się o mnie martwił i wiedział, że nie zniknę z jego
życia, jak kamień rzucony w wodę. Znów obróciłam się w stronę Naldy.
- Ja... Ja nie wiem co powiedzieć... Ja... Uhhh - nie mogłam nic
powiedzieć.
Wilczyca dobrze wiedziała o co mi chodzi. Podeszła, położyła swój łeb na
moim karku i szepnęła:
- Zawsze będę z Tobą.
Stałyśmy tak w deszczu dobrą chwilę, po czym odeszłam kawałek dalej,
otrząsnęłam się z kropel i powiedziałam:
- Noo to do zobaczenia!
Nie
pozwoliłam jej nic powiedzieć. Uciekłam. Nie znoszę takich pożegnań. Biegłam w
deszczu dobrą godzinę. W końcu zawyłam do rozchmurzającego się nieba. Nalda
mnie nie zawiodła. W jej głosie było słychać pożegnanie, ale też podziękowanie.
Za co? Nie wiem. Może kiedyś się dowiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz