13 maja 2012

XXXVII.


Nie wiedział, co się stało, więc nerwowo zaczął się rozglądać po okolicy. Feniks wrzasnął przeraźliwie. Satoshi specjalnie się tym nie przejął, ale ja odwróciłam łeb w stronę ptaka.Stworzenie postąpiło parę kroków w lewo i za nim było można dostrzec mały,biały pagórek. Coś jednak nie dawało mi spokoju i postanowiłam zbadać sprawę.Zaczęłam powoli iść w stronę górki, jednak Feniks mnie uprzedził i dotknął górki skrzydłem. Śnieg oraz lód od razu stopniały.
- Satoshi! – krzyknęłam, wryta w ziemię.
Wilk odwrócił łeb w moją stronę. Zaczął gniewnie:
- Nie widzisz, że jestem… - głos mu ugrzązł w gardle. Oczy Satoshi’ego spoczęły na ciele, jakie ukazało się spod śniegu.Wilk od razu zerwał się na równe łapy i pobiegł w tonę ciała. Ja nadal nie mogłam się ruszyć z miejsca.
Nie ruszaj się…
- Co? Kto?! – warczałam. – Odejdź, zostaw nas!
- Chinmoku, chodź tu! – rozkazał Satoshi.
Powoli postąpiłam kilka kroków do przodu,ale ból w głowie połączony wraz z głosem, który obijał się echem po czaszce,nie pozwalał mi iść szybko. Musiałam bardzo często zaciskać zęby, żeby nie zawyć z bólu. Po dobrej minucie udało mi się dotrzeć do Satoshi’ego. Teraz mogłam zobaczyć, czyje to ciało.
- Krazow… On… - zaczął Sato – Musimy oddać mu cześć.
Jego głos wskazywał na to, że Wielki Wilk odszedł. Podeszłam do ciała z drugiej strony, okrążając przy tym wielką,zamarzniętą krew Krazowa. Gdy tylko znalazłam się dostatecznie blisko,dotknęłam łapą jego pyska. Nie poruszył się.
To nie jest film Chinmoku..
Nie chciałam, żeby Satoshi zobaczył, że oszalałam. Mówię do siebie, słyszę głosy. Ciekawe co jeszcze mi się stanie.
Będziesz miała wizje…
Chyba sobie wykrakałam.
- …tak więc, tak musimy postąpić. – Satoshi spojrzał na mnie. – Słuchasz mnie, dziecino?
- Co, co? – wyrwałam się z zadumy. –Przepraszam, możesz powtórzyć?
- Nie.
- Ale…
- Oh, przestań już! – warknął. – Nie wiem,co się z tobą dzieje. Mówisz do siebie, jesteś inna. Zajmij się może tym, co jest ważne?
- Satoshi… - zaczęłam – Nie chcę cię urazić, ale jak ty byś się czuł, gdybyś musiał biegać tak i z powrotem w poszukiwaniu siebie? Pewnie byłbyś silniejszy niż ja, od razu byś wiedział, że musisz iść tą, a nie inną drogą! Przepraszam cię bardzo, Satoshi, zapomniałam,że jesteś ode mnie o wiele lepszy. – mówią to poczułam, że szklą mi się oczy.
Wypłacz się…
- No i widzisz… - powiedział cicho. –Przestań udawać księżniczkę może, co?! - Jego ton od razu się zmienił.
- Jak sobie życzysz.
Mówiąc to poczułam, że coś we mnie pękło. Odwróciłam się więc do Satoshi’ego oraz do ciała Krazowa i zaczęłam biec przed siebie.
Nieważne gdzie, nieważne jak szybko…
Zostawił mnie. To pewne.
Chinmoku, to jeszcze nie koniec…
Nie chciałam słychać już tego głosu. Był mi obojętny. Zagnieździł się w głowie – trudno. Nie zmienię tego. Teraz tylko chcę biec przed siebie.
Nie byłam w stanie zauważyć nawet, że łzy,które leciały po z oczu, zamarzały na końcach futra…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz