Nie wiedział, co się
stało, więc nerwowo zaczął się rozglądać po okolicy. Feniks wrzasnął
przeraźliwie. Satoshi specjalnie się tym nie przejął, ale ja odwróciłam łeb w
stronę ptaka.Stworzenie postąpiło parę kroków w lewo i za nim było można
dostrzec mały,biały pagórek. Coś jednak nie dawało mi spokoju i postanowiłam
zbadać sprawę.Zaczęłam powoli iść w stronę górki, jednak Feniks mnie uprzedził
i dotknął górki skrzydłem. Śnieg oraz lód od razu stopniały.
- Satoshi! –
krzyknęłam, wryta w ziemię.
Wilk odwrócił łeb w
moją stronę. Zaczął gniewnie:
- Nie widzisz, że
jestem… - głos mu ugrzązł w gardle. Oczy Satoshi’ego spoczęły na ciele, jakie
ukazało się spod śniegu.Wilk od razu zerwał się na równe łapy i pobiegł w tonę
ciała. Ja nadal nie mogłam się ruszyć z miejsca.
Nie ruszaj się…
- Co? Kto?! –
warczałam. – Odejdź, zostaw nas!
- Chinmoku, chodź
tu! – rozkazał Satoshi.
Powoli postąpiłam
kilka kroków do przodu,ale ból w głowie połączony wraz z głosem, który obijał
się echem po czaszce,nie pozwalał mi iść szybko. Musiałam bardzo często
zaciskać zęby, żeby nie zawyć z bólu. Po dobrej minucie udało mi się dotrzeć do
Satoshi’ego. Teraz mogłam zobaczyć, czyje to ciało.
- Krazow… On… -
zaczął Sato – Musimy oddać mu cześć.
Jego głos wskazywał
na to, że Wielki Wilk odszedł. Podeszłam do ciała z drugiej strony, okrążając
przy tym wielką,zamarzniętą krew Krazowa. Gdy tylko znalazłam się dostatecznie
blisko,dotknęłam łapą jego pyska. Nie poruszył się.
To nie jest film
Chinmoku..
Nie chciałam, żeby
Satoshi zobaczył, że oszalałam. Mówię do siebie, słyszę głosy. Ciekawe co
jeszcze mi się stanie.
Będziesz miała
wizje…
Chyba sobie
wykrakałam.
- …tak więc, tak
musimy postąpić. – Satoshi spojrzał na mnie. – Słuchasz mnie, dziecino?
- Co, co? – wyrwałam
się z zadumy. –Przepraszam, możesz powtórzyć?
- Nie.
- Ale…
- Oh, przestań już!
– warknął. – Nie wiem,co się z tobą dzieje. Mówisz do siebie, jesteś inna.
Zajmij się może tym, co jest ważne?
- Satoshi… -
zaczęłam – Nie chcę cię urazić, ale jak ty byś się czuł, gdybyś musiał biegać tak
i z powrotem w poszukiwaniu siebie? Pewnie byłbyś silniejszy niż ja, od razu
byś wiedział, że musisz iść tą, a nie inną drogą! Przepraszam cię bardzo,
Satoshi, zapomniałam,że jesteś ode mnie o wiele lepszy. – mówią to poczułam, że
szklą mi się oczy.
Wypłacz się…
- No i widzisz… -
powiedział cicho. –Przestań udawać księżniczkę może, co?! - Jego ton od razu
się zmienił.
- Jak sobie życzysz.
Mówiąc to poczułam,
że coś we mnie pękło. Odwróciłam się więc do Satoshi’ego oraz do ciała Krazowa
i zaczęłam biec przed siebie.
Nieważne gdzie,
nieważne jak szybko…
Zostawił mnie. To
pewne.
Chinmoku, to jeszcze
nie koniec…
Nie chciałam słychać
już tego głosu. Był mi obojętny. Zagnieździł się w głowie – trudno. Nie zmienię
tego. Teraz tylko chcę biec przed siebie.
Nie byłam w stanie
zauważyć nawet, że łzy,które leciały po z oczu, zamarzały na końcach futra…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz