13 maja 2012

V.


Mijała już druga noc od rozstania z Naldą. Bardzo za nią tęskniłam, ale musiałam iść dalej. W końcu szukałam szczęścia ale siebie.
- Kiedy znajdę szczęście - mówiłam do siebie.
W końcu zaczynało wstawać poranne słońce. Znalazłam jakąś jaskinię. Wyglądała na opuszczoną, więc weszłam wgłąb.
- Jest tam ktoś? - niepewnie powiedziałam.
- Ktoś, kto, kt... - odpowiedziało mi echo.
Położyłam się na wystającym z ziemi kamieniu. Wyglądałam jak lew siedzący na wielkiej skale, który pilnuje swojego terytorium. Spodobało mi się to miejsce. Postanowiłam zostać tu na dłużej. Okolica była piękna. Dużo zwierzyny i blisko do wodopoju. Jak z obrazka.

Mijał już 2 dzień mojego pobytu w jaskini. Musiałam iść dalej. Wypoczęta i najedzona poszłam dalej. Zostawiłam to wszystko. Nie czułam się tu dobrze. Pewnie dlatego, że wciąż czułam obecność Naldy i... Kogoś jeszcze. Ale nie wiem co lub kto to był. Może to przez zmiany w sercu.
Szłam wolno podziwiając okolicę. Przede mną wielki spad na dół. Nie było aż tak stromo więc zbiegłam w dół. Najbliższa cała droga tak wyglądała. Musiał być tu wcześniej lodowiec albo coś w tym rodzaju. Po kilku wzniesieniach położyłam się w cieniu zmęczona ciągłym biegiem. Oczy same mi się zamykały. W końcu zasnęłam.
Śnił mi się wilk. Biegł obok mnie. Był starszy ode mnie, ale czułam jakby był moim bratem, którego zawsze mi brakowało. Wszystkich zabito przed moimi narodzinami. Gdy wszystko opowiadałam wilkowi on zatrzymał się, spojrzał w niebo. Pokazał mi wszystkich na ogromnej zorzy. Byli tam w komplecie. Zadowoleni, że spełniam swoje marzenia. Nagle wszystko znikło. Obudziło mnie straszne dudnienie i trzęsąca się ziemia. To lawina! Ogromne głazy pędziły wprost na mnie. Zaczęłam uciekać. Niestety nic mi to nie dało. Ogromny kamień uderzył mnie prosto w głowę. Straciłam przytomność. Co się działo potem? Podejrzewam, że targało mną nieziemsko. Ocknęłam się w nocy. Nie wiem czy minęły godziny czy dni od tego zdarzenia. Wiem, że bolała mnie głowa i miałam złamaną tylną łapę. Teraz "trójnożna" poszłam pod najbliższe drzewo, żeby sprawdzić czy nic więcej mi się nie stało. Na szczęście prócz niesprawnej łapy, okropnego bólu łba i mnóstwa zadrapań nic mi nie było. Miałam ogromne szczęście, że jeszcze żyję.
Księżyc pięknie był widoczny. Jak obiecałam Naldzie, w każdej sytuacji zwątpienia, czy jakiejkolwiek innej, zawyłam do księżyca. Po chwili słyszę odpowiedź. Wycie wilka, ale nie była to Nalda. Wilk był blisko mnie, ale nie mogłam go znaleźć. Zawyłam znów, ale nieznajomy już się nie odezwał. Położyłam łeb na liściach i miałam nadzieję, że dowiem się kim był ten, którego wycie zostanie już na zawsze w mojej pamięci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz