13 maja 2012

VI.


Obudziłam się dość późno. Słone było już od dawna w zenicie. Podniosłam się. Zauważyłam, że na złamanej łapie mam opatrunek z liści. Skąd się wziął? Zagadka.
- W końcu wstałaś. - odezwał się wilk.
- Kim jesteś? Co tu robię? Dlaczego... – zaczęłam
- Spokojnie. - przerwał mi - Jestem... Mówią na mnie Karo. Jesteś w mojej grocie i pozostaniesz w niej tak długo, aż łapa Ci się nie wykuruje.
- Dlaczego Karo? Czemu nie powiedziałeś mi swojego imienia? – pytałam
- Widzisz tę bliznę na oku? - nachylił się - to mój, hmm, znak rozpoznawczy. A nie podałem imienia, ponieważ... - odsunął się.
- Rozumiem, zła przeszłość. Nie mów jak nie chcesz.
Rozejrzałam się po gracie. Karo wyszedł na zewnątrz. Jaskinia była o wiele mniejsza niż ta poprzednia, ale czuło się w niej coś wielkiego. Ogromną moc. A może to nie jaskinia? Może to Karo emanuje taką energią? Tyle pytań i jak na razie żadnych odpowiedzi. Mam nadzieję, że kiedyś wszystko się wyjaśni. Tym czasem Karo krzyczy do mnie:
- Cień! Chodź tu do mnie!
- Postaram się. - podniosłam się i poszłam w jego stronę.
Łapa strasznie bolała. Skakałam więc na trzech. W końcu doszłam do niego. Stał o krok od przepaści.
- Karo, mam dwa pytania. Pierwsze, to skąd znałeś moje imię?
- Ja... Jaaaa... - nie wiedział jak zacząć - Jaaaakby Ci to... Powiedzieć. Jaa...
- No wykrztuś to! – warknęłam
- No dobra, spokojnie. Ja znam Cię już bardzo długo. Możesz mi nie uwierzyć, ale jestem z Tobą już od czasu czasu, gdy byłaś jeszcze w Nevendarr.
Nie chciałam mu wierzyć. Co on mówi? Jak to od czasu Nevendarr, przecież to było cały szmat czasu temu. Zauważyłabym go.
- Kłamiesz! - znów warknęłam na niego. - To niemożliwe! Pamiętałabym Cię.
- Pamiętasz, tylko nie wiesz, że to ja! Udowodnić Ci?
Czekałam tylko kiedy to powie. Bardzo byłam ciekawa czy mnie z kimś nie pomylił.
- Pamiętasz gryfy? - zaczął. Z mojej miny było widać, że tak. - Więc... Ja Cię od nich uratowałem. Pamiętasz może zimny i silny wiatr? To ja... A raczej jedno z moich pięciu wcieleń. Moją umiejętnością jest zmiana w wilka żywiołów. Zademonstrować?
- Czekam...
Karo odsunął się od krawędzi. Przeraźliwie zawył i w tym samym momencie stanął w płomieniach. Zawył znów i zmienił się w wiatr. Wyglądał jakby miał chmura, która miała się za chwilę rozwiać. Ponownie wył. Tym razem jego ciało stało się twarde jak skała. Za ostatnim razem wyglądał jak Bóg morza. Cały w wody. Za ostatnim odzewem powrócił do siebie. Nie mogłam uwierzyć. Patrzyłam na niego, a on na mnie. Siedziałam jak zamurowana. W końcu powiedziałam:
- Dobra. Jesteś władcą żywiołów, ale to nie dowód, że to Ty mnie uratowałeś.
- Chcesz się przekonać? Jeśli powiesz, że tak, to obiecaj mi, że nie wściekniesz się...
- Obiecuję, tylko dowiedź tego wszystkiego.
W tym momencie popchnął mnie z całej siły. Spadałam z urwiska a On patrzył. W końcu skoczył za mną. Zmienił się w wiatr. Nagle znalazłam się na jego grzbiecie. Dosłownie niósł mnie wiatr. W końcu dotarliśmy do krawędzi przepaści. Położył mnie delikatnie i zmienił postać. Znów był wilkiem.
- Karo, jaa... - zaczęłam drżącym głosem - Ja przepraszam, że nie wierzyłam. Przepraszam, że się narażałeś dla mnie.
Zapadła cisza. W końcu podniosłam się, otarłam łapą łzę, która mimowolnie zakręciła mi się w oku i podbiegłam na trzech łapach do Kara. Przytuliłam się do niego z całej siły. Szepnęłam tylko:
- Dziękuję Ci mój aniele.
- Taka już moja rola. Będę z Tobą do końca. Zawsze. Nie ważne gdzie będziesz.
Doceniłam jego słowa. Wciąż jednak nie wiedziałam, co się kryje pod całością. Czy to, że będzie ze mną podróżował, czy będzie ze mną tak, ja jest teraz Nalda...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz