13 maja 2012

XLVIII.


Nowy dzień zaczął się od pakowania rzeczy. Magda brała tylko to, co będzie jej najbardziej potrzebne. Artur nie wiedział, co może mu się przydać, więc pakował do toreb wszystko, co podrzuciło mu się pod ręce. Karo biegał po mieszkaniu jak oszalały szczekając i merdając ogonem z podniecenia. W końcu udało im zapakować rzeczy osobiste.
Magda zeszła na dół, zanosząc plecaki do salonu.
- Tato! – zawołała.
- Co się stało? – Artur wyszedł ze swojej sypialni.
- Pakujemy się i w ogóle… Ale gdzie będziemy mieszkać?
Pytanie nie zaskoczyło Artura. Wiedział, że nic córka nic nie wiedziała o tym, że kilka miast obok ma on wielką willę, którą miał przepisać Magdzie, kiedy dorośnie.
- Niespodzianka. Ale spokojnie, wszystko jest załatwione – uśmiechnął się.  – Nie będziemy mieszkać pod mostem – zaśmiał się.
- No to okej. Bo nie wiedziałam, że gdzieś już szukałeś domu dla nas. W ogóle to… - zawahała się – nie jest ci z tym źle, że wyjeżdżamy z tego miasta?
Pytanie brzmiało długo w głowie Artura. Z początku chciał powiedzieć, że wewnętrznie cierpi, że musi wyjechać z miejsca, w którym poznał Lilę.
- Nie – powiedział krótko, po czym poszedł do siebie.
Dziwne, pomyślała. Karo jednak wyciągnął ją z przemyśleń, przynosząc smycz i kładąc ją na jej kolanach. Szczeknął raz, po czym spojrzał Magdzie w oczy. Błysk, jaki tam zobaczyła, od razu zwrócił jej uwagę. Postanowiła wyjść z Karem na spacer. Założyła psu smycz, podeszła do drzwi, nacisnęła klamkę, wtem usłyszała, że ojciec ją woła.
- Co się stało? – wykrzyczała, cofając rękę od klamki i odwracając się w stronę wołającego.
- Widzę, ze wychodzisz, to idź zanieść papiery do szkoły, że się przenosisz. – Wyciągnął z koperty, którą trzymał w ręku coś, co wyglądało jak malutki pakunek. Był to w rzeczywistości bloczek kartek, na której było coś zapisane. Wyrwał pierwszą schował do kieszeni. Pozostałe podał córce. – Idź i daj to swojej pani dyrektor.
- Dobrze. Wezmę jeszcze Kara na spacer.
- Idźcie razem. I spokojnie możesz wejść z nim do szkoły – mówiąc to, odwrócił się od Magdy i poszedł kończyć pakować swoje rzeczy.
Dziewczyna posłusznie schowała kartki do kieszeni, nie patrząc, co jest na nich napisane i wyszła z domu.

Całą drogę myślała o tym, co będzie, jeśli spotka kogoś ze swojej klasy. O Dawida i Anią się nie martwiła. Wiedziała, że nic jej nie zrobią. Nawet, jeśli byłaby to ostatnia rzecz, jaką oni wspólnie mieliby zrobić. Magda wiedziała teraz, że zarówno Dawid, jak i Ania nie będą z chęcią z nić rozmawiać. A o żegnaniu się, to nie ma nawet mowy.
Podchodząc pod bramę szkoły czuła się nieswojo. Ostatni raz będzie widziała ten budynek. Z jednej strony było jej lepiej, ale z drugiej się nie cieszyła z wyjazdu. Całą historię jej życia można było wpisać w historię tego miasta. Do tych budynków, w których bywała, w których spędzała czas. Uczucie pustki minęło bardzo szybko. Karo ciągnął ją coraz mocniej, żeby tylko mieć to już za sobą.
Boisko wyglądało jak zwykle. Parki spieszące się do szkoły, siedzące pod murami. Grupki przechadzające się po płycie boiska. Magda pospieszyła do drzwi. Weszła do szkoły, razem z psem tak, jak mówił jej ojciec. Pomaszerowała od razu do sekretariatu.
Weszła bez pukania. Przed nią stało wielkie, dębowe biurko, za którym siedziała pani dyrektor.
- Co się stało… Co tu robi ten pies?! – wydarła się, wstając z miejsca.
- Spokojnie, on jest grzeczny. Mam dla pani coś od ojca. – Wyciągnęła z kieszeni bloczek kartek i podała go nauczycielce. Zamknęła za sobą drzwi, żeby nikt już nie przeszkadzał.
Nauczycielka usiadła z powrotem na miejscu, czytając liścik:

Proszę o wykreślenie Magdy z listy uczniów tej szkoły, ponieważ zachowanie ludzi do niej uczęszczających zakrawa na kpinę. Są to osoby nieodpowiedzialne, nędznie udające przyjaciół. Sam poziom szkoły jest na dobry, ale nie liczy się sama nauka…
Z poważaniem, ojciec Magdy,
Artur Arnet.

Dyrektorka nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała. Patrzyła tępo w kartkę.
- Wyjdź – powiedziała cicho, będą nadal w szoku.
- Nic nie muszę podpisywać?
- Uciekaj już stąd, dziewczyno. I zabierz tę bestię z mojego gabinetu! – wydała się dyrektorka.
- Spokojnie, proszę pani, Karo nic nikomu nie zrobi. To dobry pies – pogłaskała zwierzaka po głowie.
Karo siedział spokojnie, spoglądając to na podłogę, to na dyrektorkę. Magda odwróciła się na pięcie i kroczyła w stronę drzwi. Pies wstał, szczeknął i wyszedł za dziewczyną, która była już za drzwiami. Dyrektorka coś jeszcze mówiła, ale Magda zamknęła drzwi za sobą, żeby nie słyszeć tych bzdur.
Idąc korytarzem rozglądała się, co po sobie zostawia. Odrapane mury i ściany, krzesła, znajomych i panią Terenię. Niewiele myśląc podeszła do portierni, żeby ostatni raz pozamieniać słowa z ulubioną osobą z personelu szkolnego.
- Jak się cieszę, że panią widzę – powiedziała dość wesoło.
- Ja ciebie też, słoneczko. Jak wam się układa z Dawidem? Pamiętam jeszcze, jak pierwszego dnia szkoły trzymaliście się za rękę. – Posłała dziewczynie oczko.
- Nie jesteśmy razem, a on już nawet nie jest moim przyjacielem. To długa historia… - spuściła głowę, żeby nie było widać, jak bardzo jest wkurzona na Dawida za to, co jej zrobił.
- Ojeja! Nie wiedziałam. Przepraszam, kruszynko.
- Nic nie szkodzi, proszę pani.
Staruszka spojrzała na nią z zainteresowaniem.
- Chyba nie to przyszłaś mi powiedzieć, prawda?
- Ano nie to… - oczy znów zrównały się z oczami pani Tereni. – Wyprowadzam się, więc przyszłam się pożegnać. Będę o pani zawsze pamiętać. Wtedy, jak pierwszy raz chciałam pani pomóc i w ogóle… Za te wspólnie spędzone lata. Bardzo dziękuję za wszystko.
Panią Terenię zamurowało. Otworzyła tylko usta, ale nic nie mogła powiedzieć. Karo szczeknął, więc staruszka ocknęła się z szoku. Wstała i wychyliła się, żeby zobaczyć, co wydało ten odgłos.
- Śliczny pies. Jak się wabi? – zmieniła temat.
- Karo.
- Mam nadzieję, że cię będzie pilnował, dziecino. Masz tutaj mój adres – podaje jej małą kartkę, zapisaną charakterystycznym pismem – napisz do mnie, jak się już zakwaterujecie, dobrze?
- Oczywiście proszę pani. – Kartkę schowała do kieszeni. – Będę już uciekać. Obiecuję, że kiedyś panią jeszcze odwiedzę.
Odwróciła się w stronę wyjścia, ale usłyszała odsuwające się krzesło i poczuła, że ktoś się do niej zbliżył. Pani Terenia przytuliła się mocno do dziewczyny.
- Trzymaj się mocno.
Magda poczuła, że coś kapie jej na ramię. Odwróciła się na pięcie, powoli, żeby nie wystraszyć kobiety. To co zobaczyła zabolało ją bardzo. Dziewczyna puściła smycz i pędem przytuliła staruszkę do siebie. Karo wyszedł przed budynek szkoły i usiadł przed wejściem. Pani Terenia była tak zapłakana, że łzy leciały wręcz ciurkiem po jej policzkach.
- Dlaczego pani płacze? – zapytała Magda, po dłuższej chwili milczenia.
- Byłaś dla mnie naj… Wróć! Jesteś dla mnie naprawdę ważną osobą. Tyle razem przeszłyśmy. Jeszcze z Dawidem… Wszystko teraz będzie w mojej pamięci. I tylko tam. Nie mam zamiaru się z nikim dzielić tym, co przeżyłam. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, kruszyno.
Staruszka puściła Magdę, wręcz odpychając ją od siebie. Weszła z powrotem do kantorka i zamknęła za sobą drzwi. Nie patrzyła już na dziewczynę, tylko w podłogę. Ciężkie łzy kapały z jej twarzy. Magda nie wiedziała co ma robić. Zapukała w szybę.
- Nigdy o pani nie zapomnę – powiedziała pewnie, kiedy staruszka podniosła na nią wzrok. Odwróciła się i wyszła ze szkoły. Chwyciła w rękę smycz, która walała się po ziemi. Z ciężkim sercem i głową pełna myśli wróciła do domu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz