13 maja 2012

XV.


Latałam już dobre 30 minut, gdy nagle zauważyłam dwa smoki goniące się w powietrzu. Był to Onnel i Kuzua, młodsi od Ralliona i Makuru.Podleciałam bliżej i krzyknęłam:
  - Onnel! Kuzua! Mam dla Was wiadomość od Ralliona!
Smoki przerwały powietrzną gonitwę i rzekły równo:
  - Ralliona? Skąd go znasz? Wylądujmy i porozmawiajmy...
  - Nie ma czasu! - przerwałam mu. - Chodzi o coś bardzo ważnego. Właściwie nie o coś, tylko chodzi o Makura! Chodźcie za mną!
Po tych słowach obróciłam się i zaczęłam lecieć w stronę Ralliona. Bracia zrobili to co ja. Słyszałam tylko jak mówili do siebie:
  - Ciekawe co Makuru znowu wymyślił.
  - Pewnie nabroił i musimy mu pomóc.
  - Jak już się rozprawimy z Maku, to zróbmy coś z tym wilkiem, co?
  - Zjedzmy ją.
Rozmowa się na tym skończyła, bo lądowaliśmy już przy rozgrzebanym grobie smoka. Rallion wyciągnął już ciało z dołu, czekał teraz na nas.
  - W końcu jesteście. - powiedział najstarszy do rodzeństwa.
  - Co... - Onnel zaczął się jąkać. - Co się stało? Czy... Czy to jest... Grób... Makuru?
Widać było złość w oczach młodszego rodzeństwa. Oboje nie mogli uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
  - Tak. - rzekłam, przerywając jednocześnie ciszę.
  - Nie mogę w to uwierzyć... - powiedział Kuzua
Smok obrócił się, podszedł do rzeki i z całej siły uderzył łapą w taflę lazuru. Woda rozprysła się wokół. Kuzua obrócił się w naszą stronę.Krople wody spływały na po pysku. Pewnie chciał ukryć łzy, pomyślałam.Kuzua wrócił do nas, otrząsnął się i rzekł:
  - Więc, Rallionie, robimy to co nakazuje tradycja, czy masz inny plan?
  - Tradycja... Spalimy Go na popiół, a prochy wrzucimy do rzeki.
Jak powiedzieli tak zrobili. Przeciągnęli ciało Makura na plażę. Odeszła na bok. Nie chciałam, żeby ogień z ich paszcz dosięgnął i mnie. Wszystkie trzy smoki ustawił się w rzędzie i, jak na komendę, zionęły ogniem wprost na ciało swojego brata. Po jakimś czasie ciało zmieniło się w popiół. Smoki nazbierały dużych liści i zebrały szczątki Makuru w rośliny. W czasie gdy smoki szukały roślin, zauważyłam, że ktoś stoi za kamieniem. Był to Karo. Podbiegłam do niego. Przytuliłam Stróża i rzekłam:
  - Karo, to ostatnia chwila kiedy widzimy Makura. Będziesz przy mnie jak jego rodzeństwo będzie składać jego prochy w rzece? Proszę Cię.
  - Będę. - odpowiedział Karo.
W tym samym momencie Rallion zawołał nas do siebie. Widocznie skończyli już zbieranie szczątków i nadszedł czas się pożegnać z przyjacielem i bratem. Karo podszedł ostrożniej niż ja. W końcu szepnął:
  - Cieniu uważaj, czuję, że stanie się coś strasznego, ale nie umiem powiedzieć co to będzie.
  - Spokojnie. Ufam im.
Podeszliśmy nad brzeg rzeki. Rallion wytłumaczył nam, że każdy po kolei będzie ryczał, w naszym przypadku wył, do nieba na cześć zmarłego. Usiedliśmy przy samej wodzie. Kuzua, Onnel i Rallion wsypali prochy brata do rzeki i każdy po kolei zaczął ryczeć bardzo donośnie do nieba. Ja i Karo także się dołączyliśmy. Po kwadransie wszystko się uspokoiło. Las ucichł.
  - Ja muszę już znikać. - powiedział do mnie Karo.
  - Dobrze. Dziękuję, że tu ze mną byłeś.
Uśmiechnęłam się tylko, a Karo wtulił się we mnie, po czym zmienił się w żywiołaka wiatru i odfrunął. Smoki patrzyły na mnie chwile w milczeniu, po czym przeszły na miejsce, gdzie niegdyś znajdował się grób. Usiadłam obok Ralliona i szepnęłam:
  - Rallionie, co robicie po takiej ceremonii?
  - Najmłodsi idą coś upolować, a potem wszyscy rozchodzimy się w swoje strony.

Najstarszy smok rozkazał, żeby młodziki poleciały na łowy. Mieli przynieść pierwszą rzecz jaka jest zdatna do zjedzenia przez obie nasze rasy -smoki i wilki. Bracia ruszyli w drogę. Rallion siedział cały czas w milczeniu, nie chciałam zepsuć tego stanu, więc też siedziała cicho.

Po kilku kwadransach wrócili ze zdobyczą. Była już do połowy zjedzona. Podeszłam bliżej lądujących bestii. Każdy z nas dostał po kawałku ofiary. Mnie trafiła się głowa. Była to wilcza głowa... Naldy! Nie mogłam tego zjeść. Zaczęłam panicznie warczeć na smoki.
  - Co wyście zrobili! Wiecie kim była ta wilczyca!?!
 - Wiemy, nawet powiedziała nam kogo szuka. - młodsze rodzeństwo było wyraźnie zadowolone z czynu jakiego dokonali. - To jest Nalda. Szukała ciebie, Cieniu. - zachichotali ponownie.
  - Zabiję was obu!
Z wściekłością rzuciłam się na Onnela, który starł bliżej mnie. Odepchną mnie łapą. Upadłam, ale nie poddawałam. Smoki nie zwracały na mnie uwagi, więc podeszłam od tyłu do Kuzuy i odgryzłam mu kawał ogona.
  - Masz za swoje zdrajco!
 - Pożałujesz marny wilczy gnomie! - mówiąc to rzucił się w moją stronę.Udało mi się uchylić i uciec w pobliskie drzewa. Obserwowałam co się stanie. Już chciałam wołać bestie do siebie, ale odezwał się Rallion:
 - Coście zrobili! - najstarszy ze smoków zamachnął się i młody Onnel dostał pazurami w łeb i upadł z hukiem na ziemię. Dobrze mu tak,pomyślałam. - A ty, Kuzua, myślisz, żeś niewinny?! Grubo się mylisz...- tym razem Rallion zamachnął ogonem i także drugi z młodszych braci wylądował na ziemi. - Obyście nie zapomnieli...
Młode smoki wzięły nogi za pas i w popłochu uciekli. Rallion usiadł na miejscu gdzie leżała głowa Naldy i rzekł:
 - Cieniu, jeśli mnie słyszysz to wiedz, że oni dostaną jeszcze za to co zrobili. Niestety tak u nich objawia się nienawiść do wilczej rasy.Cieniu wybacz mi, ale nic już nie mogę zrobić. Pochowam resztki Naldy z należnym jej szacunkiem. Przepraszam...
Smok opuścił smutno łeb i chwilę później widziałam jak płacze. To smoki płaczą? - myślałam.
Już chciałam do niego podejść, ale coś mi nie pozwoliło. Nie chciałam już znać tej smoczej rodziny. Zawyłam tylko na pożegnanie:
  - Rallionie, żegnaj. Już nigdy się nie spotkamy.
Zaczęłam biec ile tylko sił w łapach. Chciałam uciec od tego wszystkiego, od wspomnień, ale to się tak nie da. Nie da się zatrzymać, ani cofnąć czasu. Teraz wiem, że jestem skazana na siebie. Karo miał swoje życie, nie chciałam już go w to mieszać.

Po kilku kilometrach zatrzymałam się na odpoczynek. Usiadłam na wielkiej polanie, w cieniu drzewa. Nagle na niebie pojawił się smok. Był to Rallion. Podleciał nisko, ale nie lądował. Podał mi tylko mały flakonik z błękitną zawartością. Zaryczał mi na pożegnanie:
  - Nie zapomnę Cię, Cieniu.
I odleciał. Co było w flakoniku? Nie wiem, ale mam przeczucie, że się niedługo dowiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz