Latałam już dobre 30 minut, gdy nagle zauważyłam
dwa smoki goniące się w powietrzu. Był to Onnel i Kuzua, młodsi od Ralliona i
Makuru.Podleciałam bliżej i krzyknęłam:
- Onnel! Kuzua! Mam dla Was wiadomość od
Ralliona!
Smoki przerwały powietrzną gonitwę i rzekły równo:
- Ralliona? Skąd go znasz? Wylądujmy i
porozmawiajmy...
- Nie ma czasu! - przerwałam mu. - Chodzi o
coś bardzo ważnego. Właściwie nie o coś, tylko chodzi o Makura! Chodźcie za
mną!
Po tych słowach obróciłam się i zaczęłam lecieć w
stronę Ralliona. Bracia zrobili to co ja. Słyszałam tylko jak mówili do siebie:
- Ciekawe co Makuru znowu wymyślił.
- Pewnie nabroił i musimy mu pomóc.
- Jak już się rozprawimy z Maku, to zróbmy
coś z tym wilkiem, co?
- Zjedzmy ją.
Rozmowa się na tym skończyła, bo lądowaliśmy już
przy rozgrzebanym grobie smoka. Rallion wyciągnął już ciało z dołu, czekał
teraz na nas.
- W końcu jesteście. - powiedział najstarszy
do rodzeństwa.
- Co... - Onnel zaczął się jąkać. - Co się
stało? Czy... Czy to jest... Grób... Makuru?
Widać było złość w oczach młodszego rodzeństwa.
Oboje nie mogli uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
- Tak. - rzekłam, przerywając jednocześnie
ciszę.
- Nie mogę w to uwierzyć... - powiedział
Kuzua
Smok obrócił się, podszedł do rzeki i z całej siły
uderzył łapą w taflę lazuru. Woda rozprysła się wokół. Kuzua obrócił się w
naszą stronę.Krople wody spływały na po pysku. Pewnie chciał ukryć łzy,
pomyślałam.Kuzua wrócił do nas, otrząsnął się i rzekł:
- Więc, Rallionie, robimy to co nakazuje tradycja,
czy masz inny plan?
- Tradycja... Spalimy Go na popiół, a prochy
wrzucimy do rzeki.
Jak powiedzieli tak zrobili. Przeciągnęli ciało
Makura na plażę. Odeszła na bok. Nie chciałam, żeby ogień z ich paszcz
dosięgnął i mnie. Wszystkie trzy smoki ustawił się w rzędzie i, jak na komendę,
zionęły ogniem wprost na ciało swojego brata. Po jakimś czasie ciało zmieniło
się w popiół. Smoki nazbierały dużych liści i zebrały szczątki Makuru w
rośliny. W czasie gdy smoki szukały roślin, zauważyłam, że ktoś stoi za
kamieniem. Był to Karo. Podbiegłam do niego. Przytuliłam Stróża i rzekłam:
- Karo, to ostatnia chwila kiedy widzimy
Makura. Będziesz przy mnie jak jego rodzeństwo będzie składać jego prochy w
rzece? Proszę Cię.
- Będę. - odpowiedział Karo.
W tym samym momencie Rallion zawołał nas do siebie.
Widocznie skończyli już zbieranie szczątków i nadszedł czas się pożegnać z
przyjacielem i bratem. Karo podszedł ostrożniej niż ja. W końcu szepnął:
- Cieniu uważaj, czuję, że stanie się coś
strasznego, ale nie umiem powiedzieć co to będzie.
- Spokojnie. Ufam im.
Podeszliśmy nad brzeg rzeki. Rallion wytłumaczył
nam, że każdy po kolei będzie ryczał, w naszym przypadku wył, do nieba na cześć
zmarłego. Usiedliśmy przy samej wodzie. Kuzua, Onnel i Rallion wsypali prochy
brata do rzeki i każdy po kolei zaczął ryczeć bardzo donośnie do nieba. Ja i
Karo także się dołączyliśmy. Po kwadransie wszystko się uspokoiło. Las ucichł.
- Ja muszę już znikać. - powiedział do mnie
Karo.
- Dobrze. Dziękuję, że tu ze mną byłeś.
Uśmiechnęłam się tylko, a Karo wtulił się we mnie,
po czym zmienił się w żywiołaka wiatru i odfrunął. Smoki patrzyły na mnie
chwile w milczeniu, po czym przeszły na miejsce, gdzie niegdyś znajdował się
grób. Usiadłam obok Ralliona i szepnęłam:
- Rallionie, co robicie po takiej ceremonii?
- Najmłodsi idą coś upolować, a potem
wszyscy rozchodzimy się w swoje strony.
Najstarszy smok rozkazał, żeby młodziki poleciały na łowy. Mieli przynieść pierwszą rzecz jaka jest zdatna do zjedzenia przez obie nasze rasy -smoki i wilki. Bracia ruszyli w drogę. Rallion siedział cały czas w milczeniu, nie chciałam zepsuć tego stanu, więc też siedziała cicho.
Po kilku kwadransach wrócili ze zdobyczą. Była już do połowy zjedzona. Podeszłam bliżej lądujących bestii. Każdy z nas dostał po kawałku ofiary. Mnie trafiła się głowa. Była to wilcza głowa... Naldy! Nie mogłam tego zjeść. Zaczęłam panicznie warczeć na smoki.
- Co wyście zrobili! Wiecie kim była ta
wilczyca!?!
- Wiemy, nawet powiedziała nam kogo szuka. -
młodsze rodzeństwo było wyraźnie zadowolone z czynu jakiego dokonali. - To jest
Nalda. Szukała ciebie, Cieniu. - zachichotali ponownie.
- Zabiję was obu!
Z wściekłością rzuciłam się na Onnela, który starł
bliżej mnie. Odepchną mnie łapą. Upadłam, ale nie poddawałam. Smoki nie
zwracały na mnie uwagi, więc podeszłam od tyłu do Kuzuy i odgryzłam mu kawał
ogona.
- Masz za swoje zdrajco!
- Pożałujesz marny wilczy gnomie! - mówiąc to
rzucił się w moją stronę.Udało mi się uchylić i uciec w pobliskie drzewa.
Obserwowałam co się stanie. Już chciałam wołać bestie do siebie, ale odezwał
się Rallion:
- Coście zrobili! - najstarszy ze smoków
zamachnął się i młody Onnel dostał pazurami w łeb i upadł z hukiem na ziemię.
Dobrze mu tak,pomyślałam. - A ty, Kuzua, myślisz, żeś niewinny?! Grubo się
mylisz...- tym razem Rallion zamachnął ogonem i także drugi z młodszych braci
wylądował na ziemi. - Obyście nie zapomnieli...
Młode smoki wzięły nogi za pas i w popłochu
uciekli. Rallion usiadł na miejscu gdzie leżała głowa Naldy i rzekł:
- Cieniu, jeśli mnie słyszysz to wiedz, że
oni dostaną jeszcze za to co zrobili. Niestety tak u nich objawia się nienawiść
do wilczej rasy.Cieniu wybacz mi, ale nic już nie mogę zrobić. Pochowam resztki
Naldy z należnym jej szacunkiem. Przepraszam...
Smok opuścił smutno łeb i chwilę później widziałam
jak płacze. To smoki płaczą? - myślałam.
Już chciałam do niego podejść, ale coś mi nie pozwoliło. Nie chciałam już znać tej smoczej rodziny. Zawyłam tylko na pożegnanie:
Już chciałam do niego podejść, ale coś mi nie pozwoliło. Nie chciałam już znać tej smoczej rodziny. Zawyłam tylko na pożegnanie:
- Rallionie, żegnaj. Już nigdy się nie spotkamy.
Zaczęłam biec ile tylko sił w łapach. Chciałam
uciec od tego wszystkiego, od wspomnień, ale to się tak nie da. Nie da się
zatrzymać, ani cofnąć czasu. Teraz wiem, że jestem skazana na siebie. Karo miał
swoje życie, nie chciałam już go w to mieszać.
Po kilku kilometrach zatrzymałam się na odpoczynek. Usiadłam na wielkiej polanie, w cieniu drzewa. Nagle na niebie pojawił się smok. Był to Rallion. Podleciał nisko, ale nie lądował. Podał mi tylko mały flakonik z błękitną zawartością. Zaryczał mi na pożegnanie:
- Nie zapomnę Cię, Cieniu.
I odleciał. Co było w flakoniku? Nie wiem, ale mam
przeczucie, że się niedługo dowiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz