Siedziałam na skarpie dłuższą chwilę. Dobrze, że
w końcu mogłam gdzieś odpocząć. Przede mną jeszcze pół zbocza, pomyślałam.
Ah, dam radę.
- Muszę. - powiedziałam cicho do siebie i
położyłam się w cieniu skał.
Po około godzinie spędzonej na skalnym występnie
postanowiłam ruszyć dalej. Powoli podniosłam swoje słabe ciało. Przecież ja
od dawna nic nie jadłam, westchnęłam. W tym samym momencie głośno
zaburczało mi w brzuchu.
- Musze coś znaleźć, bo mogę nie dojść na
szczyt, a nie wiem, co mnie jeszcze czeka na tym zboczu. Arcana nie wspomniała,
że jest na nim aż tyle niebezpieczeństw i przeszkód. Zastanawiała mnie jeszcze
jedna rzecz. Kto mi podpowiedział w zagadce Sfinksa? Kto mógł to być? Sama bym
nie wiedziała, że to chodzi o... O człowieka. To takie... Takie dziwne. Zawiłe.
Nie dla mnie.
Gdy tak nad tym myślałam, nie zdałam sobie
sprawy, że słońce zaszło już za linię horyzontu. Zapadł zmierzch. Nie
wiedziałam, co mam dalej robić. Iść dalej, czy zostać tu, nie wiedząc co się tu
może stać.
Podeszłam ostrożnie do krawędzi skały.
Usiadłam i zapatrzona czekałam aż na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. Oby
była piękna, pomyślałam. Nagle zza chmury coś świecącego mocnym światłem
wychyliło się ku mnie. To na pewno nie jest gwiazda.
Rzeczywiście zza chmury coś zaczęło się
wyłaniać. Była to ogromna, świecąca powierzchnia Księżyca. Wiedziałam, że
Kraina Cienia różni się od reszty, ale nie wiedziałam, że różnice widać nawet w
kosmosie. Księżyc był czerwony. Ale nie blado, a mocno, wręcz krwiście
czerwone. Bardzo mi się podobało. Czułam się, jakbym mogła dotknąć tej
czerwieni. Tej, która tak mnie wzywała. Nie wiem, jak, ale czułam, że mam coś
bardzo ważnego do zrobienia i nie mogę zwlekać.
Czas ruszać dalej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz