Od kiedy znalazłam swoją panią i od kiedy
wiem, że jestem jej jedynym Kudanem jestem na prawdę szczęśliwa. Mogłam cieszyć
się tym, co w końcu znalazłam. Było to uczucie piękne. Chyba to był cel mojej
podróży.
Po kilku dniach zaczęło się wszystko psuć. Ciągle się kłóciłam z Lucy. Pewnego dnia postanowiłyśmy poważnie porozmawiać.
- Lucy. Musimy coś w końcu z tym rozbić.
- Co z czym? - pytała jak głupia
- Wszystko. Z naszym życiem. Na początku
było super, teraz się wszystko popsuło.
- Wiem i będzie jeszcze tak jakiś czas.
- Dlaczego? - musiałam wiedzieć.
- Długa historia. Musisz to wytrzymać.
Dziewczynka odwróciła się i poszła przed siebie.
Zostawiła mnie bez żadnej konkretnej odpowiedzi.
Po kilku miesiącach coś zaczęło się ze mną dziać niedobrego. Coraz częściej wpadałam we wściekłość z byle powodu. Lucy mówiła tylko, że muszę przez to przebrnąć. Wkurzało mnie to bardzo.
W końcu pewnego dnia zdenerwowałam się i zagryzłam
kilka zwierząt, które pasły się obok wioski. Wódz się o tym dowiedział i kazał
mi się wynosić z rodziny Lucy. Dziewczynka powiedziała, że jak ja mam się
wynosić, to ona idzie razem ze mną. Wiedziała, że ojciec - wódz - nie pozwoli
jej samej iść z wilkiem.
- Muszę iść. - powiedziałam do Lucy.
- Ja pójdę z tobą. Nie opuścisz mnie znowu!
Nie mam mowy!
- Jak to znowu? Przecież dopiero co się
poznałyśmy.
- Oj, muszę ci wiele wytłumaczyć.
Pokazała mi malutki tunel wydrążony w ziemi. Weszła
do niego i powiedziała, że mam iść po cichu za nią. Tunel był długi i kręty. Co
pewien czas Lucy wyglądała na świat przez malutkie szparki wydrążone w
'suficie'. Po kilku minutach dotarłyśmy na miejsce. Była to malutka grota w
której były kredki, kartki, farby. Po prostu takie małe studio. Usiadała obok
sterty rysunków, zepchnęła je na ziemię i kazała wejść na stolik. Tak też
zrobiłam. Lucy obejrzała mnie dokładnie i rzekła:
- Musimy zacząć od początku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz