13 maja 2012

XXVIII.


    Pierwszy cień na niebie pojawił się bardzo szybko. Nie znałam tego klanu. Gdy tylko zbliżył się do nas trochę bardziej zauważyłam, że atakują nas gryfy.
   Były to potężne stworzenia, leciały prosto na nas. Pierwszy z nich, jak dowiedziałam się potem, Mefisto wraz ze swoim ostrym dziobem pikował wprost w Krazowa. W ostatnim momencie udało mu się umknąć. Gdy tylko podniósł się z powrotem na łapy wiedział, że nie jest to walka, którą można ot tak wygrać siłą. Z jest oczu można było wyczytać, że ma jakiś plan.
   Tym czasem wszystkie wilki rozbiegły się. Warczały i obnażały kły, żeby pokazać, że nie ustąpią. Słońce odbijało się od bieli zębów. Stanęłam się murem z nimi - na środku, obok Krazowa i Satoshi'ego. Gryfy zaczęły lądować na przeciw nas i robiły dokładnie to samo co my - ustawiły się w linii do ataku. Przed nich wyszedł jeden. Największy, najbardziej umięśniony i co najdziwniejsze, czarnopióry gryf. Przed nas wyszedł Krazow. Sekundę wcześniej skinął porozumiewawczo do Sato, żeby byli gotowi do ataku w razie czego.
   Krazow teraz szedł na spotkanie z Mefistem. Zapadła cisza. Wszyscy chcieliśmy słyszeć o czym będą rozmawiali.
   - Oddaj nam Zairę! - rozkazał Krazow, gdy tylko odległość między nim, a Mefistem zmniejszyła się do około 5 metrów.
   - Spokojnie. - odrzekł Mefisto. - Nic jej jeszcze nie jest. Możemy się jakoś dogadać.
   - Dogadać? Ha... Znowu chcesz nas wykorzystać. Niestety, jakbyś zapomniał, to to i tak było na naszą stronę. Tak, wygraliśmy wtedy z wami. I za poprzednim razem i jeszcze wcześniej. Nie możecie nas po prostu zostawić w spokoju?
   - My tylko czynimy to, co nam każą. Wiesz przecież, że nami kieruje Kraig...
   - Łżesz! Wszyscy wiedzą, że już dawno się od niego odłączyliście.
   - Tak szybko się to rozeszło? - powiedział spokojnie Mefisto.
   - Nie udawaj, proszę cię. Po prostu oddaj nam Zairę i niech to się już skończy.
   Mefisto odwrócił swój wielki, czarny łeb w stronę swojej armii i ruchem głowy przywołał jednego z niej. Był to o głowę niższy, ciemno brązowy gryf. Jedno oko miał całkowicie czarne, a drugie białe. Pewnie stracił je w jakieś walce. Krazow zrobił to samo, co poprzednik. Tylko, że dopowiedział, że ja także mam przyjść. Wraz z Satoshim poszłam do przywódcy.
   Stanęliśmy oko w oko z czymś, czego nie znaliśmy. Sama nie byłam pewna, czy to dobrze, że ja, taka niedoświadczona jestem teraz wybrana. Pewnie od tego zależał los Zairy.
   - Poznajcie się - rzekł Mefisto przerywając ciszę. - To jest Augia. Moja córka. Jak widzicie nie ma jednego oka, a czy ja to wina? Wasza!
   - Ha, sama się napatoczyła pod moje pazury - warknął Satoshi.
   - To prawda ojcze. - jej głos był podobny trochę do pisku opon przy za mocnym hamowaniu.

   - Po pierwsze mów normalnie, a po drugie... - tu zwrócił się do nas - oddam wam Zairę za nią. - uśmiechnął się szyderczo do mnie.
   - Nie! - Satoshi nie wytrzymał i rzucił się na Mefista. Ten jednak bez problemu odepchnął go łapą. Satoshi upadł kilka metrów dalej.
   - Przestań! - Warknął Krazow. On także zrobił krok do przodu.
   - Pójdę z nim. - powiedziałam i opuściłam głowę.
   - Nie możesz. Oni cię zabiją. A jesteś dla nas cenna.
   - Nie szkodzi... - powiedziałam i już miałam iść w stronę Mefista i Augii, ale Satoshi ciężko poobijany, z krwawiącym bokiem zaszedł mi drogę.
   - Nie możesz z nim iść.
   - Muszę. Odzyskacie Zairę - podeszłam do niego bliżej - nie martw się o mnie. Ja wrócę. - polizałam go po policzku, żwawo ominęłam i stanęłam przed gryfem. - Puść Zairę, a pójdę z tobą.
   Mefisto spojrzał na Augię, a ta podleciała do reszty armii i zza nich wyciągnęła wilczycę o śnieżnobiałym futrze strasznie skalanym krwią. Upuściła Zairę obok Krazowa. Niestety z wielkim bólem. Wilczyca aż zajęczała, gdy tylko jej głowa zetknęła się z ziemią. Chciałam się odwrócić i prawie mi się udało, ale wielkie łapy z pazurami które wbijały mi się nieprzyjemnie pod żebra, uniosły mnie nad ziemię. Augia zabrała mnie do reszty gryfów. Zdąrzyłam usłyszeć tylko ostatnie słowa Mefista.
   - Pożałujesz, że zadarłeś z nami Krazow.
   Niestety nie słyszałam odpowiedzi Krazowa. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam przed długim lotem było spojrzenie Satoshi'ego. Ostre, ale również opiekuńcze. Czy to możliwe, że on chce mnie znowu ratować? Wrócę Sato, nie bój się o mnie, pomyślałam i zapadła ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz