Pierwszy cień na niebie pojawił
się bardzo szybko. Nie znałam tego klanu. Gdy tylko zbliżył się do nas trochę
bardziej zauważyłam, że atakują nas gryfy.
Były to potężne stworzenia, leciały
prosto na nas. Pierwszy z nich, jak dowiedziałam się potem, Mefisto wraz ze
swoim ostrym dziobem pikował wprost w Krazowa. W ostatnim momencie udało mu się
umknąć. Gdy tylko podniósł się z powrotem na łapy wiedział, że nie jest to
walka, którą można ot tak wygrać siłą. Z jest oczu można było wyczytać, że ma
jakiś plan.
Tym czasem wszystkie wilki rozbiegły
się. Warczały i obnażały kły, żeby pokazać, że nie ustąpią. Słońce odbijało się
od bieli zębów. Stanęłam się murem z nimi - na środku, obok Krazowa i
Satoshi'ego. Gryfy zaczęły lądować na przeciw nas i robiły dokładnie to samo co
my - ustawiły się w linii do ataku. Przed nich wyszedł jeden. Największy,
najbardziej umięśniony i co najdziwniejsze, czarnopióry gryf. Przed nas wyszedł
Krazow. Sekundę wcześniej skinął porozumiewawczo do Sato, żeby byli gotowi do
ataku w razie czego.
Krazow teraz szedł na spotkanie z
Mefistem. Zapadła cisza. Wszyscy chcieliśmy słyszeć o czym będą rozmawiali.
- Oddaj nam Zairę! - rozkazał Krazow,
gdy tylko odległość między nim, a Mefistem zmniejszyła się do około 5 metrów.
- Spokojnie. - odrzekł Mefisto. - Nic
jej jeszcze nie jest. Możemy się jakoś dogadać.
- Dogadać? Ha... Znowu chcesz nas
wykorzystać. Niestety, jakbyś zapomniał, to to i tak było na naszą stronę. Tak,
wygraliśmy wtedy z wami. I za poprzednim razem i jeszcze wcześniej. Nie możecie
nas po prostu zostawić w spokoju?
- My tylko czynimy to, co nam każą.
Wiesz przecież, że nami kieruje Kraig...
- Łżesz! Wszyscy wiedzą, że już dawno
się od niego odłączyliście.
- Tak szybko się to rozeszło? -
powiedział spokojnie Mefisto.
- Nie udawaj, proszę cię. Po prostu
oddaj nam Zairę i niech to się już skończy.
Mefisto odwrócił swój wielki, czarny
łeb w stronę swojej armii i ruchem głowy przywołał jednego z niej. Był to o
głowę niższy, ciemno brązowy gryf. Jedno oko miał całkowicie czarne, a drugie
białe. Pewnie stracił je w jakieś walce. Krazow zrobił to samo, co poprzednik.
Tylko, że dopowiedział, że ja także mam przyjść. Wraz z Satoshim poszłam do
przywódcy.
Stanęliśmy oko w oko z czymś, czego
nie znaliśmy. Sama nie byłam pewna, czy to dobrze, że ja, taka niedoświadczona
jestem teraz wybrana. Pewnie od tego zależał los Zairy.
- Poznajcie się - rzekł Mefisto
przerywając ciszę. - To jest Augia. Moja córka. Jak widzicie nie ma jednego
oka, a czy ja to wina? Wasza!
- Ha, sama się napatoczyła pod moje
pazury - warknął Satoshi.
- To prawda ojcze. - jej głos był
podobny trochę do pisku opon przy za mocnym hamowaniu.
- Po pierwsze mów normalnie, a po drugie... - tu zwrócił się do nas - oddam wam Zairę za nią. - uśmiechnął się szyderczo do mnie.
- Nie! - Satoshi nie wytrzymał i
rzucił się na Mefista. Ten jednak bez problemu odepchnął go łapą. Satoshi upadł
kilka metrów dalej.
- Przestań! - Warknął Krazow. On także
zrobił krok do przodu.
- Pójdę z nim. - powiedziałam i
opuściłam głowę.
- Nie możesz. Oni cię zabiją. A jesteś
dla nas cenna.
- Nie szkodzi... - powiedziałam i już
miałam iść w stronę Mefista i Augii, ale Satoshi ciężko poobijany, z krwawiącym
bokiem zaszedł mi drogę.
- Nie możesz z nim iść.
- Muszę. Odzyskacie Zairę - podeszłam
do niego bliżej - nie martw się o mnie. Ja wrócę. - polizałam go po policzku,
żwawo ominęłam i stanęłam przed gryfem. - Puść Zairę, a pójdę z tobą.
Mefisto spojrzał na Augię, a ta
podleciała do reszty armii i zza nich wyciągnęła wilczycę o śnieżnobiałym
futrze strasznie skalanym krwią. Upuściła Zairę obok Krazowa. Niestety z
wielkim bólem. Wilczyca aż zajęczała, gdy tylko jej głowa zetknęła się z
ziemią. Chciałam się odwrócić i prawie mi się udało, ale wielkie łapy z
pazurami które wbijały mi się nieprzyjemnie pod żebra, uniosły mnie nad ziemię.
Augia zabrała mnie do reszty gryfów. Zdąrzyłam usłyszeć tylko ostatnie słowa
Mefista.
- Pożałujesz, że zadarłeś z nami
Krazow.
Niestety nie słyszałam odpowiedzi
Krazowa. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam przed długim lotem było spojrzenie
Satoshi'ego. Ostre, ale również opiekuńcze. Czy to możliwe, że on chce mnie
znowu ratować? Wrócę Sato, nie bój się o mnie, pomyślałam i zapadła
ciemność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz