Nadal mnie zastanawiała zawartość prezentu od
Ralliona. Mianowicie płyn znajdujący się w małym flakoniku. Zawiesiłam
pojemniczek na łańcuszku od Kara i poszłam przed siebie. Mijałam jeziora,
rzeki, lasy. W końcu doszłam do małej wioski. Usiadłam na pobliskiej górze i
postanowiłam trochę poobserwować. Na początku nie widziałam nikogo. Pomyślałam
więc, że wioska musi być opustoszała, ale myliłam się. Z jednego z domów, przez
okno, wypadł człowiek. Został wypchnięty z niewiarygodną siłą. Po chwili mężczyzna
wstał, otrzepał się i wrócił do środka. Kilka sekund później znów znalazł się
poza budynkiem. Nie mogłam na to patrzeć, więc zaczęłam powoli schodzić z
mojego stanowiska. Człowiek był bardzo zawzięty. Po chwili znów wyleciał przez
to samo okno co za pierwszym razem, ale tym razem tak mocno uderzył w ziemię,
że nie mógł się podnieść. Podeszłam dość blisko, nagle słyszę wycie.
Wiedziałam, że stworzenie dewastujące dom tego biedaka był wilk lub jakiś
wilko-podobny zwierz. Człowiek, ostatkiem sił podniósł głowię, popatrzył na
mnie i rzekł:
- Wilczyco! Pomóż mi...
I zemdlał. Nie mogłam go tak zostawić. Chwyciłam go
zębami za koszulę i zaciągnęłam na górą, na której siedziałam wcześniej.
Mężczyzna obudził się kilka minut później. Usiadł tuż obok mnie i rzekł:
- Dziękuję Ci wybawicielko. Gdybyś mnie tam
zostawiła to mogłoby już nic ze mnie nie być.
- Nic takiego. - zamruczałam. Wiedziałam
bowiem, że ludzie nie znają wilczej mowy.
- Nie wiem co powiedziałaś, ale znam kogoś
kto bardzo Cię polubi.
Mówiąc to widziałam, jak jego podrapana i okurzona
twarz rozpromienia się. Oczy zaświeciły się, a on chwycił mnie za łańcuch od
Kara i zaciągnął na drugi koniec wioski. Szarpałam się, ale nic nie mogłam
zrobić. Doszliśmy do małego namiociku, w którym bawiła się dziewczynka.
Mężczyzna puścił mnie i rzekł do dziecka:
- Nezumi, mam dla Ciebie prezent. To
wilczyca. Uratowała mnie. Mam nadzieję, że zastąpi Ci Chara.
- Nic, ani nikt mi go nie zastąpi. -
posmutniała - Jak ona ma na imię?
- Nie wiem kochanie, nie umiem wilczego
języka.
- Przecież Cię uczyłam...
- Jak Cię zwą? - dziewczynka zwróciła się do
mnie.
- Cień, a Ty to Nezumi.
- Tak. - uśmiechnęła się
- A skąd znasz nasz, to znaczy wilczy język?
- Nauczył mnie tego Charo. Mój poprzedni wilk, który niestety musiał od nas odejść, żeby się kimś dla niego bardzo ważnym zaopiekować.
Teraz byłam już pewna, że chodzi jej o Kara. Mówił,
że uciekł do swojej rodziny, pomógł mi i później Charo - wielki Wilk -
powiedział mu, że ma być moim Aniołem Stróżem.
- A ile Ty masz lat dziecinko?
- Szesnaście. Czas na mnie. Musze w tym roku
stąd odejść, żeby za dwa lata wrócić silniejsza i z nowymi doświadczeniami. Nie
mogę jednak opuścić wioski bez wilka. Moje plemię jest bardzo związane z
wilkami... - przerwała - A co Ty masz na szyi Cieniu?
- To flakonik z nieznaną mi zawartością.
- Mogę zobaczyć? Bo już chyba gdzieś
widziałam taką ciecz.
Niechętnie podeszłam bliżej do dziewczyny. Zdjęła
mi flakonik z szyi i ze zdziwienia otworzyła szerszej oczy.
- Skąd to masz?! To niewiarygodne...
- A co to jest?
- To krew feniksa! Rzadkiego mistycznego
ptaka.
- Tak, wiem co to feniks, ale skąd wiesz, że
to właśnie ona?
Dziewczyna obróciła się, wzięła jakiś zeszyt,
otworzyła go na stronie gdzie był narysowany feniks i przeczytała: Krew feniksa
uzdrawia wszystkie rany powstałe na ciele zwierzęcia - towarzysza ludzkich
wypraw. Wypita przez człowieka szkodzi mu nieodwracalnie. Znaleziona u
jakiegokolwiek zwierzęcia oznacza, że przeżyło ono wiele i powinno być
traktowane jak dar z niebios (...) Krew feniksa jest tak rzadka, że jej
znalezienie oznacza dożywotnie bogactwo i uwielbienie.
- Słyszysz?! - powiedziała podniecona -
będziemy bogaci!
Nie wiedziałam, czy mam jest zaufać. Podeszłam więc
do tego z dystansem.
- Słyszę, głucha nie jestem. Oddaj mi
flakonik.
- Nie! - dziecko ścisnęło je mocnej w ręce -
On jest już mój!
- Po moim trupie!
Warknęłam i rzuciłam się na nią. Chwyciłam za rękę,
w której trzymała pojemniczek. Szarpnęłam mocniej, flakonik upadł na ziemię.
Dziecko zaczęło przeraźliwie krzyczeć. Chwyciłam pojemniczek i odleciałam.
Niestety ojciec Nezumi przybiegł dość szybko, wycelował we mnie z dubeltówki i
trafił mnie w skrzydło. Spadłam bezradnie na ziemię i zawyłam:
- Karo! Proszę Cię, pomóż mi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz