13 maja 2012

XVI.


Nadal mnie zastanawiała zawartość prezentu od Ralliona. Mianowicie płyn znajdujący się w małym flakoniku. Zawiesiłam pojemniczek na łańcuszku od Kara i poszłam przed siebie. Mijałam jeziora, rzeki, lasy. W końcu doszłam do małej wioski. Usiadłam na pobliskiej górze i postanowiłam trochę poobserwować. Na początku nie widziałam nikogo. Pomyślałam więc, że wioska musi być opustoszała, ale myliłam się. Z jednego z domów, przez okno, wypadł człowiek. Został wypchnięty z niewiarygodną siłą. Po chwili mężczyzna wstał, otrzepał się i wrócił do środka. Kilka sekund później znów znalazł się poza budynkiem. Nie mogłam na to patrzeć, więc zaczęłam powoli schodzić z mojego stanowiska. Człowiek był bardzo zawzięty. Po chwili znów wyleciał przez to samo okno co za pierwszym razem, ale tym razem tak mocno uderzył w ziemię, że nie mógł się podnieść. Podeszłam dość blisko, nagle słyszę wycie. Wiedziałam, że stworzenie dewastujące dom tego biedaka był wilk lub jakiś wilko-podobny zwierz. Człowiek, ostatkiem sił podniósł głowię, popatrzył na mnie i rzekł:
  - Wilczyco! Pomóż mi...
I zemdlał. Nie mogłam go tak zostawić. Chwyciłam go zębami za koszulę i zaciągnęłam na górą, na której siedziałam wcześniej. Mężczyzna obudził się kilka minut później. Usiadł tuż obok mnie i rzekł:
  - Dziękuję Ci wybawicielko. Gdybyś mnie tam zostawiła to mogłoby już nic ze mnie nie być.
  - Nic takiego. - zamruczałam. Wiedziałam bowiem, że ludzie nie znają wilczej mowy.
  - Nie wiem co powiedziałaś, ale znam kogoś kto bardzo Cię polubi.
Mówiąc to widziałam, jak jego podrapana i okurzona twarz rozpromienia się. Oczy zaświeciły się, a on chwycił mnie za łańcuch od Kara i zaciągnął na drugi koniec wioski. Szarpałam się, ale nic nie mogłam zrobić. Doszliśmy do małego namiociku, w którym bawiła się dziewczynka. Mężczyzna puścił mnie i rzekł do dziecka:
  - Nezumi, mam dla Ciebie prezent. To wilczyca. Uratowała mnie. Mam nadzieję, że zastąpi Ci Chara.
  - Nic, ani nikt mi go nie zastąpi. - posmutniała - Jak ona ma na imię?
  - Nie wiem kochanie, nie umiem wilczego języka.
  - Przecież Cię uczyłam...
  - Jak Cię zwą? - dziewczynka zwróciła się do mnie.
  - Cień, a Ty to Nezumi.
  - Tak. - uśmiechnęła się
  - A skąd znasz nasz, to znaczy wilczy język?

  - Nauczył mnie tego Charo. Mój poprzedni wilk, który niestety musiał od nas odejść, żeby się kimś dla niego bardzo ważnym zaopiekować.
Teraz byłam już pewna, że chodzi jej o Kara. Mówił, że uciekł do swojej rodziny, pomógł mi i później Charo - wielki Wilk - powiedział mu, że ma być moim Aniołem Stróżem.
  - A ile Ty masz lat dziecinko?
  - Szesnaście. Czas na mnie. Musze w tym roku stąd odejść, żeby za dwa lata wrócić silniejsza i z nowymi doświadczeniami. Nie mogę jednak opuścić wioski bez wilka. Moje plemię jest bardzo związane z wilkami... - przerwała - A co Ty masz na szyi Cieniu?
  - To flakonik z nieznaną mi zawartością.
  - Mogę zobaczyć? Bo już chyba gdzieś widziałam taką ciecz.
Niechętnie podeszłam bliżej do dziewczyny. Zdjęła mi flakonik z szyi i ze zdziwienia otworzyła szerszej oczy.
  - Skąd to masz?! To niewiarygodne...
  - A co to jest?
  - To krew feniksa! Rzadkiego mistycznego ptaka.
  - Tak, wiem co to feniks, ale skąd wiesz, że to właśnie ona?
Dziewczyna obróciła się, wzięła jakiś zeszyt, otworzyła go na stronie gdzie był narysowany feniks i przeczytała: Krew feniksa uzdrawia wszystkie rany powstałe na ciele zwierzęcia - towarzysza ludzkich wypraw. Wypita przez człowieka szkodzi mu nieodwracalnie. Znaleziona u jakiegokolwiek zwierzęcia oznacza, że przeżyło ono wiele i powinno być traktowane jak dar z niebios (...) Krew feniksa jest tak rzadka, że jej znalezienie oznacza dożywotnie bogactwo i uwielbienie.
  - Słyszysz?! - powiedziała podniecona - będziemy bogaci!
Nie wiedziałam, czy mam jest zaufać. Podeszłam więc do tego z dystansem.
  - Słyszę, głucha nie jestem. Oddaj mi flakonik.
  - Nie! - dziecko ścisnęło je mocnej w ręce - On jest już mój!
  - Po moim trupie!
Warknęłam i rzuciłam się na nią. Chwyciłam za rękę, w której trzymała pojemniczek. Szarpnęłam mocniej, flakonik upadł na ziemię. Dziecko zaczęło przeraźliwie krzyczeć. Chwyciłam pojemniczek i odleciałam. Niestety ojciec Nezumi przybiegł dość szybko, wycelował we mnie z dubeltówki i trafił mnie w skrzydło. Spadłam bezradnie na ziemię i zawyłam:
  - Karo! Proszę Cię, pomóż mi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz