Pokój wyglądał tak, jak zawsze.
Ściany wciąż miały ten sam fioletowy
odcień. Były na nich plakaty tych, których dziewczyna ubóstwiała: Metallica,
James Hetfield, In flames, zdjęcia jej samej, które zrobiła jej kiedyś matka i
gitary; jej osobista gitara firmy Milagros o barwie bejcy i czerni na
krawędziach. Sama pomazała po niej mazakiem, żeby oddać jej to, co czuje, jak
tylko na niej gra. Były tam jej uczucia przelane w rysunkach. Znajdował się tam
wilk, który symbolizował jej tajemniczość. Nie raz już słyszała, że to co gra
jest tajemnicze, jak osoba grająca. Do wilka idealnie pasowała wilcza łapa,
którą zrobiła po to, żeby ludzie wiedzieli, że mają do czynienia z kimś, kto
zostawia po sobie ślady. Wszystko było idealnie przemyślane. Na gryfie nie
chciała rysować. `Od tego psują się akordy`, mówiła, jak tylko pytano ją,
dlaczego nie pomaluje gryfu. Jeszcze jeden szczegół rysunkowy znajdował się na
gitarze. Mały, i nikt go nie zauważał, ale ona wiedziała dokładnie co oznacza.
Na główce bowiem bej miała ciemniejszy odcień i czarny marker, którego używała
nie był już tak widoczny. Nie pokazywał małej literki.
M
Oznaczała
jej imię i to, od czego zaczynała. Od jakiego zespołu. Pokierował je życiem.
Dzięki niemu jest taka, jaka jest i nic tego nie zmieni.
To było to, co widziała, jak tylko spojrzy
przed siebie. Na jej lewo znajdowało się okno. Teraz było zasłonięte przez
wielką, niebieską roletę, ale widać było prześwitujące słońce.
Z prawej strony dziewczyny były tylko
drzwi. Obwieszone małymi rupieciami, które ona kochała. Kostki do gitary,
łapacz snów, pęknięte struny… To wszystko mówiło jej, że ma swój gust, że wie,
co chce i wie jaka jest. Napawało ją to dumą. W kącie, między ścianą przed nią,
a drzwiami była wielka poduszka, z której zrobiła sobie `fotel`. Wielka rzecz
po prostu opierała się o ścianę, a przed nią leżało mnóstwo zapisanych kartek.
Wszystko, to jej nieudane próby do zagrania tego, co chciała. Metallica. Fade
to Black.
- Dlaczego mi to nadal nie wychodzi? –
pytała samą siebie, czasem wątpiąc w to, czy jej się w ogóle uda.
Ona zaś siedziała na łóżku piętrowym, które
zbudowała kiedyś wraz z ojcem. `Pięknie nam to wyszło`. Pierwsza rzecz, jaką
zrobili wspólnie i dała obojgu wielką radość. Jednocześnie zbliżyło to na jakiś
czas córkę i ojca. Po łóżkiem nie było drugiego posłania – to miejsce zajmowało
biurko. Na nim była sterta książek, ołówków, długopisów i kubek. Nie byle jaki
kubek. Jak każda rzecz w jej pokoju ma swoją wartość sentymentalną.
Symbolizował zmarłą matkę, która dała jej
to w przeddzień śmierci. Bardzo się kochały, ale widać los musiał je
rozdzielić. Nie wierzyła w Boga, więc nie miała do nikogo pretensji, że zabrał
jej rodzicielkę. Każdy rodzi się i umiera, dobrze o tym wiedziała.
Obok biurka stało krzesło, które służyło
jako drabinka. Tą zaś wyrzuciła, bo zawadzała.
- Poradzę sobie. – odpowiedziała z lekkim
uśmiechem ojcu, który widząc ją, wynoszącą drabinkę do śmieci przed domem,
musiał zapytać jak będzie wchodziła na górę.
- Wiem, kochanie. – powiedział do niej
czuje, jak tylko wróciła do domu.
Pokój więc był dość ciemnym pomieszczeniem,
które ona uwielbiała. Spędzała w nim prawie całe dnie, bo nie miała zbyt wielu
przyjaciół i znajomych, z racji jej `inności`.
Siedząca na łóżku, przeciągając się leniwie
spojrzała na prawo i zobaczyła w drzwiach ojca.
- No wstawaj, wstawaj, Nez.
- Nie mów tak do mnie – zaśmiała się –
wiesz, że tego nie lubię.
- Wiem, wiem. – powiedział, zamykając za
sobą drzwi. Słyszała już tylko jak
schodzi na dół, po schodach.
Ah ten
tata,
powiedziała w duchu, schodząc z łóżka. Gdy tylko jej stopy dotknęły dywanu,
poczuła, że jest już rano. Wiedziała, że dziś dzień już się zaczął i czas na
nowe przygody, nową przeszłość i nowy dzień. Uwielbiała to uczucie. Podeszła do
małej szafy, która stała pomiędzy łóżkiem a oknem. Otworzyła drzwiczki i
zobaczyła to, co codziennie rano, od 17 lat. Samą czerń, w której czuła się
najlepiej. Zabrała pierwszą lepszą koszulkę, spodnie i bieliznę. Poszła więc do
łazienki ubrać się i umyć. Zajęło jej to wszystko zwyczajowo dwadzieścia minut.
Nie lubiła się malować. Mówiła, że starcza jej kredka do oczu, żeby wszystko
pasowało.
Gdy spojrzała w lustro, żeby przyjrzeć się
efektowi `upiększania się` zobaczyła, że nadal ma nieuczesane włosy. A
wiedziała, że żeby nie iść do fryzjera, to musi o nie dbać jak tylko umie.
Rozczesała więc swoje piękne, długie, czarno-brązowe kudły i była już gotowa.
Wyszła z łazienki i pomaszerowała do pokoju. Wrzuciła niechlujnie piżamę na
łóżko i zaczęła szukać telefonu.
- Gdzie on może… - zaczęła mówić cicho do
siebie przeglądają papiery na biurku, po czym usłyszała dźwięk SMS’a. Krakanie
kruka, bo taki miała dzwonek, dochodziło przytłumione spod poduszki. Wdrapała
się na krzesło, po czym sięgnęła po urządzenie. Gdy tylko je chwyciła w swoją
zgrabną, bladą dłoń, zeskoczyła z krzesła. Szybko przeczytała wiadomość:
Cześć.
Przyjdę po Ciebie do szkoły, okej?
Wiem, że całe wakacje się
nie odzywałem,
ale
to nie moja wina…
Wszystko
Ci wytłumaczę.
Od: Giru.
Ucieszyła się, że nie pójdzie sama w
pierwszy dzień szkoły. Pomimo tego, że jest w drugiej klasie liceum, to nie
chciała nigdy iść sama. Pamiętała co się stało jednego pięknego dnia podczas
samotnej podróży z domu do szkoły.
Dźwięk dzwonka do drzwi wyrwał ją od
myślena. To pewnie Giru, pomyślała.
Zeszła na dół, żeby otworzyć drzwi, ale tata ją uprzedził.
- Dzień dobry, Magda już idzie. –
powiedział ojciec, wprowadzając gestem ręki chłopaka do domu.
Był to dość wysoki, ciemnooki i ciemnowłosy chłopak w skórzanej kurtce i
biało przecieranych galach. Czarne spodnie, przy których miał przyczepiony
łańcuch, oczywiście miały nogawki schowane w buty.
- Cześć, Giru! – powiedziała uradowana
Magda, już nie schodząc, a zbiegając po schodach. Rzuciła mu się w ramiona i
mocno przytuliła. – Cieszę się, że cię w końcu widzę. – mówiła spokojnie,
odsuwając się od niego.
- Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę. –
uśmiechnął się do dziewczyny.
- To ja was zostawię, ale pamiętaj… -
zwrócił się do Magdy - …wróć prosto po szkole do domu, bo wiesz… - przez chwilę
ojciec zrobił poważną minę, a po chwili się roześmiał.
- Wiem tato, ćwiczymy.
- Dokładnie.
- To zaczekaj moment, ubiorę tylko buty i
bluzę. – powiedziała do Giru, który skinął głową. Dziewczyna zniknęła w drugim
pokoju w poszukiwaniu bluzy, którą zwyczajowo zostawiła na kanapie w salonie.
- Bardzo się zmieniła, proszę pana. –
powiedział chłopak przyciszonym tonem.
- Tak wiem. Chyba za szybko doszła do
siebie po śmierci Lilianny.
- Myśli pan, że to coś znaczy? – Dawid, bo
tak miał na imię Giru, zbliżył się trochę do ojca dziewczyny. – Że może to coś
złego? Martwię się o nią…
- Rozumiem cię. – przerwał chłopcu – Ale
myślę, że jest dość silną, żeby dać sobie ze wszystkim radę. Tak sądzę.
Chłopak nic nie powiedział, tylko
uśmiechnął się do ojca znacząco, po czym wrócił na miejsce, w którym stał
wcześniej. Nie chciał wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń.
Magda szybko wróciła z drugiego pokoju, już
ubrana i gotowa do wyjścia. Miała czarną bluzę z wielkim napisem na piersi
`Metallica`. Na plecach okładkę płyty `Death Magnetic`. Lubiła tę bluzę. Matka
kupiła ją, na ich pierwszym, wspólnym koncercie. Na nogach oczywiście stare
glany ze startymi czubkami. Nogawki spodni w butach, jak jej przyjaciel. To
była jedna z wielu rzeczy, jaka odróżniała ich od reszty społeczności szkolnej.
Na ramię zarzuciła sobie swój ulubiony plecak, kostkę wojskową, całą oblepioną
naszywkami.
- Możemy iść – powiedziała.
Garu otworzył jej drzwi i oboje wyszli
przed dom. Czekała ich prawie pięćdziesięciominutowa droga do szkoły…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz