Zadowolona z odzyskania czucia w łapach, po
rozmowie z Naldą, wstałam, ale szybko znalazłam się znów na ziemi. Wilczyca
podbiegła i pomogła mi się podnieść.
- Naldo, dziękuję. Jak ja Ci się za to wszystko
odwdzięczę?
Musiałam zapytać. Przecież nie mogłabym po tym
wszystkim tak po prostu odejść. Pomogła mi wyjść z jaskini i odpowiedziała:
- Najpierw pomożesz mi coś upolować, a potem
opowiesz mi co Cię tu przywiodło i czemu byłaś taka wycieńczona. To mi starczy.
- uśmiechnęła się.
Tak. Rzeczywiście byłam głodna. Poszłyśmy zobaczyć,
czy na pobliskiej polance niczego nie znajdziemy. Polana była piękna. Zieleń
trawy i poranna rosa pięknie mieniły się w porannym słońcu. Był to ogromny
obszar zieleni. Dużo jeleni, saren się tam na nasze szczęście pasło. Polana
była też blisko wody. Dzięki temu było można wybrać najlepsze miejsce do
zasadzki. Schowałyśmy się więc w wysokiej trawie na pograniczu lasu i
polany. Podzieliłyśmy między siebie zadania. Moim było odwrócenie uwagi stada i
zagonienie najsłabszego osobnika do naszej zasadzki. Nalda miała dokończyć
dzieła zabijając ofiarę. Szybko rzuciłam się w pogoń. Szukałam najsłabszego
osobnika. W końcu od stada odłączyła się młoda łania. Zagoniłam ją wprost na
Naldę. Ona w doskonałym momencie wyskoczyła z zarośli wprost na ofiarę.
Zatopiła zęby na jej szyi. Podbiegłam do wilczycy, żeby jej pomóc. Zacisnęłam
paszczę na nozdrzach sarny. W końcu padła. Zaciągnęłyśmy ją bliżej jaskini.
Zaczęła się tak upragniona uczta. Z faktu iż Nalda była samicą alfa, pozwoliłam
jej zacząć jako pierwszej. Ona szybko zorientowała się o co mi chodzi i
powiedziała.
- Cieniu, nie wygłupiaj się. Nie jestem już taką
ważną wilczycą. Jedz razem ze mną. Na pewno jesteś bardzo godna.
Nie mogłam jej zaprzeczyć. Przecież nie jadłam nic
od trzech dni. Podeszła bliżej i zatopiłam zęby w ofierze. Mięso, po tak długim
poście, smakowało jak dar z niebios. W ciągu pół godziny z sarny zostały tylko
kości. Najedzone poszłyśmy napić się nad rzekę. Po zaspokojeniu pragnienia
wróciłyśmy przed jaskinię. Dopiero teraz, w blasku porannego słońca było widać
ogrom schronienia. Wyglądała jak, obrośnięty bluszczem, tunel do piekła. Aż
dech zapiera. Nalda weszła na wielki nasyp na jaskini. Położyła się na kamieniu
w słońcu. Wyglądała teraz jak strażnicza tych 'piekielnych wrót'. Spojrzała w
dół i krzyknęła:
- Chodź do mnie. Wygrzejesz trochę futro w słońcu.
- Nie lubię słońca. - odwarknęłam - Ale wejdę na
górę.
Weszłam trochę niezgrabnie. Widok z jaskini był
niesamowity. Było widać polanę i dość długi odcinek ogromnej, płynącej obok
rzeki.
- Więc... - zaczęła Nalda. - co Cię tu sprowadziło?
- Jak już wiesz wędruję w poszukiwaniu swojego
miejsca. W ogóle to pochodzę z lasu Nevendarr. Jest to mroczny las bardzo,
bardzo daleko stąd...
- Jesteś aż stamtąd? - przerwała mi - Co Cię
zmusiło, żeby opuścić tamto miejsce? I jak w ogóle Ci się to udało? Przecież to
najbardziej zdradziecka okolica jaką znam.
Faktycznie było to najgorsze z możliwych miejsc.
Pełno w Nevendarr centaurów, gryfów i wiedźm czyhających na każdego samotnika przechadzającego
się po lesie.
- Zaraz, zaraz... - dodała po chwili - Skoro jesteś
z Mrocznego Lasu to musisz być magicznym wilkiem. Wszyscy stamtąd mają jakąś
umiejętność. Co Ty potrafisz?
- Ja... Umiem wyjść ze swojego ciała jako czysta
dusza i wstąpić w ciało innego wilka. Widzi on wtedy moje wspomnienia. Widzi
tylko to co chcę mu pokazać.
Nalda podniosła łeb z niedowierzaniem. Po chwili
dodała.
- Możesz mi to pokazać? Na razie wyjdź tylko jako
dusza. Zawsze chciałam zobaczyć jak będę wyglądać, gdy pójdę do zorzy i
przywitam się w końcu z Akitą i resztą.
Nalda wierzyła, że po śmierci dusza wilka wędruje
do zorzy polarnej i tam siedzi do końca. Czasem tylko się objawia jako duch lub
po porostu proroczy sen. Może i miała rację. Była przecież starsza ode mnie.
- Dobrze, ale uważaj na moje bezduszne ciało, bo
jeśli jemu coś się stanie to ja zginę. A jeżeli będę akurat w Tobie to i Ty
znikniesz. - ostrzegłam ją.
- Będę go pilnować jak oka w głowie.
Odsunęłam się. Zawyłam wprost do nieba. Moje wycie
było tak donośne, że ptaki z pobliskich drzew uciekły przepłoszone. Oczy
zmieniły kolor z czarnych na białe. Dusza zaczęła w końcu ze mnie wychodzić.
Wyglądało to jakbym wyśpiewała swoje życie. Biały obłok zbliżył się do ziemi i
przybrał kształt wilka. Ciało bezwładnie opadło na ściółkę. Nalda aż odskoczyła
na mój widok.
- C... Cieniu, czy... Czy to naprawdę Ty? -
powiedziała przyglądając się mi bardzo dokładnie.
Pokiwałam twierdząco głową. W jej oczach widziałam
własne odbicie. Oczy znów miałam czarne. Moja dusza posiadała też piękne, duże
skrzydła. Nalda chciała mnie dotknąć, ale szybko odskoczyłam w bok. Wilczyca
zrozumiała o co mi chodzi.
- Gdy Cię dotknę, wtedy wstąpisz we mnie prawda? -
zapytała.
Znów pokiwałam twierdząco głową.
- Dobrze, wróć już do siebie.
Widać było, że ma dość wrażeń jak na ten pierwszy
raz. Też chciałam już wrócić do siebie. Znów zawyłam. Dusza wróciła do ciała.
- I co? Teraz mi wierzysz?
- Tak. - odparła. - Naprawdę jesteś niezwykła.
- To samo sądzę o Tobie. Potrafisz przecież czytać
w myślach.
Uśmiechnęła się tylko. Nie chciała wracać do
tamtego tematu. Nie dziwiło mnie to. Szybko powiedziała:
- Więc, może wstąp teraz we mnie. Chcę zobaczyć co
się stało, że doszłaś z Nevendarr aż tutaj.
Zrobiłam jak powiedziała. Znów zawyłam i moja dusza
uszła z ciała. Szybko wniknęłam w Naldę. Wilczyca opadła na ziemię. Widziała
teraz moje wspomnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz