8 stycznia 2013

LI.


Kiedy tylko rodzina zniknęła z pola widzenia psa , ten ruszył w odwrotną do nich stronę. Z początku szedł spokojnie, po chwili jednak, zerwał się do szybkiego biegu, ile tylko sił w łapach. Po długim i męczącym wysiłku w końcu zaczęło brakować mu sił.
Dobiegł do bagna za miastem. Opary z wody rozciągały się niczym mgła nad polaną wieczorną porą. Słońce powoli zachodziło za chmurami, które znikąd pojawiły się na niebie. Pogoda zaczęła się nagle zmieniać. Zaczął wiać przeszywająco zimny wiatr, ale Karo nie zwracał na niego uwagi. Powoli wkroczył na teren bagienny. Każdy krok zostawiał odcisk w błocie.
Nagle wiatr przyniósł do jego nozdrzy znany już mu zapach. Zgnilizna. Pies warknął i pognał przed siebie. Po krótkim czasie dobiegł do małego domu, który wyglądał, jakby miał się zaraz zawalić pod ciężarem powietrza. Ostrożnie zbliżył się do drzwi, które trzymały się tylko na jednym zawiasie. Wyciągnął łapę i ostrożnie zaczął drapać drzwi. Nie dało to jednak żadnego efektu. Karo odszedł dwa kroki w tył i zaczął przeraźliwie wyć.
Po chwili drzwi do chaty z przeraźliwym skrzypnięciem otworzyły się. W nich stała stara kobieta. Jej siwe włosy sięgały kostek, a chuda i blada twarz wystraszyłaby nawet najmniej bojące się duchów dziecko.
- Przyszedłeś w końcu… - powiedziała, wpuszczając psa do środka. Gdy tylko Karo wszedł, wiatr zamknął drzwi z takim impetem, że aż wszystkie wazoniki na półkach zadrżały.
Dom wyglądał bardzo okazale. Wnętrze było urządzone w starym, wiktoriańskim stylu. Świeczniki, dzbanki i różnego typu pierdółki były odkurzone, w stanie prawie nienagannym. Nigdzie nie było można dopatrzyć się kurzu.
- Masz to, o co cię prosiłam? – zapytała, kiedy tylko Karo wskoczył na fotel.
- Oczywiście, że tak, moja pani… - powiedział. Jego oczy zmieniły kolor na krwiście czerwony, a futro zrobiło się czarne, węglowe. Na nosie i wokół oczu pojawiły się czerwone wzory, których nie było widać wcześniej. Karo podszedł do kobiety i zaczął wpatrywać się w jej twarz.
Kobieta nabrała ogromną ilość powietrza, po czym zapatrzyła się w oczy psa. Między nimi wytworzyła się cieniutka niteczka wspomnień. Pies przekazał wszystko, co chciała. Kiedy kobieta mrugnęła, nić pękła i wyparowała. Jej oczy świeciły teraz ostrym, zielonym kolorem.
- Tak… Mam czego chciałam… - mówiła zasapana. – Mam i teraz będę mogła… - urwała. – Na co się tak gapisz, kundlu?
- Ależ pani… - zaczął – miałem dostać sowitą nagrodę za dawkę tych informacji.
- Mogę Cię przerobić na proch i dorzucić do mojej kolekcji!
Kobieta wstała, podniosła ręce do góry i klasnęła. W tym momencie wszystkie dzbanki i pudełka zaczęły się trząść, a z ich powoli wydobywały się cieniutkie niteczki, które zaczęły przyjmować różne kształty. Każdy z nich był strasznym odbiciem właściciela. Psy, koty, chomiki, szczury, szopy, sarny i orły unosiły się za plecami wiedźmy, której oczy błyszczały jeszcze bardziej.
- Uciekaj stąd, albo skończysz tak, jak oni!
Nie czekając chwili dłużej Karo wziął nogi za pas i rzucił się do ucieczki. Jego duma została urażona. Jego właścicielka wykorzystała jego słabość – miłość do ludzi.
- Muszę wrócić do mojej kochanej… - pomyślał. - Magda! Co ja zrobiłem?!
Kiedy tylko udało mu się wybiec z domu, zmienił się znów w normalnego owczarka niemieckiego, długowłosego. Biegł ile sił w łapach do domu, gdzie czekała na niego jego pani. Kiedy dobiegł go obrzeży bagien usłyszał śmiech wiedźmy, który tylko zwiastował to, co miało nadejść wkrótce. Zło nadciągało i wiedział, że to przez niego.

2 komentarze:

  1. Powiem Ci, że z każdym kolejnym rozdziałem, który czytam (a których już w sumie nie pamiętam *-*) zadziwiasz mnie pod jednym jedynym aspektem.
    Nie mogę pojąć jak na tyle dojrzały psychicznie człowiek, może mieć tak wybujałą wyobraźnię. Jak... małe dziecko. Piękne jest to jak dla mnie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Woah. Tego z wiedźmą się nie spodziewałam ;-; Pardąsik za zaniedbanie >_< Teraz już będę czytać xD

    OdpowiedzUsuń