Kiedy tylko rodzina zniknęła z pola
widzenia psa , ten ruszył w odwrotną do nich stronę. Z początku szedł
spokojnie, po chwili jednak, zerwał się do szybkiego biegu, ile tylko sił w
łapach. Po długim i męczącym wysiłku w końcu zaczęło brakować mu sił.
Dobiegł do bagna za miastem. Opary z
wody rozciągały się niczym mgła nad polaną wieczorną porą. Słońce powoli
zachodziło za chmurami, które znikąd pojawiły się na niebie. Pogoda zaczęła się
nagle zmieniać. Zaczął wiać przeszywająco zimny wiatr, ale Karo nie zwracał na
niego uwagi. Powoli wkroczył na teren bagienny. Każdy krok zostawiał odcisk w
błocie.
Nagle wiatr przyniósł do jego nozdrzy znany
już mu zapach. Zgnilizna. Pies warknął i pognał przed siebie. Po krótkim czasie
dobiegł do małego domu, który wyglądał, jakby miał się zaraz zawalić pod
ciężarem powietrza. Ostrożnie zbliżył się do drzwi, które trzymały się tylko na
jednym zawiasie. Wyciągnął łapę i ostrożnie zaczął drapać drzwi. Nie dało to
jednak żadnego efektu. Karo odszedł dwa kroki w tył i zaczął przeraźliwie wyć.
Po chwili drzwi do chaty z przeraźliwym
skrzypnięciem otworzyły się. W nich stała stara kobieta. Jej siwe włosy sięgały
kostek, a chuda i blada twarz wystraszyłaby nawet najmniej bojące się duchów
dziecko.
- Przyszedłeś w końcu… - powiedziała,
wpuszczając psa do środka. Gdy tylko Karo wszedł, wiatr zamknął drzwi z takim
impetem, że aż wszystkie wazoniki na półkach zadrżały.
Dom wyglądał bardzo okazale. Wnętrze
było urządzone w starym, wiktoriańskim stylu. Świeczniki, dzbanki i różnego
typu pierdółki były odkurzone, w stanie prawie nienagannym. Nigdzie nie było
można dopatrzyć się kurzu.
- Masz to, o co cię prosiłam? –
zapytała, kiedy tylko Karo wskoczył na fotel.
- Oczywiście, że tak, moja pani… -
powiedział. Jego oczy zmieniły kolor na krwiście czerwony, a futro zrobiło się
czarne, węglowe. Na nosie i wokół oczu pojawiły się czerwone wzory, których nie
było widać wcześniej. Karo podszedł do kobiety i zaczął wpatrywać się w jej
twarz.
Kobieta nabrała ogromną ilość powietrza,
po czym zapatrzyła się w oczy psa. Między nimi wytworzyła się cieniutka
niteczka wspomnień. Pies przekazał wszystko, co chciała. Kiedy kobieta
mrugnęła, nić pękła i wyparowała. Jej oczy świeciły teraz ostrym, zielonym
kolorem.
- Tak… Mam czego chciałam… - mówiła
zasapana. – Mam i teraz będę mogła… - urwała. – Na co się tak gapisz, kundlu?
- Ależ pani… - zaczął – miałem dostać
sowitą nagrodę za dawkę tych informacji.
- Mogę Cię przerobić na proch i dorzucić
do mojej kolekcji!
Kobieta wstała, podniosła ręce do góry i
klasnęła. W tym momencie wszystkie dzbanki i pudełka zaczęły się trząść, a z
ich powoli wydobywały się cieniutkie niteczki, które zaczęły przyjmować różne
kształty. Każdy z nich był strasznym odbiciem właściciela. Psy, koty, chomiki,
szczury, szopy, sarny i orły unosiły się za plecami wiedźmy, której oczy
błyszczały jeszcze bardziej.
- Uciekaj stąd, albo skończysz tak, jak
oni!
Nie czekając chwili dłużej Karo wziął
nogi za pas i rzucił się do ucieczki. Jego duma została urażona. Jego
właścicielka wykorzystała jego słabość – miłość do ludzi.
-
Muszę wrócić do mojej kochanej… - pomyślał. - Magda! Co ja zrobiłem?!
Kiedy tylko udało mu się wybiec z domu,
zmienił się znów w normalnego owczarka niemieckiego, długowłosego. Biegł ile
sił w łapach do domu, gdzie czekała na niego jego pani. Kiedy dobiegł go
obrzeży bagien usłyszał śmiech wiedźmy, który tylko zwiastował to, co miało
nadejść wkrótce. Zło nadciągało i wiedział, że to przez niego.
Powiem Ci, że z każdym kolejnym rozdziałem, który czytam (a których już w sumie nie pamiętam *-*) zadziwiasz mnie pod jednym jedynym aspektem.
OdpowiedzUsuńNie mogę pojąć jak na tyle dojrzały psychicznie człowiek, może mieć tak wybujałą wyobraźnię. Jak... małe dziecko. Piękne jest to jak dla mnie <3
Woah. Tego z wiedźmą się nie spodziewałam ;-; Pardąsik za zaniedbanie >_< Teraz już będę czytać xD
OdpowiedzUsuń