Światło
latarni padało na leżący dookoła śnieg. Cisza, jaka nastała pomiędzy bohaterami
była nieznośna. W końcu Karo ją przerwał:
-
Musimy jej pomóc. Wiem, że nasza piękna władczyni ognia da sobie radę, a co
jeśli się okaże, że Makhran jest jednak za mocny? Co jeśli…
-
Zamknij się!
Dziewczyna
popatrzyła wprost na swojego towarzysza. Jej oczy płonęły lodem. Źrenice
sczerniały. Stanęła w lekkim rozkroku, rozkładając delikatnie ręce wnętrzem do
padającego z nieba śniegu. Spojrzała na swoje dłonie, po czym z całej siły i
gniewu zaczęła krzyczeć w niebogłosy unosząc wzrok ku niebu. Echo jej pełnego
nienawiści głosu było słychać na wiele kilometrów. Kiedy umilkła dało się już
słyszeć tylko trzepot skrzydeł odlatujących ze strachu ptaków.
-
Co się z tobą dzieje? – zapytał ostrożnie Karo.
Kiedy
Magda usłyszała jego głos spojrzała ponownie na swojego towarzysza.
-
Mam żal do ciebie o to, że jesteś tutaj ze mną. Powinnam ciągnąć tę historie
sama! Sama! Rozumiesz? Mam ochotę cię zabić. Zabić cię tylko po to, żebyś nie
musiał mnie już znosić. Do niczego się nie nadaję. A teraz, przez moje
nieudacznictwo straciliśmy Tosię!
Karo
stanął jak wryty. Nie mógł wykrztusić z siebie żadnego słowa.
-
Tak kochany, wiem, że się do niczego nie nadaję. Od kiedy jesteś moim ukochanym
towarzyszem cały czas stwarzam ci problemy. Nie pamiętam już, żeby między nami
było dobrze!
-
O czym Ty w ogóle mówisz?!
Karo
wstał na tyle łapy i jednym sprawnym ruchem zmienił się znów w pięknego
chłopaka. Jego głos drżał. Chciał podejść, ale bał się, ze Magda ucieknie przed
nim.
-
Szczerze mam ci powiedzieć? Chcę dwóch rzeczy! – Magda powoli podchodziła w
stronę stojącego przed nią mężczyzny.
Nagle
zerwał się wiatr. Obu postaciom długie, czarne włosy zasłoniły oczy. Kiedy
podmuch trochę zelżał ich spojrzenie znowu się spotkało. Magda była już teraz
tylko o kilka kroków od chłopaka. Nie spuściła nawet na moment swojego wzroku z
towarzysza. O co jej chodzi,
pomyślał, nie mogę się nawet ruszyć.
-
Nie bój się mnie. – Karo zauważył, że w ręce dziewczyny pojawiło się coś
błyszczącego.
-
Odłóż to!
Mówiąc
to, Karo rzucił się na dziewczynę. Wylądowali z dużym impetem na ziemi, która
przywitała ich śniegiem i mrozem. Dziewczynie wypadło narzędzie z ręki.
Odbijającym metalem, który Magda miała w ręku okazał się nóż.
-
Co ty robisz dziewczyno?! Musimy uratować Tosię! Ona nam wyjaśni to wszystko,
co się tu dzieje, tak, jak mówiła o tym ta stara wiedźma! Uspokój się do
cholery!
Magda
chciała mu na to coś powiedzieć, ale zanim pierwsze słowo wydobyło się z jej
ust poczuła straszliwy ból na policzku. Piękny, kruczy mężczyzna dał jej raz na
otrzeźwienie myśli. Twarz wpadła jej w śnieg, który zaraz zaczął dotkliwie
szczypać jej twarz. Nie zwróciła jednak na to zbyt dużej uwagi. Zrzuciła
towarzysza z siebie i usiadła na lodowatym śniegu. Jej towarzysz kucnął
naprzeciw niej, żeby wszystko dobrze widzieć.
-
Dziękuję. – powiedziała, patrząc w ziemię. Otarła łzę, jaka gdzieś się w oku
zakręciła. Po chwili spojrzała wprost w jego oczy. Kiedy jej lodowate
spojrzenie spotkało jego krwiste oczy zadziała się magia. Obojgu oczy
rozjaśniły się. Poświata potęgowała się z każdą chwilą.
-
Czas na nas kochana… - powiedział cichutko Karo, przykładając swoje czoło do
jej czoła.
-
Tak. Musimy pomóc Tosi. Musimy się dowiedzieć o co tutaj tak naprawdę chodzi.
Dziewczyna
osunęła głowę. Karo odsunął głowę na parę centymetrów. Magda znów patrzyła w
śnieg. Po chwili bezruchu poczuła chłodną rękę, która delikatnie dotyka jej
policzka.
-
Karo… Co ty..? – szepnęła do chłopaka.
-
Ćśś… - uciszył dziewczynę. – Nic nie mów. Wszystko będzie dobrze.
Karo
głaskał Magdę po policzku, który zaczął się nagle rumienić. Kiedy zatrzymał
dłoń w miejscu, Magda nawet nie drgnęła. Drugą ręką lekko popchnął jej
podbródek w górę, żeby popatrzyła na niego. Cała twarz dziewczyny była zalana
łzami, które prawie natychmiast zamarzały, spadając na śnieg jako małe
kryształki pięknie lśniącego lodu. Magda lekko się uśmiechnęła, wtem Karo
zbliżył swoje usta do jej ust.
Namiętny
pocałunek trwał tylko kilka sekund, ale dla nich to była wieczność. Wieczność,
której chcieli oboje od zawsze.
Karo
przerwał kontakt. Powiedział coś bardzo cicho w języku, którego Magda nie
znała. Ai shiterou.
-
Musimy pomóc Tosi, chodź. – Głos Kara natychmiast spoważniał.
Magda
nadal nie mogła się otrząsnąć z tego uczucia, które teraz zapełniało jej głowę.
Patrzyła tępo na swojego towarzysza. Nie chciała o nic pytać. Po prostu wstała
na równe nogi i rzekła do niego, otrzepując się od śniegu:
-
Mam nadzieję, że nie będzie za późno.
Nezu, NEZU. ŁOMATKO. W końcu wyszło na to, że się kochają i to nie tak ło~
OdpowiedzUsuńByłam w szoku, że skomentowałaś mi notkę. Myślałam, że już dawno pożegnałaś się z blogspotem ;v; przepraszam ._. wymyśl coś dalej, bo zastanawiam się teraz w jaki sposób oni chcą pomóc Tosi :I
Będzie dalej ♥ Dziękuję Aikoś ♥♥♥
Usuń